Wielkie małe rzeczy

Istnieje wiele sposobów na odnalezienie szczęścia – wartości, której większości z nas przez całe swoje życie nieustannie szuka. Napisano wiele poradników, książek, kursów z „receptami” na sukces. Jednak jednym z wielu realnych sposobów na doświadczenie szczęścia jest dostrzeżenie i docenienie codziennych, z pozoru nic nie wartych drobiazgów.

Czego nie dostrzegasz na co dzień?
Najczęściej jest tak, że nie jesteśmy w stanie dostrzec zalet naszego miejsca zamieszkania. Za przykład mogą nam posłużyć osoby, które na okres studiów wyjeżdżają z malutkich miejscowości do tętniących życiem, dużych, liczących kilkaset tysięcy mieszkańców miast. „Słoiki” doświadczają uroków nowego miejsca, widzą, ile możliwości im oferuje i… zaczynają narzekać na rodzinne strony. Bo mało mieszkańców, bo nikt o nich nie słyszy, bo nic tam się nie dzieje, bo każdy się zna i jest ciekawy cudzego życia… ale taka małomiasteczkowość może nam wyjść na plus! Żeby jednak to docenić, musisz nabrać dystansu. Pomaga w tym wyjazd do innego miasta. Nigdy nie zmienisz tego, gdzie się urodziłeś, ale na pewno miejsce to czegoś cię nauczyło, coś stamtąd wyniosłeś, poznałeś w nim ważnych dla siebie ludzi… Dopiero ktoś inny, obcy, patrząc na to obiektywnie, jest w stanie pokazać nam, z czego powinniśmy być dumni. Może piękne krajobrazy? Dużo miejsca do spacerowania? Okazałe lasy i jeziora?. Spróbuj docenić to, że masz do kogo i gdzie wracać oraz to, że w swoim miasteczku czujesz się bezpiecznie.

Drobne, a cieszy
Prawdziwe szczęście możesz poczuć wtedy, gdy żyjesz w zgodzie sam ze sobą i dbasz o dobre relacje z bliskimi, wtedy, gdy korzystając z promocji, dostaniesz drugą ulubioną rzecz gratis lub – kiedy pijesz kawę z przyjaciółką w waszej ulubionej knajpce. Wymieniać można w nieskończoność. Najlepiej zapisywać i później odczytywać te drobnostki, a z czasem zaczniemy doceniać to, co przynosi codzienność. Istnieje bardzo pomocny sposób na to, żeby życie, potocznie mówiąc, nie przepływało nam między palcami. Mam tutaj na myśli mindfulness – technikę medytacji popularyzowaną przez Jona Kabata-Zinna, amerykańskiego terapeutę, a także założyciela Kliniki Redukcji Stresu. Jest to takie podejście do świata, które opiera się przede wszystkim na szeroko rozumianej uwadze. Mindfulness pokazuje jak wiele wspólnego ze szczęściem ma koncentracja. Jon Kabat-Zinn radzi skupiać się na tym co teraz, bez wracania do przeszłości, bez rozpamiętywania jej i roztrząsania po tysiąckroć. Zachęca nas do zwrócenia szczególnej uwagi na to, co dzieje się teraz, w danym momencie. Może to być zapach kawy z samego rana, ciepły dzień po kolejnym tygodniu ulewy, miły sms od koleżanki – z pozoru nic nie znaczące drobiazgi, które, po skoncentrowaniu się na nich, są w stanie poprawić nam humor na cały dzień.

Kurs szczęścia
Często wydaje nam się, że gdybyśmy byli w innym miejscu, z innymi ludźmi i robili coś innego to bylibyśmy szczęśliwsi. Nic bardziej mylnego. Psychologia (i wcześniej wspomniany Kabat-Zinn) pokazują, że warto zmienić perspektywę, sposób patrzenia na otoczenie. Nie trzeba podróżować przez całe życie, żeby odczuwać radość – należy koncentrować się na tym, co jest dzisiaj. Mówi o tym również w wielu swoich książkach Beata Pawlikowska, popularna dziennikarka i podróżniczka. Nieustannie płynie od niej pozytywna energia, którą stara się nam przekazywać w każdy możliwy sposób. Czy to za pomocą Facebooka, Instagrama czy też kolorowo ilustrowanych książek. W „Kursie Szczęścia” opowiada swoim czytelnikom o tajemniczej podświadomości, odpowiedzialnej za myśli i odczucia. Poczucie szczęścia jest stanem umysłu pozbawionego strachu, bo jest on tylko fałszywym kodem w naszej podświadomości – mówi Pawlikowska.

O tym, że strach jest przeszkodą w odczuwaniu codziennych przyjemności mówił już epikureizm, zapoczątkowany w starożytności przez Epikura. Lęki, o których mówił Epikur, dzisiaj nazywamy lękami egzystencjalnymi. Obawa przed cierpieniem, bólem, śmiercią jest większa niż chęć cieszenia się z życia. Beata Pawlikowska nie była zbyt odkrywcza, wspominając o tym w swojej książce, jednak kto dzisiaj szukając odpowiedzi na swoje pytania, znajduje je w filozofii?

Slow life
Zauważyłeś, jak szkodliwe bywają czasem informacje płynące z mediów? Zdarza się, że niesamowicie drażnią. Dlatego zamiast trwonić czas na przeglądanie nowych postów, może poświęcisz ten czas rodzinie i przyjaciołom i spróbujesz się zrelaksować? Tak właśnie działa hygge, filozofia najszczęśliwszego państwa świata – Danii. Samo słowo oznacza komfort, wygodę, a używa się go do określenia wewnętrznej równowagi i bezpieczeństwa. W dużym skrócie – hygge to umiejętność życia w zgodzie ze sobą i ze społeczeństwem. Krytycy duńskiej filozofii uważają, że jest to poprzestawanie na małym i hołubienie przeciętności, ale właśnie tym jest szczęście.

Istnieje wiele sposobów na odnalezienie szczęścia. Można go szukać w medytacjach, w slow life, w praktykowaniu buddyzmu. Najważniejsze jest jednak to, żeby nauczyć się akceptacji i uwagii (czyli poćwiczyć mindfulness), żeby zrozumieć, że porównywanie się z innymi ściąga w dół, a twoje osobiste szczęście jest na wyciągnięcie ręki.

Sprawdzonym sposobem na przećwiczenie mindfulness jest wypisywanie rzeczy, które w danej chwili cię ucieszyły, a później wracanie do tych zapisków i uzupełnianie je o nowe. Z czasem lista będzie się powiększać, a twój poziom szczęścia zacznie rosnąć. Do dzieła! Do dzisiejszej listy koniecznie dopisz przeczytanie kolejnej, jednak mniej wymagającej niż inne, „recepty” na szczęście.


Dodaj komentarz