Złotówka na wakacje dla Pani Snapchat

Znają ją wszyscy żacy i maturzyści wybierający się na studia w Uniwersytecie Wrocławskim. Cała Polska usłyszała o niej za sprawą zdjęć z filtrami ze Snapchata, które przyszli studenci wgrywali do systemu IRK. Z Panią Snapchat (Agata Sałamaj) rozmawiamy o tegorocznej rekrutacji, pomyśle na stworzenie konta Uniwersytetu Wrocławskiego na Snapchacie i pięknie Wrocławia.

Konrad Traczyk: Skąd wziął się pomysł na stworzenie Snapchata uniwroc?

Pani Snapchat: To był pełen spontan! Pewnego dnia do Centrum Zarządzania Kosmosem, czyli do naszego Biura Promocji Uniwersytetu Wrocławskiego, przyszedł Tomek Jakub Sysło, nasz wrocławski social media ninja. Zaproponował mojemu kierownikowi, żeby zająć się narzędziem, wydawałoby się przeznaczonym dla gimbazy. Troszeczkę ryzykowaliśmy tą decyzją o otworzeniu Snapchata, ale bardzo szybko okazało się, że mieliśmy rację. Z ciekawostek zdradzę, że na początku zaliczyłam spore faux pas, bo okazało się, że snapy, które nagrywałam przez pierwszy tydzień, nie były widoczne dla nikogo poza mną. Początki bywają trudne, ale później wszystko szło już coraz lepiej – i tak jest do dzisiaj. Trzy lata – o ile dobrze liczę.

Był już jakiś tort z tej okazji?

Właśnie nie! Muszę rzucić hasło w naszym biurze, żeby uczcić jakoś hucznie jubileusz, bo chyba jest co świętować. Udało się z tym Snapem. Na początku na pewno było tak, że wszyscy pukali się w głowę i mówili: Co wy robicie? Uniwersytet Wrocławski – wielka uczelnia w Polsce bawi się takim narzędziem jak Snapchat, gdzie są: filtry, uszy, nosy zwierzątek itd. I wszystko jest w zabawnej konwencji. Ale później szybko przekonali się, że to jest dobra droga, bo zaczęliśmy mówić językiem maturzystów, naszych przyszłych kandydatów na studia. Potem inne uczelnie też zaczęły otwierać swoje kanały. Z tego również bardzo się cieszę.

A jak odbiera to młodzież, która ogląda snapy? Jaki jest odzew?

Bijemy chyba wszelkie możliwe rekordy – mieliśmy 50 tys. odsłon jednego snapa. Jak na Snapchata, to są bardzo duże zasięgi. Praktycznie codziennie spotykam się z bardzo miłymi słowami maturzystów, ale też i studentów. Nie można zapominać, że Snapchat uniwroc jest przeznaczony nie tylko dla absolwentów liceów, ale przede wszystkim dla studentów pierwszych lat. Takich zagubionych, młodych ludzi, którzy przyjeżdżają do wielkiego miasta i nie potrafią się odnaleźć na naszej uczelni i w mieście. Dlatego ja im tam doradzam. Czasami jestem panią z dziekanatu, czasami panią psycholog. Radzę, doradzam, pomagam, jak mogę. Muszę powiedzieć, że oni są bardzo wdzięczni. To jest najlepsza zapłata za moją pracę, jak ktoś mijając mnie na ulicy przybije mi piątkę i podziękuje za to, że kiedyś mu pomogłam. Odzew jest bardzo duży i wydaje mi się nawet, że coraz większy. Mimo że ogłasza się w internecie śmierć Snapchata. Ja w ogóle tego nie odczuwam.

Ale był chyba też taki moment, gdy Snapchat zaczął ograniczać zasięgi…

Tak, był taki moment, gdy Snapchat zaliczył lekki fuck-up, ale później te zasięgi zaczęły rosnąć. Natomiast nie zapominajmy, że to jest tylko narzędzie komunikacji. Jeżeli będzie tak, że nasi odbiorcy pójdą gdzie indziej, bo wybiorą inne narzędzie, to my po prostu pójdziemy za nimi. Jeżeli oni wybiorą InstaStories na Instagramie, to my pójdziemy na InstaStories. Jeżeli pójdą na TikToka, to Uniwersytet Wrocławski jako pierwsza uczelnia w Polsce założy kanał na TikToku.

