We własnej (im)animacji

Kreskówki to jedno z naszych pierwszych zetknięć z popkulturą. Pod ich wpływem zmienia się nasze postrzeganie świata. Niczym dobra książka pokazują nam, jak funkcjonuje otaczająca nas rzeczywistość.

Gdy Internet był jeszcze nowością w moim domu i akurat nie miałem nic lepszego do roboty, znudzony padałem na kanapę i włączałem telewizor. Interesowały mnie wówczas tylko cztery, góra pięć kanałów. Wszystkie zawierały w sobie małe, kolorowe światy, dzięki którym niemalże dosłownie przenosiłem się w inną rzeczywistość. Nieraz siedziałem po kilka godzin z szeroko otwartymi ustami i patrzyłem oczarowany rysunkowymi postaciami. Gdyby ktoś wtedy zrobił mi zdjęcie, zapewne pokazywałby je opatrzone komentarzem: „Tak telewizja ogłupia nasze dzieci!”. Ale czy faktycznie można tak stwierdzić na podstawie jednej obserwacji? Zawsze miałem wrażenie, że dorośli po prostu już tak mają, że od czasu do czasu muszą wtrącić: „Za niedługo od ekranu nie będzie można cię odkleić. Zrobiłbyś coś pożytecznego!”. Ja natomiast uważam, że dzięki oglądaniu kreskówek – oprócz frajdy – zyskiwałem coś więcej.

Sentymenty kontra rzeczywistość

Fakt faktem, że większość animacji dla dzieci opiera się na prostych założeniach w rodzaju „przyjaźń jest ważna”, „miłość przezwycięży zło”, „zawsze możesz polegać na rodzinie”. Dziecko może zrozumieć te prawdy tylko dzięki przystępnym sposobom ich przekazywania, a kazania rodziców do takich nie należą. Z drugiej strony być może brzmi to aż nazbyt idealnie. W końcu to byłoby zbyt piękne, żeby parę rysunkowych czy komputerowo wygenerowanych postaci, stworzonych przede wszystkim w celach komercyjnych, niosło za sobą jedynie tak górnolotny przekaz. Zostawmy więc wspomnienia i popatrzmy na tę kwestię z perspektywy ludzi dojrzałych. Włączając obecnie kanał, który większość z nas pamięta jako jedną z najprzyjemniejszych części swojego dzieciństwa, zobaczymy przede wszystkim kolorowe, piszczące ludziki, od czasu do czasu rzucające niezbyt wymyślnym dowcipem. Oczywiście najłatwiej byłoby stwierdzić, że po prostu obecne kreskówki są niczym w porównaniu z tym, co mieliśmy przyjemność oglądać w naszym dzieciństwie. Jest w tym trochę prawdy; nie sposób oprzeć się wrażeniu, że część najnowszych animacji pozostawia wiele do życzenia. Wystarczy popatrzeć na remake’i. Już sam fakt, że stacje kreskówkowe muszą na nowo tworzyć serię, która hitem była dziesięć lat temu, o czymś świadczy. Mało tego, oglądając te odświeżone wersje, ma się wrażenie, że twórcy liczyli na zysk dzięki samej tylko nazwie. Nowe Atomówki czy Młodzi Tytani w wydaniu Go! to kompletne dno, pozbawione jakiejkolwiek kreatywności czy konkretnej fabuły (trzeba jednak zaznaczyć, że wyjątkiem w tym względzie jest dobrze przyjęty remake Samuraja Jacka). Jałowość programów dla dzieci da się zauważyć niestety nawet w nowszych odcinkach starych seriali. Sam włączyłem niedawno Fineasza i Ferba (uwielbiałem tę kreskówkę, gdy miałem dziesięć lat) i stwierdziłem, że twórcom najwyraźniej skończyły się pomysły. Takie myślenie wydaje się być jednak drogą na skróty. Łatwo jest paść ofiarą własnej nostalgii i powiedzieć: „za moich czasów było lepiej”. A co jeśli po prostu zawsze tak było, tylko jako dzieci tego nie widzieliśmy?

Należy pamiętać, że kreskówka to przede wszystkim produkt, idealny sposób na promocję całej gamy artykułów wszelkiego rodzaju. Tak naprawdę wystarczy stworzyć zapadającą w pamięć postać, cała reszta ma drugorzędne znaczenie. Dziecko nie wie, co to „ambitne dzieło”, chce tylko zobaczyć coś ciekawego, co nie będzie miało zbyt skomplikowanej i wymagającej stałej uwagi fabuły. Być może w naszej pamięci kreskówki zwyczajnie nabierają większej wartości, niż na to rzeczywiście zasługiwały?

