Wóz na studencką kieszeń. Toyota Avensis I

Nie każdego stać na auto prosto z salonu. W końcu ceny nowych aut zaczynają się od ponad trzydziestu tysięcy złotych. Dla młodego kierowcy, do tego studenta, jest to kwota niemal astronomiczna. Ale czy to oznacza, że pomimo posiadania prawa jazdy jest on skazany na dalsze poruszanie się komunikacją miejską?

W tym numerze chciałbym wam zaprezentować szczególny samochód, który jest żywym dowodem na legendarną trwałość Toyoty. W roli głównej Avensis pierwszej generacji z silnikiem benzynowym i przebiegiem przekraczającym 400 000 kilometrów! Zobaczymy, czego można się spodziewać po samochodzie, który przejechał już dystans z Ziemi na Księżyc i powoli wraca z powrotem…

Skąd się wziął avensis?
Toyota jest japońskim producentem samochodów, który od lat szczyci się wyjątkową solidnością swoich produktów. Do niedawna była absolutnym liderem rynku (pod względem sprzedaży) na całym świecie, kilka lat temu jednak została nieznacznie wyprzedzona przez grupę Volkswagen.

Model Avensis I powstał jeszcze w latach największej potęgi tej marki, dokładnie w 1997 roku i miał zastąpić przestarzałą już jak na tamte czasy Carinę. Lifting pierwszej generacji Avensis przeprowadzono w 2000 roku, a produkcję zakończono w 2002. Druga odsłona tego samochodu, wprowadzona w 2003 roku, zachwiała nieco opinię niezawodności Toyoty przez nowoczesne i delikatne silniki diesla D-4D (Direct injection 4 stroke Diesel, czyli skomplikowany system wtrysku bezpośredniego). Mimo to była jednym z najlepiej sprzedających się modeli tej marki. Obecnie sprzedawany jest Avensis III i najprawdopodobniej będzie to ostatnia generacja samochodu o tej nazwie.

Avensis jest „limuzyną” klasy średniej, czyli ulubionym samochodem prezesów niewielkich firm i wyżej postawionych pracowników korporacji (oczywiście mowa o pojazdach prosto z salonu). Auta z tego segmentu charakteryzują się sporymi rozmiarami, komfortowym wnętrzem i stosunkowo bogatym wyposażeniem. Toyota oczywiście nie odstaje od konkurencji, niestety jednak jej samochody bywają droższe od konkurencyjnych marek.

Co i za ile?
Nasz avensis pochodzi z polskiego salonu, należy od początku do jednego właściciela i służy mu od około 416 000 kilometrów, a przebieg ten nadal rośnie. Jak na silnik benzynowy, jest to nie lada wyczyn.

Ten egzemplarz to model poliftingowy, wyprodukowany w 2002 roku w podstawowej wersji wyposażeniowej Terra. Nie oznacza to jednak, że jest ubogo wyposażona. Posiada klimatyzację półautomatyczną, cztery poduszki powietrzne, centralny zamek, przednie szyby sterowane elektrycznie, rozbudowany komputer pokładowy, ABS i welurowe siedzenia – jak na 2002 rok, to całkiem dobry wynik. Dodatkowo mamy też do dyspozycji dobrej jakości fabryczny system audio z odtwarzaczem CD i ciekłokrystalicznym wyświetlaczem, co wtedy nawet w samochodach wyższej klasy było nowinką techniczną. Jeszcze jedną innowacją w tym samochodzie jest silnik – benzynowy 1,6 z szesnastoma zaworami i zmiennymi fazami rozrządu.

W przypadku tego egzemplarza nawet nie będę próbował określić jego wartości, ponieważ trudno jest znaleźć Avensisa z tym samym silnikiem i tak wysokim przebiegiem, a do tego w podobnym stanie wizualnym i technicznym. Tych samochodów na rynku wtórnym jest bardzo niewiele – nie były szczególnie popularne nawet jako nowe pojazdy, a większość używanych trafia do krajów afrykańskich. W dodatku większość z dostępnych sprowadzono z Zachodu i ich faktyczny przebieg już na zawsze pozostanie tajemnicą sprzedawcy…

Ogólne ceny Avensisa wahają się między dwoma a dziesięcioma tysiącami złotych. Moim zdaniem najlepiej celować w górny przedział, ponieważ tańsze egzemplarze mogą być już mocno wysłużone i skorodowane. Mogą też pojawiać się pozornie atrakcyjne, tanie oferty, ale sugeruję unikać ich jak ognia, ponieważ bez pełnej historii serwisowej w tak starym aucie może na nas czekać niezliczona ilość przykrych niespodzianek.

