Wszyscy jesteśmy królikami

Jak zrobić idealne zdjęcie na „Fejsa”?
1. Wykonaj perfekcyjny makijaż składający się z minimum czterdziestu kroków
2. Ubierz się w super modny ciuch
3. Odpal Snapchata
4. Wybierz filtr z króliczymi uszami
5. Zrób dzióbek i pstrykaj

Portale społecznościowe to osobliwe, tajemnicze twory nieustannie kreujące coraz dziwniejsze mody, dla jednych zupełnie niezrozumiałe, dla innych absolutnie fascynujące. Trudno zachować indywidualność i własny styl, gdy z każdej strony atakowani jesteśmy kolejnymi sposobami na bycie cool i trendy (czy ktoś jeszcze tak mówi?). Przenosimy swoje życie w przestrzeń Facebooka, Snapchata czy Instagrama i tworzymy z nich nowe, pozornie pełnowartościowe, rzeczywistości, które z czasem stają się ważniejsze od świata realnego. Niełatwo funkcjonować w takim pseudoperfekcyjnym miejscu, nieustannie zarzucającym nas swoimi pomysłami na to, jacy powinniśmy być. Jedno jest jednak pewne – w tym wirtualnym świecie coraz mniej jest miejsca na bycie sobą.

Jestę królikię
Pamiętacie słynne selfie z tak zwanym dzióbkiem? Jednych zachwycały, innych doprowadzały do szewskiej pasji. Niezależnie od tego, w jaki sposób je postrzegaliśmy, jednego nie można im było odmówić – stały się fenomenem na ogromną skalę. Podobny status osiągnęły snapchatowe filtry, które niezwykle szybko przekształciły się w interesujące, a dla wielu również niezwykle irytujące, kulturowe zjawisko. Zdjęcia znajomych w roli królików, piesków, kotków, dzików, smoków i innych, bardziej lub mniej, słodkich stworów, dosłownie przejęły portale społecznościowe. Z czasem coraz trudniej było znaleźć wizerunek przyjaciół, na którym przypominaliby siebie. Dało się to znieść, jeśli ktoś umieścił na swojej tablicy bądź profilu jedną czy dwie takie fotografie, ale gdy powykrzywiane facjaty z doczepionymi uszami zaczęły dosłownie zalewać Internet, podniosły się krytyczne głosy – doszło do zwyczajnego zmęczenia materiału. Coś, co początkowo miało być zabawnym, ciekawym dodatkiem, okazało się ulubioną funkcją snapchatowej braci. Profesjonalni fotografowie, ale również zapaleni amatorzy, rwali włosy z głowy, prosząc internautów, by potraktowali selfie jako rodzaj sztuki i szukali ciekawszych sposobów na wykorzystanie tej formy autoportretu. W końcu korzystanie z selfie sticka nie jest już niczym nadzwyczajnym i można dzięki niemu wykonać znacznie lepsze, bardziej interesujące fotografie, niż te, na których w ogóle nie przypominamy siebie. Zamiast poprzez zdjęcia oddawać swój niepowtarzalny charakter, zlewamy się w jedno z pozostałymi mieszkańcami wirtualnych przestrzeni. Niewiele w tym piękna, za to całe pokłady tandety i masowości, która w małych ilościach może być akceptowalna, ale w nadmiarze przyprawia o ból zębów.

