Znajdź mnie, jeśli potrafisz

Wiele obrazów przedstawia dość łatwe w odbiorze odzwierciedlenia rzeczywistości – pejzaże czy sceny z życia codziennego. Ciekawiej robi się, gdy twórca łączy ze sobą na pozór niepasujące do siebie elementy. Efektem tego zabiegu jest artystyczny misz-masz, który potrafi porządnie namieszać w głowie.

Twórca często posługuje się artystycznym szyfrem. Przedstawia, wydawałoby się, obraz tego, co jest nam dobrze znane. Jednak czasami może się wydawać, że wyczuwamy ukryty przekaz. Jest w nim coś innego, intrygującego. Trudno dokładnie określić co. Wędrując po ścieżce ku zrozumieniu, nie dostaniemy mapy, istnieją jednak ważne poszlaki – szczegóły, które mogą sprawić, że poczujemy się jak byśmy uczestniczyli w podchodach. Im więcej szczegółów uda się nam wychwycić, tym bardziej zaczyna nam się podobać. Czujemy, że meta się zbliża, a razem z nią satysfakcja z wykonanego zadania.

Posłużę się przykładem Alegorii z Wenus i Kupidynem autorstwa Angola Bronzina – włoskiego malarza tworzącego w XVI wieku. Dzieło to można określić jako skomplikowane, wieloznaczne i owiane tajemnicą. Obraz stworzono w konwencji manierystycznej – czyli jego elementy są wyrafinowane, a całość dokładnie dopracowana. Mimo to na pierwszy rzut oka widać w nim duży bałagan, który aż prosi się o wyjaśnienia.

Tytuł daje pierwszą podpowiedź. Największymi i najjaśniejszymi postaciami są mitologiczne bóstwa. Poznać je możemy dzięki posiadanym atrybutom. Autor przedstawił Wenus ze złotym jabłkiem, które bogini otrzymała od Parysa – ten owoc jest także symbolem wybuchu wojny trojańskiej. Kupidyn posiada za to skrzydła i kołczan ze strzałami. Dzięki tym znakom możemy mieć pewność, że obraz przedstawia matkę i syna. Tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt. Kompleks Edypa? Postaci przedstawiono w wyraźnej scenie miłosnej. Bronzino namalował więc w manierystyczny sposób związek kazirodczy.

Ziarnko do ziarnka…
Zwróćmy uwagę na tło. Jakaś anonimowa postać w prawym górnym rogu sprawia wrażenie, jakby chciała ukryć przedstawioną scenę, zakryć ją niebieską tkaniną. Jeśli przyjrzymy się uważniej, to zauważymy, że za jej twarzą rozciąga się pustka. Możliwe, że w ten sposób autor dzieła mógł przedstawić zapomnienie. Zarzucenie zasłony skutecznie uniemożliwia jakiś mężczyzna z siwą brodą będącą alegorią jego doświadczenia. Oprócz skrzydeł powyżej jego pleców znajduje się klepsydra. Klepsydra symbolizuje czas, ten przedmiot dowodzi, że mężczyzną przedstawionym na obrazie jest Chronos. Twórca w ten sposób podkreśla, że czas nie pozwoli zapomnieć, ukryć tego, co się wydarzyło.

Nieco niżej widzimy dziecko, które jest symbolem niewinności. Rozentuzjazmowany wyraz jego twarzy pozwala sądzić, że stanowi alegorię przyjemności. Skrada się za Wenus, w rękach trzymając płatki kwiatów. Tak, jakby chciało obsypać nimi parę. Jeśli jednak wytężymy wzrok, zauważymy, że kroczy po cierniach. Kolce róży, w renesansie często łączone z cierpieniem wywołanym wielkim uczuciem, przebijają jego stopę na wylot, twarz za to pozostaje nieskazana bólem.

Za chłopcem ukrywa się potwór – zdeformowana kobieta o niewinnej twarzy z ogonem gada, symbolem podstępu. Może oznaczać zdradę. W jednej ręce trzyma plaster miodu, a w drugiej kolec jadowy skorpiona. Rozkosz zestawiono z cierpieniem. Artysta prawdopodobnie chciał w ten sposób przekazać, że wszystko ma swoją cenę.

Dodatkowo pod prawą nogą Kupidyna, w lewym, dolnym rogu pola obrazowego znajdują się dwa białe gołębie, oznaczające miłość. Po przeciwnej stronie leżą dwie teatralne maski, mogące symbolizować coś zamaskowanego, ukryte znaczenie czy też oszustwo.

…Aż zbierze się miarka
Jest jeszcze jedna, kluczowa postać, chowająca się za Kupidynem. Przerażający wyraz twarzy, brakujące zęby, pożółkła skóra, zaczerwienione palce. Sprawia wrażenie, jakby wyrywała sobie włosy, wpadła w obłęd. W zakresie odczytania tej postaci można snuć wiele przypuszczeń.

Na tym etapie analizy przyda się rys historyczny. Obraz został sprezentowany w XVI wieku Franciszkowi I, królowi Francji, przez księcia Kosmę I Medyceusza, władcę Toskanii. Za czasów życia tych arystokratów, na początku szesnastego tysiąclecia, rozpowszechniła się pewna choroba. Do jej objawów należały między innymi zaniki pamięci, wypadanie zębów, łysienie, wrzody, przeszywające bóle oraz utrata czucia. Uważano, że jest ceną za grzeszną miłość. Tą chorobą jest kiła.

W tym momencie poszczególne elementy łączą się w całość. Obraz nie mówi jedynie o miłości grzesznej, jej radości i trudach. Oprócz tego to alegoria okropnej choroby, której śmiertelne żniwa pochłonęły tysiące ludzi.

Nie w każdym przypadku jesteśmy w stanie domyślić się czy dowieść, co autor miał na myśli. Pozostają nam przypuszczenia. Dzieła sztuki bardzo często posiadają drugie, ukryte znaczenie. Choć trudno je rozszyfrować, to nie jest to niemożliwe do wykonania. Takie analizowanie obrazów było jedną z rozrywek na wyrafinowanych dworach szesnastowiecznej Europy. Co dopiero dziś, kiedy wyszukiwanie informacji przychodzi z dużo większą łatwością.

Kiedy znajdziesz obraz, który wyda ci się niezrozumiały, zanim nazwiesz jego twórcę szaleńcem, przyjrzyj się, czy ten „szalony” człowiek nie chce ci czegoś przekazać. Mógł z premedytacją przygotować zagadkę, której rozwiązanie okaże się zaskakujące i skłoni do ciekawych refleksji.


Dodaj komentarz