Jak to wygląda?
Toyota nigdy nie potrafiła obrać jednego, ogólnego stylu projektowania samochodów. Niektóre modele wyglądają futurystycznie i atrakcyjnie, inne zaś są zupełnie nieszczególne, wręcz nijakie. Często zależało to od rynku, na który projektowany był dany samochód – te sprzedawane tylko w Japonii miały nieco bardziej atrakcyjną stylistykę.

Moim zdaniem Avensis I należy do tej pierwszej grupy. Jak na początek XXI wieku wygląda nietypowo, w przypadku kombi może nawet nieco kosmicznie. Efekt ten został osiągnięty za sprawą obłych kształtów karoserii połączonych z aerodynamicznym przodem i ostro nakreślonymi dodatkami (na przykład lampami). Szczególnie podobają mi się wytłoczenia na masce, które stanowią kontynuację kształtu grilla.

Czy w środku jest luksusowo?
Zaglądając do środka japońskiego samochodu, trzeba na chwilę zapomnieć o standardach, jakie narzucają nam europejskie marki. Projektanci z Azji zawsze mieli nieco inne priorytety, jeśli chodzi o ergonomię, i tak naprawdę dopiero kilka lat temu nauczyli się od kolegów ze Starego Kontynentu, jak należy konstruować prawdziwie komfortowe i przemyślane wnętrza.

W tym samochodzie pozornie wszystko jest na swoim miejscu – przełączniki, przyciski, pokrętła – wydaje się, że rozmieszczone są wręcz idealnie. Drażniące są jednak niuanse. Na przykład otwarcie szyby za każdym razem wymagało ode mnie nerwowego szukania przełączników, które znajdują się na wysokości nadgarstka, a nie palców lewej dłoni.

To samo tyczy się cupholderów (uchwytów na kubek), których do dyspozycji mamy aż cztery (dwa z przodu i dwa na tylnej kanapie, w składanym i otwieranym podłokietniku). Niestety wszystkie są zbyt płytkie, co przy gwałtownym hamowaniu lub skręcaniu kończy się rozlaniem napoju. Jeszcze jednym poważnym błędem jest brak środkowego podłokietnika i umieszczenie tego w drzwiach zbyt nisko, przez co ręce kierowcy stale znajdują się w niewygodnej pozycji.

Trzeba jednak zwrócić uwagę także na pozytywne strony tego kokpitu, a wcale ich nie brakuje. Najważniejszą z nich jest oczywiście przestronność wnętrza. Każde siedzenie gwarantuje sporo miejsca. Miałem też zadowalający zapas przestrzeni zarówno nad głową, jak i na nogi niezależnie od miejsca, które zająłem.

Pozycja za kierownicą jest bardzo dobra. Osiągnięto niezły kompromis, ponieważ nie siedzi się ani zbyt nisko, ani nie tak wysoko (jak na przykład w vanie). Do dyspozycji mamy regulację wysokości fotela oraz wypełnienia odcinka lędźwiowego, ale tylko na miejscu kierowcy.

Materiały zastosowane do wykończenia deski rozdzielczej, a także welurowe siedzenia i boczki w drzwiach są przyjemne w dotyku i niezwykle trwałe. Nawet w tak wyeksploatowanym samochodzie nie widać nadmiernego zużycia wnętrza. Nieco tandetne mogą się wydać plastikowe wstawki imitujące aluminium, ale moim zdaniem jest to kwestia mocno subiektywna. Mnie osobiście to nie przeszkadzało, szczególnie, że w wyższych opcjach montowano wyjątkowo kiepską, plastikową imitację drewna.

To wszystko składa się w nie do końca spójną, ale ostatecznie komfortową całość. Biorąc pod uwagę ówczesną ofertę innych producentów, w tym aucie jest naprawdę wygodnie i przestronnie, szczególnie że Avensis wizualnie jest mniejszym samochodem niż na przykład konkurencyjny Volkswagen Passat.