TikTok Uniwersytetu Wrocławskiego brzmi kusząco…

Ale wiesz, że ja kiedyś zrobiłam taki żart na prima aprilis i nawet założyłam takie konto? Wtedy jeszcze portal nazywał się Musically. Zatem Uniwersytet Wrocławski ma już konto na TikToku, ale jest nieaktywne. Było założone dla żartu primaaprilisowego. Zobaczymy, co z tego wyniknie. W każdym razie założone już jest, więc i tak jesteśmy pierwsi! (śmiech)

Wróćmy do Snapchata. Co tam w ogóle można znaleźć?

Ojejku, bardzo różne treści. Zaczynając od tego, że to jest taka nasza telewizja na żywo. Pokazujemy wszystkie imprezy, wydarzenia, które odbywają się na uniwersytecie od wyborów rektora, przez konferencje, po zupełnie luźne rozmowy z pracownikami, ze studentami. Wszystko to, co dzieje się na uniwersytecie i czego nie można normalnie zobaczyć. My to pokazujemy na Snapie. Wrzucam też screeny z rozmów z ludźmi, którzy wysyłają mi pytania. Robię czasami takie Q&A na My Story uniwroc. Bardzo popularne jest też szukanie przez kandydatów studentów danego kierunku. I wtedy odzywa się np. student kryminologii i pisze już bezpośrednio do osoby, która chce studiować. Na Snapie są też wszelkie ważne informacje, np. o godzinach dziekańskich, wiadomości z ostatniej chwili.

O co najczęściej pytają kandydaci?

Na przykład o to, dlaczego nie mamy weterynarii; jakie są progi na budownictwo albo kiedy będzie kosmetologia. Pytają też np. czy jeżeli nie zdałem matury z matematyki, to czy mogę dostać się na kierunek humanistyczny, bo przecież po co mi ta matematyka na filologii polskiej? Dosłownie o wszystko. O to, czy można w akademiku trzymać złotą rybkę; czy w akademikach panie pokojówki ścielą łóżka albo czy jeżeli mam złamaną nogę, to w Internetowym Systemie Rejestracji Kandydatów mam zaznaczyć, że jestem niepełnosprawny? To są fajne, śmieszne pytania. Ja się oczywiście chichram w rękaw, ale odpowiadam rzetelnie. Najbardziej popularne są pytania o progi punktowe.

Właśnie, co z tymi progami?

Na Uniwersytecie Wrocławskim w zasadzie nie ma czegoś takiego jak progi punktowe, więc kandydaci – nie pytajcie o to. Pytajcie raczej, jaka jest liczba osób chętnych na jedno miejsce na poszczególne kierunki. Dzięki temu będziecie wiedzieć, czy kierunek jest bardziej czy mniej oblegany. O progi punktowe nie warto pytać, bo ta liczba punktów rekrutacyjnych, która daje wejście w jednym roku, w drugim roku może w ogóle nie wystarczyć – albo przeciwnie, to może być nawet za dużo. Tak że nie ma co się tym sugerować. Zdradzę wam taką tajemnicę – ja tak naprawdę te punkty mam. Trzymam je w mojej tajnej teczce, więc ja wiem na przykład, że największą liczbę punktów – ale nie mów nikomu – (szeptem) trzeba mieć na informatykę i dziennikarstwo. Tak że ja te punkty mam, ale ich nie zdradzam, bo potem maturzyści za bardzo zaprzątają sobie tym głowę i skupiają się na liczbie punktów, a nie skupiają się na tym, żeby dobrze napisać maturę. A jednak powinno być odwrotnie.

Kiedy można zacząć się rejestrować na studia? Dopiero po wynikach matur?

Nasza rekrutacja rozpoczęła się już 15 maja. Wtedy wystartował nasz system IRK. Można rejestrować się już przed wynikami z matury. Dlatego że te wyniki nie są potrzebne do rejestracji. My pobieramy je z Krajowego Rejestru Matur. Pierwsza tura rekrutacji potrwa do 7 lipca, więc to jest jeszcze bardzo dużo czasu i na pewno każdy maturzysta zdąży zarejestrować się w tym systemie i wybrać sobie swoje ukochane kierunki studiów. Wszystko jest w najlepszym porządku i w październiku na pewno spotkamy się pod Szermierzem, na placu Uniwersyteckim we Wrocławiu. Nie mogę się doczekać!

A właśnie, Szermierz ma szpadę czy nie, bo różnie z tym bywa?