Zostań twarzą rajstop
Skoro już o zdjęciach mowa, należałoby poruszyć inny temat, będący dla części internautów zmorą, dla pozostałych natomiast najlepszym odkryciem ludzkości. W tej materii zdaje się królować Instagram, gdzie stosunkowo często nadziewam się na tego typu fotki. Chodzi o królujące niegdyś na portalu wiocha.pl fotografie wypiętych pup. Obecnie jest to podobno niezawodny sposób na zwiększenie liczby followersów, zdobycie sławy i powszechnego uwielbienia – nic nie wskazuje na to, by jego popularność miała w najbliższym czasie przeminąć. Kobiety w różnym wieku i o różnych budowach ciała zachwyciły się pomysłem, by zamiast zdjęć swoich radosnych, uśmiechniętych buziek, umieszczać na profilach fotografie swoich pośladków. W legginsach, rajstopach, w bardziej lub mniej odważnej bieliźnie – wszystko dla lajków, followersów i internetowego fejmu. A jeśli coś nie wygląda tak, jak powinno (wzory sylwetki idealnej również można na portalach społecznościowych odnaleźć), w ruch idzie amatorskie wykorzystanie Photoshopa, w wyniku którego wyginają się ściany, a wszystkie drzwi nabierają kształtu litery s. I żeby nie było wątpliwości – grzechu tego nie dopuszczają się wyłącznie panie. Użytkownicy płci męskiej również mają swoje za uszami. Co prawda nie zarzucają oni profili podobiznami pośladków, natomiast chętnie i nierzadko równie nieumiejętnie wykorzystują programy graficzne, by pokazać efekty regularnych wizyt na siłce. Zamiast więc pochwalić się swoimi prawdziwymi osiągnięciami (Outro popiera regularne ćwiczenia i dbanie o zdrowie – oczywiście pod warunkiem, że udział w tym bierze zdrowy rozsądek), bądź zwyczajnie pokazać, że się akceptujemy, bezmyślnie podążamy za modą na sztuczność i udawanie kogoś, kim wcale nie jesteśmy. Byle tylko osiągnąć upragniony ideał, nawet jeśli jest on tylko pozorny.

(…) i jajecznica (Pozdrawiamy Alę J.)
Oczywiście dziwaczne zdjęcia nie są jedynymi grzeszkami popełnianymi przez mieszkańców internetowego światka. Facebook nieustannie zalewany jest falami niekoniecznie kreatywnych, powielanych przez większą część społeczności, pomysłów. Swego czasu wszyscy umieszczali na swoich profilach zdjęcia niemal każdego pochłanianego w danej chwili posiłku, niezależnie od stopnia jego złożoności (przecież każdego mojego znajomego interesuje fakt, że właśnie pałaszuję kanapkę z mortadelą). Ostatnio sławne stały się także fake urlopy, czyli ukradzione z wyszukiwarki Google zdjęcia atrakcyjnych turystycznie miejsc, które rzekomo odwiedziliśmy. Trudno również trafić na tablicę, na której regularnie nie pojawiają się quizy w stylu Kim jesteś w Grze o Tron? (zdradzę wam, że ja jestem Brienne z Tarthu, aczkolwiek mam nadzieję, że zbytnio jej nie przypominam).

Nazywam się 01001
Kiedyś zgrozą Internetu było pismo pokemonowe, wszechobecne emotikony i brak jakichkolwiek zasad ortograficznych (o interpunkcyjnych nie ma co wspominać). Obecnie znacznie bardziej przeraża zamieranie indywidualności. Pracowite robociki Googla, odpowiadające za przeróżne, niezrozumiałe dla zwykłego Kowalskiego algorytmy, przeliczają nas na zera i jedynki, które coraz mniej się od siebie różnią. Jako jednorodna konsumencka masa stajemy się łatwiejszymi ofiarami internetowego marketingu, gdyż coraz mniej wysiłku należy włożyć w przekonanie nas do zakupu danego produktu, czy podążenia za nowymi trendami. A przecież tkwią w nas całe pokłady kreatywności!

Nie twierdzę oczywiście, że opisane przeze mnie sposoby na wykorzystywanie mediów społecznościowych są złem najźlejszym. Mój facebookowy profil pełen jest takich małych grzeszków. Sama czasem robię sobie selfie ze śmiesznym filtrem, sprawdzam, którą postać z Przyjaciół przypominam najbardziej, bądź umieszczam linki do zewnętrznych stron, zamiast zrobić coś autorskiego. Równocześnie jednak uczulam, by do wszystkiego podchodzić z umiarem i nie zapominać o tym, kim jesteście na co dzień. Czasem lepiej pochwalić się sukcesami bądź wymyślić swój własny, kreatywny sposób na to, by się pokazać, zamiast bezmyślnie naśladować innych. Internet byłby ciekawszym miejscem, gdyby nasze profile lub strony w większym stopniu odzwierciedlały naszą różnorodność. Bo świat jest interesującym miejscem właśnie dlatego, że jesteśmy od siebie tak bardzo różni. Nie bójmy się tego pokazać.