Wóz na studencką kieszeń. Nissan Almera I

Nie każdego stać na furę prosto z salonu. W końcu ceny nowych aut zaczynają się od około trzydziestu tysięcy złotych. Dla młodego kierowcy, do tego studenta, jest to kwota niemal astronomiczna. Ale czy to oznacza, że pomimo posiadania prawa jazdy jest on skazany na dalsze poruszanie się komunikacją miejską?

W tym numerze poznamy typowego „Japończyka” z segmentu C, czyli Nissana Almerę pierwszej generacji w nadwoziu hatchback. Samochód ten nie jest zbyt często spotykany na naszych drogach. Sprawdzimy, z czego to wynika i czy słusznie nie zyskał w Polsce tak dużej popularności jak jego europejscy konkurenci.

Czym jest Almera?
Nissan, podobnie jak inni producenci samochodów z Japonii, w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych słynął z niezawodności i nowoczesności. W tamtym okresie produkował samochody różnych segmentów z powodzeniem konkurujące z Toyotą, Hondą, a także producentami ze Starego Kontynentu. Dzisiaj, poza kilkoma sportowymi samochodami, zajmuje się głównie produkcją Crossoverów o bardzo kontrowersyjnej stylistyce, przez co stracił wielu zwolenników z minionych lat.

Almera została następcą Nissana Sunny, którego produkowano niemal 30 lat. Zastąpienie samochodu z tak długą historią to ogromne wyzwanie, dlatego nowy model musiał być dopracowany pod każdym względem. Aby powtórzyć sukces Sunny, Nissan postawił na ewolucyjne zmiany, dlatego Almera pierwszej generacji nieco przypomina swojego poprzednika.

Co i za ile?
Prezentowana Almera to model z 1998 roku w pięciodrzwiowym nadwoziu typu hatchback. Pod maską umieszczono szesnastozaworowy silnik benzynowy o pojemności 1,4 litra i mocy 75 koni mechanicznych. Wyposażenie dodatkowe tego egzemplarza nie jest zbyt imponujące. W jego skład wchodzi centralny zamek, ABS, dwie poduszki powietrzne, elektrycznie sterowane lusterka boczne i elektrycznie otwierany szyberdach. W latach dziewięćdziesiątych dodatek w postaci szyberdachu był dość popularny w samochodach tej klasy, szczególnie jeżeli nie były one wyposażone w klimatyzację.

Ceny tych Nissanów utrzymują się w przedziale między 1500 a 7000 złotych. Co zaskakujące, najprawdopodobniej nawet te najtańsze egzemplarze będą nadawały się do jazdy. Czynnikiem wpływającym na cenę, poza stanem technicznym, który zazwyczaj nie jest zły, jest stan nadwozia.

Niestety – w przypadku tej marki występuje poważny problem z wszechobecną korozją, podobnie jak u innych japońskich producentów. Wydaje się niemal niemożliwe znalezienie takiego samochodu bez grama rdzy. Na ten aspekt należy bardzo uważać podczas zakupu Almery.

Z kolei czynnikiem absolutnie niewpływającym na ceny tego pojazdu jest wyposażenie. Za takie same pieniądze znajdziemy zupełnego „golasa” oraz bogatą wersję z klimatyzacją, różnymi elektronicznymi dodatkami czy z poduszkami powietrznymi i systemem ABS. Wadą takiej sytuacji jest fakt, że oferta na rynku wtórnym jest niewielka i nie można pozwolić sobie na wybrzydzanie.

Jak to wygląda?
Nissan Almera pierwszej generacji już na pierwszy rzut oka przypomina samochód z kraju kwitnącej wiśni. Karoserię ukształtowano w nieskomplikowany sposób, bez designerskich wytłoczeń czy załamań, a jedynym uatrakcyjnieniem wyglądu są zaokrąglone przód i tył samochodu, oraz słupek C (znajdujący się za tylnymi drzwiami) układający się w łagodny łuk.

Odnoszę wrażenie, że na początku lat dziewięćdziesiątych projektanci japońskich pojazdów umówili się, żeby wszystkie samochody były do złudzenia do siebie podobne. Poza drobnymi szczegółami Almera bardzo przypomina Toyotę Corollę czy na przykład Mitsubishi Lancera, czyli swoich głównych rywali.

Na rynku europejskim taki samochód mimo wszystko będzie wyglądał atrakcyjniej w porównaniu z jeszcze nudniejszym stylem wszechobecnych Volkswagenów czy Opli, ale mniej wprawione osoby mogą mieć duży problem z rozróżnieniem poszczególnych samochodów z Japonii.

Jak jest w środku?
Zasiadając wewnątrz testowanego samochodu od razu odniosłem wrażenie, jakby twórcy bardzo chcieli stworzyć samochód nowoczesny, nie odchodząc jednak od standardów poprzedniego dziesięciolecia.

Pierwsze co przykuło moją uwagę to lewarek zmiany biegów osłonięty niezbyt estetyczną gumą. Kolejnym nawiązaniem do lat osiemdziesiątych są niewielkie, cieniutkie przełączniki świateł i regulacji wycieraczek, a także modułowa, ascetyczna deska rozdzielcza z malutkimi pokrętłami i dużymi przyciskami.

