Z pierwszej ręki

– Dzieci, dziś porozmawiamy o przyszłości. Powiedzcie, kim chciałybyście zostać w przyszłości?

– Ja to chciałbym być kosmonautą! 

– A ja policjantem! Łapałbym złodziei!

– A ja, proszę pani, to chciałabym być księżniczką. Przyjechałby do mnie dzielny książę!

Zapewne większość z nas znalazła się w takiej sytuacji. Niestety przyszłość często niekorzystnie weryfikuje nasze dziecięce marzenia. Zazwyczaj pierwsze problemy zaczynają się przy naborze na wymarzony kierunek studiów. Później nie jest łatwo sprostać wymaganiom pracodawców czy wreszcie wybić się ponad szereg chętnych. Sytuację na rynku pracy ludzi młodych przedstawiają różne biura statystyczne, rzucając najrozmaitszymi liczbami i procentami. W tym artykule sięgnę do historii z życia wziętej i zapytam o tę sytuację młodego dziennikarza pracującego dla kilku redakcji, m.in. „Radia Meteor”, „Kalejdoskopu Wrocławskiego” czy portalu Gildia Filmu oraz pracownika Poznańskiego Teatru Muzycznego – Adriana Warwasa.

Powiedz jak ma się twoja praca do twoich marzeń z dzieciństwa?

Pracuję w mediach, a to zdecydowanie jest spełnieniem moich dziecięcych marzeń. Zaczęło się to w czasach gimnazjalnych, kiedy podjąłem pierwsze działania dziennikarskie.

Czyli konsekwentna praca w kierunku spełnienia swojej pasji?

Dokładnie, choć oprócz takich działań ważne jest też szczęście. Może to brzmieć banalnie i zapewne wszyscy nieraz o tym słyszeli, ale prawda jest taka, że trzeba być upartym w tym, co chce się robić.

Takiego uporu oraz szacunku dla wysiłku i pieniądza uczyła cię praca sezonowa z czasów gimnazjalnych czy licealnych?

Pracę sezonową rozumiem jako okres dorywczych zajęć w trakcie wakacji. W moim przypadku były to: praca w hotelach, restauracjach i pierwsze zarobki, ale to przyszło troszkę później, mniej więcej gdy miałem około 15-16 lat. Natomiast kilka lat wcześniej podjąłem kilka prób dostania się na darmowy staż w lokalnej redakcji. Udało się w redakcji nieistniejącej już gazety „Nasze Miasto Słupsk”. Miałem wtedy 13 lat.

Dosyć wcześnie ukierunkowałeś swoje zainteresowania dziennikarskie. Co konkretnie powodowało twoje kolejne kroki?

Ważne dla mnie były próby poznania i sprawdzenia, czy w ogóle się nadaję do dziennikarskiego fachu. Tuż po wakacyjnej pracy non-profit dla „Naszego Miasta Słupsk” zdecydowałem się wybrać do kolejnej redakcji. Był to „Głos Pomorza”. Skierowano mnie do jednego z dziennikarzy. Mężczyzna zgodził się, ale istotne dla niego były kierunek i rok moich studiów. Uświadomiłem go, że nie mam osiemnastu czy dziewiętnastu lat, a jedynie czternaście. Dziennikarz był bardzo zaskoczony. Ostatecznie nie przyjęto mnie, a głównym powodem był właśnie mój wiek. Próbowałem w kolejnych redakcjach, różnymi drogami i już niedługo odbywałem darmowe praktyki warsztatowe. Właściwie to nawet do tego dokładałem z własnej kieszeni, bo jeżdżenie po różnych wydarzeniach kosztuje, ale ze względu na nabieraną ogładę, było warto.

Jak uważasz, biorąc pod uwagę  ogólnopolski rynek pracy młodych ludzi – jakie problemy stają im na drodze?

Większość ludzi (30–40 lat) żyje w przeświadczeniu, że ich pokolenie było lepsze niż to obecne. Podobno my wszystko robimy tylko dla zysku. Prawda jest taka, że chyba każde pokolenie dąży do wykształcenia się w intratnej profesji i uzyskania satysfakcjonującego zarobku. Dla przykładu wolą wybrać posadę kelnera, niż pracować jako pomoc w kuchni – choć oczywiście żadna praca nie hańbi. Umowy sezonowe często zawierane są dzięki różnego rodzaju znajomościom, co trochę ułatwia sprawę. Na pewno zdarza się nieprzychylność pracodawców czy przełożonych, którzy często wypominają ci, że robisz to źle, nie nadajesz się, nie masz smykałki, ale najważniejsze to pozostać konsekwentnym i robić swoje. Podsumowując, nie można od razu liczyć na cuda, lecz ważne jest, aby pracy próbować.

Z jednej strony wybredni pracownicy, z drugiej zaś wymagający pracodawcy – co począć? Trudno było starać się w dziedzinie zainteresowań i jednocześnie zarabiać?

Trzeba to wszystko ze sobą pogodzić. Mój okres wakacyjny dzielił się mniej więcej po połowie – lipiec poświęcałem na pracę dziennikarską, a w sierpniu dorabiałem jako kelner.

Gdzie studiowałeś?

W Poznaniu. Właściwie to studia licencjackie skończyłem w Koszalinie, a studia magisterskie już w Poznaniu na dwóch kierunkach: politologia oraz filmoznawstwo i kultura mediów.

Rozumiem, że w okresie akademickim również podejmowałeś się pracy. Nadal była ona ukierunkowana albo na zainteresowania dziennikarskie, albo na szybki zarobek?

Nie, tu już byłem w pełni nastawiony na robienie tego, co chcę. Zazwyczaj polegało to na wykonywaniu zleceń dziennikarskich, związanych z relacjami z festiwali czy pojedynczymi tekstami na wybrane tematy, co zaprowadziło mnie do obecnej współpracy z redakcjami. Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, to przychodzi moment, w którym trzeba znać swoją cenę.

W którym momencie udało ci się znaleźć pracę, która przyniosła, oprócz satysfakcji i ogłady, konkretne zarobki?

Za czasów licealnych zdarzały się pojedyncze zlecenia. Zazwyczaj zlecenia wyjazdowe, które przynosiły nienajgorszy dochód.

Mogę chyba pokusić się o stwierdzenie, że jesteś osobą spełniającą się zawodowo. Co mógłbyś przekazać ludziom, którzy może jeszcze niekoniecznie są zdecydowani bądź mają jakieś wątpliwości?

Ograniczając sprawę do dziennikarstwa, trzeba się nastawić, że nie jest to łatwy kawałek chleba i należy iść po swoje. Starać się wybić i zapracować na swoje nazwisko, nawet ze świadomością, że nie będzie z tego wielkich pieniędzy. Przede wszystkim nie można poddawać się zbyt łatwo, nawet mi zdarzały się chwile zwątpienia, kiedy rozważałem czy tego wszystkiego nie rzucić.

Chciałbym jeszcze zapytać o kwestie finansowe, ponieważ słyszy się różne rzeczy o zarobkach dziennikarza. Nie są one zbyt optymistyczne.

Myślę, że jest to spowodowane ogólnym przekonaniem, że dziennikarz zajmuje się tylko dziennikarstwem, a w rzeczywistości taka osoba nie musi nawet kończyć studiów dziennikarskich. Jeżeli chcemy pracować w tych fachu i planujemy iść na studia, to powinniśmy iść za tym marzeniem, lecz dobrze mieć poza tym alternatywne źródło zarobków. Z czasem – może to zaowocować.


Dodaj komentarz