Czy Avensis to prawdziwe kombi?
Patrząc na Avensis w nadwoziu kombi, można odnieść wrażenie, że „wymyślne” kształty karoserii będą miały dramatyczny wpływ na wielkość przestrzeni bagażowej. Na szczęście jest zupełnie inaczej. Bagażnik jest naprawdę pojemny – najmniej mieści 580 litrów, a po rozłożeniu kanapy otrzymujemy aż 1480 litrów. Do tego rozłożone oparcia kanapy (dzielone w stosunku 2:1) tworzą z podłogą bagażnika niemal płaską powierzchnię.

Razi natomiast nieprzemyślane wykorzystanie tej przestrzeni. Nie ma tutaj żadnych uchwytów, które umożliwiałyby zabezpieczenie ładunku. Do tego można zapomnieć o jakichkolwiek schowkach czy półeczkach. Nawet obszar pod podłogą bagażnika, przeznaczony na koło zapasowe, zaprojektowano jakby na ostatni moment. Lewarek i podstawowe narzędzia umieszczono luzem we wnęce obok koła, a do tego zbiera się tam woda spływająca po krawędziach klapy bagażnika.

Jak jeździ Japończyk?
Ten samochód na pewno nie prowadzi się idealnie. Nie jest to auto bardzo zwarte, zwinne czy szybkie. Zawieszenie i silnik w żaden sposób nie zachęcają do sportowej jazdy, a w mieście, przez długie przełożenia skrzyni, nie da się wybrać optymalnego biegu.

Jednak pomimo powyższych niedociągnięć jazda tym samochodem sprawiała mi dużo frajdy. Wszystko jest tutaj dosyć toporne, co niektórym może nie przypaść do gustu. Wspomaganie kierownicy jest słabe, sprzęgło bardzo ciężkie, aby mocno wcisnąć pedał gazu też trzeba użyć więcej siły niż w innych samochodach. Do tego zmiana biegów odbywa się w specyficzny, mechaniczny sposób.

Z drugiej jednak strony wszystkie wymienione powyżej elementy dzięki swojemu prymitywnemu wręcz działaniu dają niezwykłe wyczucie i precyzję w prowadzeniu. Szczególnie polubiłem skrzynię biegów, która może i jest toporna, ale biegi wbija się bardzo precyzyjnie i nie trzeba szukać konkretnych przełożeń, jak to bywa w niektórych (szczególnie francuskich) samochodach.

Toyota Avensis, jak na samochód klasy średniej przystało, jest stworzona do prędkości autostradowych. Nie mówię tu oczywiście o niemieckich autostradach bez ograniczeń prędkości, ale 140 km/h to dla tego auta środowisko naturalne, w którym odnajduje się najlepiej. Spalanie wtedy nie jest wysokie – średnie zużycie benzyny na poziomie 7,2 litra to przyzwoity wynik.

Pisząc o benzynowej Toyocie, koniecznie trzeba wspomnieć o jej sercu. W tym przypadku jest to silnik 1,6 o mocy 110 koni mechanicznych i enigmatycznym oznaczeniu VVT-i. Są to zmienne fazy rozrządu – skomplikowany układ, który odpowiada za zmienne parametry pracy silnika w zależności od jego obrotów.

W praktyce przekłada się to na maksymalną moc osiąganą przy bardzo wysokich obrotach. W przypadku tej jednostki 110 koni osiągane jest dopiero w okolicach 6000 obrotów na minutę! Oznacza to, że ten silnik lubi się wysoko kręcić. Daje się to odczuć wyraźnie podczas jazdy. Przy spokojnym prowadzeniu, do około 3000 obrotów na minutę, auto jest ospałe i powolne. Kiedy zaczniemy wkręcać je na wysokie obroty, jego charakter zmienia się całkowicie.

Czy legenda jest prawdziwa?
Jak to możliwe, że szesnastoletni samochód z silnikiem benzynowym przejechał tyle kilometrów? Wynik ponad 400 000 km na liczniku przez te wszystkie lata wiąże się z licznymi usterkami, naprawami i wątpliwościami, czy nadal warto inwestować.