Ta ascetyczność odnosi się w zasadzie do całego wnętrza Almery i według mnie jest sporą zaletą. Użytkowanie tego samochodu jest bardzo łatwe i intuicyjne, szczególnie, że nie ma wielu elementów, które mogłyby rozpraszać kierowcę. Duży plus należy się za wygodne siedzenia (szczególnie te na tylnej kanapie) oraz świetnie umiejscowione podłokietniki w drzwiach zarówno z przodu jak i z tyłu.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o bagażniku, ponieważ już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie sporego jak na samochód tej klasy. W porównaniu do króla klasy C, VW Golfa, jest on o 10 litrów większy. Podłoga jest dość długa, co zwiększa ustawność przestrzeni bagażowej. Dodatkowo bagażnik można powiększyć składając dzieloną kanapę.

Trzeba też wspomnieć o kilku nieudanych elementach wnętrza Nissana. Przede wszystkim, siedząc na miejscu kierowcy miałem problem z niedostateczną przestrzenią nad głową, a 178 cm wzrostu to przecież nie tak dużo. Dodatkowo pojawił się problem z miejscem na nogi pod kierownicą (pomimo regulowanej wysokości kolumny kierowniczej), co w samochodzie klasy Compact wydaje mi się niedopuszczalne.

Jak się jeździ?
Jak już wspominałem, testowany samochód wyposażono w benzynowy, siedemdziesięcio pięcio konny silnik 1,4. Nie jest to najmocniejsza jednostka oferowana w Almerze, ale zdecydowanie nie można narzekać na brak mocy. Samochód całkiem ochoczo rozwija prędkość i nie wiąże się to z nadmiernym hałasem dobiegającym z komory silnikowej. Delikatny problem z elastycznością pojawia się przy prędkościach autostradowych, ale osiągnięcie 140 km/h nie jest dla tej Almery wielkim wyzwaniem.

Dzięki nowoczesnej (jak na tamte czasy), szesnanstozaworowej konstrukcji jednostka napędowa nie jest szczególnie paliwożerna. Co prawda średnie zużycie na poziome 7,2 litra to niezbyt imponujący wynik, ale przy oszczędnej jeździe spokojnie można zmniejszyć spalanie do około 6 litrów.

Mój zachwyt wzbudziła praca skrzyni biegów. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak precyzyjnym operowaniem lewarkiem. Skrzynia sprawia wrażenie miękkiej, ale jednocześnie niezwykle zwartej. Nie ma tutaj zjawiska „szukania” biegów, czy luźno latającego lewarka. Każdy ruch ręką podczas zmiany biegów jest precyzyjnie definiowany przez przekładnię.

O zawieszeniu nie potrafię powiedzieć nic szczególnego. Jest tak nijakie, że podczas testowania tego samochodu nie zwróciłem uwagi na jego pracę i charakterystykę. Z tego powodu samochód nie dostarczy nam sportowych emocji przy szybkim pokonywaniu łuku, ale z drugiej strony zagwarantuje całkiem komfortową i nieabsorbującą podróż.

Słabości i bolączki
Myślę, że nie będzie wielkim zaskoczeniem, że Almera (jak na japoński samochód przystało) pod względem mechanicznym jest całkiem trwałym wozem. Przy odpowiedniej dbałości o układ napędowy nie powinien on sprawiać większych problemów.

Największą bolączką tego samochodu jest oczywiście korozja. Pojawiać się może nie tylko na widocznych elementach, takich jak progi, nadkola czy drzwi, ale także na podłużnicach i w podłodze. Zawsze podczas oględzin takiego samochodu należy dokładnie oglądać całe podwozie i elementy nośne nadwozia. W tym samochodzie delikatne okazuje się również zawieszenie. Najczęściej dochodzi do szybkiego zużycia gumowych tulejek wahaczy i mocowania amortyzatorów.

Z innych, drobniejszych usterek szwankują głównie elementy elektryczne i elektroniczne. Często awariom ulegają między innymi: mechanizm wycieraczek, obrotomierz, czy sterowanie nawiewami. Te elementy na szczęście nie są drogie i skomplikowane w wymianie.

Ostateczna ocena
Moim zdaniem Nissan Almera, na tle europejskiej konkurencji, wypada naprawdę pozytywnie. Zaskoczyła mnie łatwość i precyzja prowadzenia, szczególnie fantastyczna skrzynia biegów. Na pewno nie jest to najnowocześniejszy ani najpraktyczniejszy samochód z tamtych lat, ale za tak niską cenę nie można oczekiwać zbyt wielu „gadżetów” w wyposażeniu, a też nie każdy potrzebuje ogromnego wnętrza. To bardzo przykre, że po osiemnastu latach od zakończenia produkcji Almery z roku na rok jest ich coraz mniej przez tak kruchą i podatną na korozję konstrukcję.

W tym miejscu należy ocenić poszczególne aspekty związane z użytkowaniem samochodu w skali od 1 do 10. Na końcu podam przybliżoną średnią ocenę wyciągniętą z wcześniejszych. Pamiętajcie, że zawsze będzie to werdykt subiektywny, wynikający częściowo z moich preferencji i wrażeń, postaram się także brać pod uwagę możliwości ówczesnego (dla danego samochodu) rynku motoryzacyjnego.
– Wyposażenie: 3/10
– Prowadzenie: 8/10
– Ergonomia i komfort: 6/10
– Cena i koszty utrzymania: 8/10
– Dusza: 10/10
– Ocena ogólna: 7/10


Dodaj komentarz