Uciekając od codzienności

Historia Woodstocku sięga roku 1969 i wydarzeń z amerykańskiego miasteczka Bethel, znajdującego się nieopodal Nowego Jorku. Impreza, której hasłem przewodnim były „pokój, miłość i szczęście”, okazała się być niezwykłym protestem sfrustrowanych wojną w Wietnamie Amerykanów. W ciągu trzech dni festiwal przyciągnął ponad 400 tysięcy uczestników. Kontynuacją tamtych wydarzeń było pięć kolejnych koncertów i festiwali nawiązujących do tej imprezy, które odbyły się na przestrzeni następnych 40 lat.

Pokój, miłość, muzyka

Uczestnikiem jednego z tych wydarzeń był Jerzy Owsiak. Podczas podsumowania trzeciego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w 1995 roku ogłosił, że w podziękowaniu dla wolontariuszy zbiórki na przełomie lipca i sierpnia zorganizowany zostanie festiwal Przystanek Woodstock. Na imprezie zjawiło się około 30 tysięcy osób. Do 2017 roku odbyły się 23. edycje Przystanku. Po pierwszej z nich, mającej miejsce w Czymanowie, Festiwal gościł w Szczecinie – Dąbiu, Żarach, gdzie impreza odbywała się na płycie zamkniętego lotniska (ta lokalizacja przez wielu uważana jest za dotychczas najlepszą) oraz Lęborku. Od 2005 roku kilkaset tysięcy osób spotyka się na terenie byłego poligonu wojskowego w Kostrzynie nad Odrą.

Nieoczekiwana zmiana

Do nieoczekiwanej zmiany doszło podczas ogłoszenia wyniku tegorocznej zbiórki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Oczekującym na informacje dotyczące 24. edycji festiwalu Woodstockowiczom Jurek Owsiak powiedział, że ze względów prawnych organizowana latem impreza nie może odbyć się pod znanym szyldem „Przystanku Woodstock”. Jej nową nazwą jest Pol’and’Rock Festiwal.

Garść wspomnień

Ja miałem przyjemność wzięcia udziału w Przystanku Woodstock 2017. W drugi dzień imprezy zjawiliśmy się w Kostrzynie nad Odrą: ja, moja dziewczyna oraz mój tata, który podjął się karkołomnego zadania, jakim niewątpliwie jest trzymanie na oku pary nastolatków w kilkusettysięcznym tłumie. Pierwsze chwile spędzone na polu festiwalowym zrobiły na mnie wrażenie, które zapamiętam do końca życia. Ilość ludzi, ogrom przestrzeni, scen, muzyka, osobliwościom nie było końca…

Wydarzenie promowane jest przez organizatorów hasłem „Najpiękniejszy Festiwal Świata”, i o ile w kwestii duchowo-charakterowej zgadzam się z tym w pełni, o tyle w sferze wizualno-estetycznej jest kilka „ale”.
Na Woodstocku (teraz Pol’and’Rock Festival) panuje powszechne przeświadczenie o wolności, co jest niezwykle piękną ideą, lecz niezbyt przyjemną dla nosa. Hałdy śmieci, wodno-alkoholowe błotko i zapach festiwalowiczów od kilku dni pozbawionych kąpieli (choć jest taka możliwość) robią swoje. Gwoli sprostowania – obsługa sanitarna, gwarantowana przez m.in. firmę zajmująca się wywozem śmieci, czy utrzymującą w czystości ToiToi’e stoi na najwyższym poziomie. Dla przykładu zaledwie kilka metrów od mojego auta stały cztery takie przybytki, z których w ciągu dnia korzystały dziesiątki, jeśli nie setki Woodstockowiczów, a nie miałem nieprzyjemności poczuć ani nutki fetoru.

Parada osobliwości

Woodstock to trzy dni w roku, podczas których można poczuć się jak na innej planecie. To, co spotykamy na festiwalowym polu nie przypomina niczego, co otacza nas na co dzień. To, czy się uczysz, czy pracujesz, co robisz w dzień powszedni, z kim masz styczność – nie ma tam żadnego znaczenia. Aby bardziej zrozumiale zobrazować swoje wspomnienia, pozwolę sobie na drobną retrospekcję.

Po wejściu na główny plac festiwalu, oszołomieni ogromem przestrzeni i masy ludzi, jaka nas otaczała, spokojnym krokiem zmierzaliśmy w stronę Dużej Sceny. Wtem, zaledwie kilka metrów od nas, równie beztrosko przeszedł naturysta, „okryty” jedynie podniszczonymi trampkami. Chwilę później natknęliśmy się na Freda Flinstone’a, z którym zrobiliśmy sobie selfie. Oprócz tego na każdym kroku można się było spotkać się z przemiłymi zachowaniami, takimi jak: spontaniczne zbijanie „piątek” i „żółwików” oraz wszechobecne karteczki z napisami „darmowe całusy”, „free hugs”, czy „uśmiech za uśmiech”.

Rock’n’Roll, ale czy tylko?

Pierwotnie, Woodstock Festival Poland nawiązując do amerykańskiej imprezy bazował na muzyce rockowej i alternatywnej, później do repertuaru dołączyły cięższe metalowe brzmienia. Aktualnie muzyka goszcząca na festiwalowych scenach jest niezwykle uniwersalna – możemy usłyszeć na nich (oprócz klasycznych rockowych brzmień) reagge, hip-hop, jazz, czy nawet muzykę elektroniczną, co nie wszystkim się podoba (mi owszem). W gruncie rzeczy wydarzenie otwiera się na coraz szerszą publikę, a ja na zawsze zapamiętam śpiewaną przez zespół Hey i kilkadziesiąt tysięcy gardeł słuchaczy piosenkę „Arahja” (którą serdecznie polecam).

Mówiąc Woodstocku nie można również nie wspomnieć o Akademii Sztuk Przepięknych (ASP), która w harmonogramie imprezy jest od 2006 roku. Uczestnicy imprezy mogą wziąć tam udział w spotkaniach z ciekawymi ludźmi. Na przestrzeni lat mieliśmy możliwość zobaczenia się z Robertem Biedroniem, Przemkiem Kossakowskim, Kubą Wojewódzkim, Anną Dymną czy Bartłomiejem Topą.

Reasumując Woodstock się kocha lub nienawidzi, ponieważ dla niektórych wspomniane efekty owej wolności są granicą nie do przekroczenia. Jednak bez wątpienia jest to miejsce jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe. W związku z tym nie mam żadnych wątpliwości dotyczących mojego tegorocznego wyjazdu na Festiwal.


Dodaj komentarz