W tym samochodzie wymieniono bardzo wiele części. Największymi naprawami były wymiana skrzyni biegów, a także silnika. Ten odmówił posłuszeństwa dosyć wcześnie, bo już przy 75 000 km. Związane to było z wadą produkcyjną jednostki, która doprowadziła do przegrzania i zatarcia.

Pierwsze jednostki VVT-i charakteryzują się wysokim zużyciem oleju, więc trzeba go regularnie uzupełniać. Ten obecny silnik nie ma lekkiego życia, bo zdarzało mu się jeździć na zbyt niskim poziomie oleju. Dodatkowo wymieniano go zbyt rzadko, więc często był zanieczyszczony. Mimo to jednostka pracuje idealnie równo, nie kopci, nie pali więcej benzyny, niż powinna, a nawet przyzwoicie trzyma swoją moc.

Nie znaczy to jednak, że zachęcam do zaniedbywania tych silników. Wręcz przeciwnie! Wyposażone są one w łańcuchowy napęd rozrządu. Teoretycznie powinien on wystarczyć na całe życie samochodu, ma jednak hydrauliczne napinacze uruchamiane ciśnieniem oleju silnikowego. Kiedy jest go zbyt mało istnieje ryzyko, że luźny łańcuch zacznie dzwonić, a w najgorszym wypadku przeskoczy „ząbek” w rozrządzie i silnik będzie wymagał bardzo kosztownego remontu.

Odwieczną bolączką japońskich samochodów jest szybkie korodowanie nadwozia. W tej toyocie nie jest inaczej. Gnijąca klapa bagażnika to reguła w avensisach. Do tego przednie drzwi rdzewieją przy odpływach wody, progi również wymagają wymiany. Zakup używanych drzwi czy klap nie jest drogi, jednak nowe progi są już bardziej kosztowne.

Niestety utrzymanie toyoty w dobrym stanie jest dodatkowo utrudnione przez bardzo wysokie koszty części i napraw. Ten producent zawsze korzystał z nietypowych rozwiązań, przez co brakuje na rynku nieoryginalnych części zamiennych, a wiele napraw jest w stanie wykonać tylko autoryzowany serwis, który narzuca absurdalne wręcz koszty usług.

Ostateczna ocena
Toyota Avensis pierwszej generacji to zwykły wóz o niezwykłej wytrzymałości. Trudno znaleźć inny samochód benzynowy z przełomu wieków, który tak dzielnie znosi ciężkie traktowanie i polskie warunki drogowe. Dbając o avensisa, możemy cieszyć się jazdą przez setki tysięcy kilometrów, wymieniając tylko podstawowe elementy eksploatacyjne. Jeżeli nie będziemy uważać, będzie trzeba wykonywać poważniejsze naprawy, jednak Toyota nadal będzie dzielnie służyć.

Właśnie to moim zdaniem nadało temu autu prawdziwą duszę, znaną z klasycznych, dużo starszych pojazdów. Teoretycznie jest naszpikowany elektroniką odbierającą charakter samochodom, w praktyce jest żywy, humorzasty i wytrwały. Dodatkowo avensis jest tak praktyczny i wygodny, że można go z powodzeniem używać na co dzień, a szczególnie podczas wielokilometrowych wypraw, które dobrze znosi zarówno sam samochód, jak i komfortowo podróżujący pasażerowie.

W tym miejscu należy ocenić poszczególne aspekty związane z użytkowaniem samochodu w skali od 1 do 10. W tym numerze postanowiłem zagrać nieczysto w stosunku do wcześniej przetestowanych aut i dodać rubrykę „dusza”. Niewątpliwie pozytywnie wpłynie to na końcową średnią ocenę wyciągniętą z wcześniejszych. W tym przypadku będzie to werdykt szczególnie subiektywny, wynikający zarówno ze specyfiki prezentowanego samochodu, jak i moich preferencji i wrażeń. Postaram się także brać pod uwagę możliwości ówczesnego (dla danego samochodu) rynku motoryzacyjnego.

– Wyposażenie: 8/10
– Prowadzenie: 8/10
– Ergonomia i komfort: 7/10
– Cena i koszty utrzymania: 5/10
– Dusza: 10/10
– Ocena ogólna: 8/10


Dodaj komentarz