Pryzmat popkultury

Takie przekonanie urągałoby jednak kreatywności większej części twórców. W końcu ich najlepsze dzieła były znaczącą częścią naszego dzieciństwa. Świadczy o tym choćby fakt, jak głęboko przygody naszych ulubionych rysunkowych bohaterów pozostają w naszej podświadomości. Sam często, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, porównuję pewne sytuacje życiowe do tego, co zapamiętałem z animowanych bajek, które zrobiły na mnie wrażenie w dzieciństwie. To całkowicie naturalne. Kreskówki są dla dziecka medium, dzięki któremu zdobywa ono wiedzę o świecie przez popkulturowy pryzmat. Bardzo wiele seriali, zresztą nie tylko animowanych, zawiera nawiązania do wydarzeń historycznych czy zagadnień z dziedziny sztuki, polityki bądź funkcjonowania społeczeństwa. Wszystko oczywiście w uproszczonym stopniu, jednak na tyle znaczącym, że ma później przełożenie na to, jak my sami definiujemy otaczającą nas rzeczywistość. Rozmawiałem na ten temat ze znajomymi – co ciekawe temat kreskówek co jakiś czas powraca w naszych konwersacjach – i oni również widzą tę zależność. Według Kuby, kreskówki, które niegdyś oglądaliśmy, możemy obecnie potraktować jako coś w rodzaju lustra. Kiedy do nich wracamy, mamy poniekąd możliwość zobaczyć odbicie naszego dzieciństwa. Oprócz tego niezrozumiałe niegdyś aspekty stają się jaśniejsze. Z tej perspektywy jesteśmy w stanie ocenić przebieg zmian spowodowanych dojrzewaniem i tym samym pojąć, w jakim stopniu tak naprawdę się zmieniliśmy. Zdaniem innej mojej znajomej, Toli, ulubioną kreskówkę, tak jak każde miłe wspomnienie z dzieciństwa, można traktować jako „bezpieczne miejsce”, w którym zapomina się na chwilę o byciu dorosłym i znów czuje się dzieckiem.

Czas wydorośleć?

Czy kreskówki faktycznie są przeznaczone tylko dla dzieci? Niekoniecznie i wcale nie mam tutaj na myśli tzw. kreskówek dla dorosłych w rodzaju South Park czy Family Guy. Wielu twórców wychodzi poza ten koncept, tworząc coś, co zainteresuje zarówno młodszą, jak i starszą widownię. Zwłaszcza nowe seriale produkcji Cartoon Network w rodzaju Pory na Przygodę czy Stevena Universe przyciągają widownię z kręgu tzw. young adults – młodych dorosłych. Cecha ta charakteryzuje więc najlepsze i najciekawsze animacje. Tak przygotowany serial praktycznie nigdy się nie nudzi, a każdy odnajdzie w nim coś dla siebie. Wszystko opiera się na wyciągnięciu z człowieka wewnętrznego dziecka, co świadczy zresztą o niezwykłej kreatywności autora. Nie chodzi o to, aby na powrót zmieniać kogoś w niezorientowane dziecko, ale by wydobyć z niego jedną z najpierwotniejszych radości – radość pochodzącą z rzeczy prostych. Każdy lubi niesamowite historie. Każdy lubi mieć postać, z którą mógłby się utożsamiać. Można być najbardziej zapracowanym nudziarzem na świecie, ale są to cechy, których trudno jest się wyzbyć ot tak. Stąd też najlepsze seriale animowane trafiają do wszystkich, bez względu na wiek.

Kreskówki powinny być częścią dziecięcego życia, tak jak niegdyś były nią baśnie i bajki opowiadane na dobranoc (i nie oznacza to wcale, że jedno musi wykluczyć drugie). Historie, które zapamiętaliśmy z dzieciństwa, budują podstawę naszego rozumienia świata. A na im więcej fantazji sobie pozwolimy, tym lepiej będziemy w stanie samemu odnieść się do tego, co rzeczywiście nas otacza.

Obrazek główny: Kadr z filmu: „Fineasz i Ferb” Walt Disney Television Animation 1990-1992.