Ma! Szermierz jest monitowany 24 godziny na dobę. Moi obserwatorzy na Snapchacie ciągle donoszą mi, co dzieje się z Szermierzem. Kelnerki z pizzerii, która jest naprzeciwko Szermierza, meldują na okrągło. Dzisiaj już dostałam po południu raport, że Szermierz ma szpadę. Z tą szpadą faktycznie jest tak, że ona ginie bardzo często. Zdarzyło się tak, że dostałam filmik na Snapa uniwroc, nakręcony w autobusie linii C we Wrocławiu, gdzie dwie panie w mocno średnim wieku wiozły szpadę Szermierza w torbie ze sklepu spożywczego. Student, który to sfilmował, wszczął alarm – Pani Snapchat, ja mam złodzieja szpady! Co ja mam z tym zrobić? Uśmiałam się do łez. Zrobiłam screen, wrzuciłam na fanpage Uniwroc i… odezwał się Zarząd Dróg i Utrzymania Miasta. Poprosił nas o dokładne dane. Nie wiem, jak się ta sytuacja skończyła, ale Szermierz i jego szpada jest obiektem westchnień wszystkich turystów i mieszkańców Wrocławia.

Z czego to wynika? Mieszkańcy potem stawiają sobie szpadę w domu jako trofeum?

Chyba jest coś takiego. Jakiś rodzaj „fejmu”? Mam szpadę szermierza, jestem gość!

Zdarzyła się jeszcze jakaś nietypowa sytuacja zainicjowana przez studentów albo kandydatów?

Kandydaci bardzo chcą się odwdzięczyć za to, że siedzę w weekendy i odpowiadam na ich trudne, czasem wymagające pytania. Szukali sposobu, w jaki mogliby wynagrodzić mi czas, w którym, jak to mówili, „zawracali” mi głowę. Postanowili, że wyślą mnie na wakacje na Malediwy! Pani Snapchat zasługuje na odpoczynek, więc my ją wyślemy na wakacje! I w jaki sposób się to odbyło? Opłata rekrutacyjna na studia wynosi 85 zł za jeden kierunek, więc oni postanowili, że będą wpłacać 86 zł i w tytule przelewu pisali, że ta złotówka jest na wakacje dla Pani Snapchat na Malediwach. Jak się domyślasz, musiałam się bardzo mocno tłumaczyć w kwesturze co to w ogóle znaczy (śmiech). Zaraz był telefon: Pani Agatko, czy pani ma w ogóle z tym coś wspólnego? (śmiech). Od razu apelowałam na Snapie i bardzo im dziękowałam za tę akcję, ale tłumaczyłam, że na państwowej uczelni to nie przejdzie i takie metody, niestety, mogą mi tylko zaszkodzić w pracy. Ale pamiętam, że rzecznik prasowy uniwersytetu, pan dr Ryszard Balicki, jak była zbiórka na wyjazd na Malediwy, przyniósł mi białą różę i złotówkę, położył na biurku i w ten sposób przyłączył się do akcji. Przez naszą kwesturę na Malediwy nie pojechałam, ale wszystko przede mną, tak że trzymaj kciuki.

Studenci nie próbowali potem jakiejś innej metody? Zrobienia zrzutki przez internet?

Już im nie podpowiadaj, bo będę się czuła naprawdę zawstydzona (śmiech). Studenci mają naprawdę bardzo ciekawe metody okazywania wdzięczności za pomoc, np. kiedyś pod Szermierzem leżało kartonowe pudełko, a w środku były własnoręcznie zrobione kanapki, usmażone racuchy i było napisane, że to jest śniadanie dla Pani Snapachat, albo raz pod Szermierzem zastałam koszyczek truskawek – umytych, obranych, gotowych do jedzenia;  było napisane, że to dla mnie. Czy to nie jest urocze? Większej zapłaty i tych Malediwów naprawdę nie potrzebuję. Wystarczy dobre słowo oraz to, że ktoś podejdzie w tramwaju i rzuci mi się na szyję, bo też się tak czasami zdarzało (śmiech).

A co zrobić, żeby zostać studentem Uniwersytetu Wrocławskiego i móc rzucać ci się na szyję? Zdaliśmy maturę i… co dalej?

