Złapani w sieć

Networking to praca z internetem. To chyba logiczne? A może jednak praca nad rozwojem internetu? Praca nad budowaniem sieci? Pytanie tylko – jakiej?

Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, czym jest networking, może nam, w istocie, zająć trochę czasu. Ale jedno jest pewne –  nie będzie to czas stracony.

Tłum szarych ludzi kroczy ulicami. Nagle jeden mężczyzna odłącza się, podchodzi do innej kobiety i usuwa z jej z twarzy glinę niewiadomego koloru. Radość. Olśnienie. Po kolei wszyscy zdzierają z siebie nudne, szare okrycia, by stać się kolorową, entuzjastyczną masą. Scenariusz spektaklu? Nie, to performance grupy aktywistów 1000 Gestalten, który odbył się na ulicach Hamburga przed szczytem G20. I choć celem artystów było zachęcić ludzi do bycia aktywnym, a nie biernym obywatelem, to można w takim wystąpieniu wyczytać coś jeszcze: gdy skupiamy się tylko na sobie, jesteśmy sami. Dopiero spotkanie z drugim człowiekiem sprawia, że z szarej, nikomu nieznanej osoby, stajemy się „kimś” i zostajemy włączeni w siatkę powiązań między osobami – tzw. sieć społeczną.

Teraz nie powinno już być trudne odgadnięcie znaczenia tajemniczo brzmiącego słowa networking. To właśnie sieć zależności między ludźmi jest kluczem do wyjaśnienia idei, kryjącej się pod tym hasłem. Popularne już na zachodzie, jak również w Polsce, hasło oznacza proces wymiany informacji związanych z jakimś tematem, a także okazywanie sobie wzajemnego wsparcia i pomocy w gronie znających się osób. Działania takie można zaobserwować chociażby na forach internetowych. Najlepiej jednak ta filozofia przyjęła się wśród firm i przedsiębiorców – do tego stopnia, że kreowana jest na podstawowe narzędzie do osiągnięcia sukcesu w dzisiejszym biznesie. Organizacje zajmujące się networkingiem zapraszają na przykład na „śniadania”, podczas których osoby działające w różnych branżach mają szansę spotkać się i przedstawić swoje potrzeby, a także to, co sami mogą zaoferować innym. Jest to odejście od dość typowego w biznesie wręczania sobie wizytówek i skupienie się na realnym poznaniu drugiego przedsiębiorcy – naszego potencjalnego partnera. W ten sposób współczesny biznesmen zyskuje współpracowników, klientów oraz szansę na dobrą orientację w nowościach rynkowych.

Trzecia zasada dynamiki Newtona, czyli wzajemność oddziaływań

Zdaję sobie sprawę, że idea ta może wydać się niepotrzebna ludziom młodym, którzy dopiero co wchodzą na rynek pracy i wolą przywdziać na siebie raczej kitel lekarski czy niesforny strój programisty zamiast kanciastego, biznesowego garnituru. Wyobraźmy sobie jednak sytuację – student dostaje dyplom i nie potrafi znaleźć pracy. Żeby zmienić ten stan rzeczy, ma kilka możliwości – od przeglądania setek ogłoszeń w Internecie aż do pukania do drzwi Powiatowego Urzędu Pracy. A przecież przyjemniej byłoby dowiedzieć się od znajomego, że na przykład w firmie jego wujka czeka wolny etat. To możliwe! Wystarczy tylko stosować się do jednej z zasad networkingu, jaką jest jasne formułowanie swoich potrzeb i mówienie o nich innym. Trzeba jednak pamiętać, że idea ta nie zakłada proszenia się o pracę – prosimy za to o opinię, poradę kogoś, kto jest bardziej obeznany w danym temacie i może nas wspomóc. Na samym otrzymywaniu pomocy od innych się jednak nie kończy – bo wtedy moglibyśmy skwitować taką sytuację popularnym hasłem: „Dostał robotę po znajomości”. Wzajemne oddziaływanie zakłada, że i my okażemy tej osobie wsparcie, gdy ona będzie tego potrzebowała, a także będziemy starali się być dla tej osoby przydatnym kontaktem we wspomnianej sieci społecznej.

Sztuka utrzymania relacji

Ale i to nie wszystko. Wróćmy znów do owej sytuacji ze zrozpaczonym absolwentem uczelni w roli głównej. Przegląda swój spis kontaktów i natrafia nagle na numer studentki z innego kierunku. Wspomniała mu ona raz podczas pięciominutowej rozmowy na pierwszym roku, że zna pana X, o którym  absolwent marzy, by został jego pracodawcą. Jeden telefon i oto nasz student mógłby nagle wyewoluować w człowieka pracującego. Każdy jednak przyzna, że to sytuacja co najmniej niezręczna i krępująca. A nie byłaby taka, gdybyśmy zgodnie z ideą networkingu dbali o swoje kontakty – nie tylko z przyjaciółmi czy kolegami. Pomoc w tej sprawie oferują nam media społecznościowe. Regularne pisanie z kilkoma setkami znajomych na Facebooku nie jest oczywiście możliwe, ale wysłanie od czasu wiadomości dawno niewidzianej osobie, która podziela nasze zainteresowania naukowe czy zawodowe wydaje się całkiem dobrym pomysłem. A jeśli nie podziela – to nawet lepiej, bo to świetna szansa by poszerzyć swoje horyzonty. Kto wie, czy taka – nawiązana mimochodem – dyskusja nie przerodzi się po jakimś czasie w wielką przyjaźń…?

Oczywiście tego typu podejście do ludzkich znajomości może budzić zastrzeżenia i wydawać się tylko nastawione na zysk. I rzeczywiście takie jest – w biznesie, o którym już wspominałam, celem takiej pomocy jest uzyskanie jak najlepszych statystyk na koniec miesiąca. Jednak w świecie normalnych ludzkich zależności networking motywuje do dbania o swoje stare znajomości oraz do budowania dobrych, nowych relacji z ciekawiącymi nas ludźmi, a także do spotykania się z ludźmi osobiścienic bowiem nie zastąpi kontaktu twarzą w twarz. Doradcy networkingowi polecają też interesujące rozwiązanie, jakim jest prowadzenie zeszytu-rejestru z krótkimi notatkami o osobach, z którymi się rozmawia i poruszanych w tym czasie tematach. I choć brzmi to bardzo biznesowo, z pewnością sprawdzi się też do zapisywania różnych drobnostek o naszych znajomych, które najprawdopodobniej wypadną nam z głowy. A przecież warto o nich pamiętać – bo kto nie ucieszyłby się, dostając swoje ulubione pistacjowe lody na urodziny albo informację, że płyta, której szuka od lat, jest dostępna w sklepie tuż za rogiem?

Warto pomyśleć o networkingu jako nie tylko biznesowym narzędziu, lecz ciekawej idei, która pomaga nam utrzymać kontakt z innymi ludźmi. A fakt, że pomaga też w karierze niech będzie dla nas dodatkową motywacją!


Dodaj komentarz