Po pierwsze, nie należy się denerwować. Aby zarejestrować się na Uniwersytet Wrocławski, w ogóle nie trzeba wychodzić z domu. Wystarczyć wejść do internetu i wpisać adres www.rekrutacja.uniwroc.pl. To jest nasz serwis rekrutacyjny. Pod każdym kierunkiem studiów jest taki magiczny przycisk rekrutuj, który przenosi kandydata do Internetowego Systemu Rejestracji Kandydatów (IRK). Pieszczotliwie o tym systemie mówimy IRK-a. Nie trzeba w nim za wiele robić. Wystarczy wpisać swoje dane, włącznie z numerem PESEL, wybrać kierunki studiów, na które chce się rekrutować, i wnieść opłatę rekrutacyjną. Nawet nie trzeba wpisywać wyników z matury. Wręcz nie wolno. Należy zostawiać zera w polach. Wyniki zostaną pobrane z Krajowego Rejestru Matur. Nie ma tak łatwo, bo każdy by sobie wpisał 100 procent z rozszerzonej matury, z każdego przedmiotu. My to sprawdzamy, trzymamy rękę na pulsie. System sam oblicza punkty. Przy rekrutacji liczą się tylko wyniki z matury, nie liczą się oceny z ostatniej klasy liceum czy technikum. Każdy kierunek ma określone zasady rekrutacji, ma magiczną tabelkę, w której są przedmioty, jakie należy zdawać, żeby dostać się na dany kierunek, oraz współczynniki, przez które mnożymy procenty z matury. Te współczynniki są określone i dla matury podstawowej, i dla rozszerzonej. Zawsze są dwa razy wyższe dla matury rozszerzonej niż dla matury podstawowej. Za każdym razem jest tak, że nawet gorzej zdane rozszerzenie da więcej punktów niż matura podstawowa. Wiem to z doświadczenia. W zasadzie nic więcej nie trzeba robić. Czekamy po prostu na wyniki rekrutacji. Lista jest rankingowa, czyli bierzemy najlepszych kandydatów z listy. Pamiętajcie, że jeszcze jest też druga i trzecia tura rekrutacji, więc jeśli ktoś nie dostanie się w pierwszej turze, to jeszcze będzie miał szansę. Jest jeden haczyk – druga i trzecia tura rekrutacji jest tylko dla tych, którzy brali udział w pierwszej turze. Czas na rejestrację jest do 7 lipca. W ogóle nie wiem, czy wiesz, ale na studia można się teraz bardzo łatwo dostać.

Naprawdę?

Tak! My mamy 90 kierunków studiów i chyba 270 specjalności, ale rekrutacja jest na kierunek, a nie na specjalność, i o tym też trzeba pamiętać. Specjalność wybiera się dopiero wtedy, kiedy się dostanie na dany kierunek. Ale tych kierunków jest mnóstwo, miejsc na studia jest naprawdę dużo, tak że naprawdę nie jest teraz trudno się dostać. Z wyjątkiem kierunków, które są postrachem i na które było najwięcej chętnych osób podczas poprzedniej rekrutacji. To była chemia i toksykologia sądowa, czyli połączenie kryminologii z chemią i medycyną. Tu mieliśmy 21 kandydatów na jedno miejsce. Na drugim miejscu była psychologia i tam 18,5 kandydata na jedno miejsce. Wiem, że to pół dziwnie brzmi. Psychologia jest zawsze w czołówce kierunków. Na trzecim i na czwartym miejscu mieliśmy dziennikarstwo i komunikację społeczną oraz komunikację wizerunkową. To są dwa oddzielne kierunki i one też zawsze mają około 14–15 osób na jedno miejsce. I jeszcze jeden kierunek to filologia dalekowschodnia. Kandydaci już nie chcą się uczyć angielskiego i niemieckiego. Wolą chiński i koreański, czyli takie języki, które są mniej popularne. Filologia miała 11 osób na miejsce. Wymieniłam pięć kierunków, na resztę łatwo się dostać.

Jest jakiś limit liczby kierunków?

Nie, każdy kandydat może zarejestrować się na dowolną liczbę. Jedynym limitem jest opłata rekrutacyjna, którą trzeba uiścić za każdy kierunek. Trzeba też pamiętać o tym, że można studiować dwa kierunki jednocześnie, czy to na tym samym wydziale, czy na różnych wydziałach. Oczywiście mówię o studiach dziennych, czyli stacjonarnych. Jeśli chodzi o rekrutację, to nawet jeżeli ktoś się dostanie na trzy kierunki, to wybiera sobie jeden i tam składa dokumenty. Złożenie dokumentów jest dla nas taką formą zatwierdzenia – to jest moje miejsce, chcę studiować na tym kierunku i tutaj za pięć lat odbiorę dyplom magistra.

I tego tytułu wszystkim studentom życzymy! A tobie całej rzeszy obserwatorów na Snapchacie.

Dziękuję! Do zobaczenia na Snapie uniwroc i pod Szermierzem w październiku!

rozmawiał: Konrad Traczyk


Dodaj komentarz