Nie taki muzyk straszny…

Lubimy się bać. Od zarania dziejów poszukujemy źródeł silnych emocji, które pobudzają pierwotne instynkty. Współcześni muzycy starają się napędzić nam stracha choćby za pośrednictwem ciężkich brzmień. Jak to robią? I z jakim rezultatem?

Metal to stosunkowo młody gatunek muzyczny. Jego początki datują się na drugą połowę lat sześćdziesiątych, głównie za sprawą grupy Black Sabbath, jednak jego prawdziwy rozkwit nastąpił w latach osiemdziesiątych. To właśnie wtedy wyodrębniły się heavy metal i thrash metal, z których później mogło wyewoluować wiele przeróżnych podgatunków. Death metal, doom metal, deathcore, black metal – to te „najstraszniejsze” odmiany, których twórcy starają się wzbudzić w nas lęk.

Trzy akordy…
… darcie mordy. Znacie to powiedzenie? Często ma ono odzwierciedlenie w rzeczywistości, w końcu wystarczy zagrać kilka dźwięków na gitarze, trochę pokrzyczeć do mikrofonu i (teoretycznie) już mamy metal. Nie tyczy się to jednak wspomnianych wcześniej gatunków. W ich przypadku sprawy mają się zupełnie inaczej. Kunszt techniczny muzyków, skomplikowana rytmika i harmonia, zmienne metrum, precyzyjnie dobrane brzmienie instrumentów – gdyby współcześni muzycy nie korzystali z tego wszystkiego, taka muzyka nigdy by nie powstała.

Ponadto niezbędne są wysokiej klasy instrumenty, najlepiej zaprojektowane według indywidualnych potrzeb i wymagań muzyka, a także inny sprzęt muzyczny, na przykład wzmacniacze czy efekty gitarowe (urządzenia wpływające na dźwięk instrumentów, na przykład dodające pogłos lub zmieniające barwę brzmienia). Te wszystkie elementy dają ogromne pole do popisu i odpowiednio wykorzystane mogą dać wyjątkowe rezultaty. Tworzenie takiej muzyki to bardzo długi i trudny proces. Najlepsze zespoły nie pozostawiają niczego przypadkowi i dopracowują każdy element utworu w najdrobniejszych szczegółach, nie tylko na etapie kompozycji.

Projektowanie strachu
Istnieje ogromna liczba zabiegów muzycznych, które dobrane w prawidłowy sposób wzbudzą w słuchaczach niepokój. Wiem, że dla niektórych metal to po prostu „okropny łomot” i „wrzaski”. W końcu jako gatunek ma kilka cech wspólnych dla każdej odmiany (przesterowane gitary, gitara basowa, zestaw perkusyjny, często bardzo rozbudowany), które razem generują sporo hałasu. Ale uwierzcie mi – każdy zespół robi to trochę inaczej.

Black metal wydaje się być najmroczniejszym z podgatunków, częściowo za sprawą tematyki, jaką porusza – jego pierwotną podstawą ideologiczną był satanizm. Doskonałym tego przykładem jest zespół Dark Fortress wywodzący się z Niemiec. Już sama nazwa grupy daje do myślenia. Efekt, jaki uzyskują „siarczystym” brzmieniem gitar, długimi pogłosami i wokalem typu scream dosłownie mrozi krew w żyłach. Tego typu muzyka wywodzi się ze Skandynawii, gdzie w latach osiemdziesiątych garażowe zespoły nagrywały swoje albumy z wykorzystaniem wszelkich dostępnych metod, co przekładało się na bardzo złą jakość nagrań. Nawet kiedy gatunek zyskał większą popularność i muzyków było już stać na profesjonalną realizację utworów, nadal trzymali się „domowych” sposobów, dlatego kiepskie brzmienie stało się swego rodzaju znakiem rozpoznawczym black metalu. Jednak Dark Fortress brzmi nieskazitelnie – ich nagrania realizowane są na najwyższym światowym poziomie, a dzięki temu muzyka jeszcze silniej oddziałuje na emocje.

Triptykon, zespół ze Szwajcarii wykonujący doom metal, radzi sobie z tym w dosyć nietypowy sposób, jeśli wziąć pod uwagę stereotypowy metal. Niemal wszystkie ich utwory są powolne i długie (trwają nawet do dwudziestu minut!). Partie gitarowe mają skromną budowę, za to perkusja sprawia wrażenie niemal wirtuozowskiej. W niezwykle porywający sposób Triptykon tworzy mistyczny, niepokojący nastrój, dodatkowo wzmacniany doskonałym dopasowaniem głosu do aktualnego przesłania utworu. Od silnego, męskiego growlu (technika wokalna przypominająca niski gardłowy krzyk) w scenach brutalnych i poważnych, po lekki jak piórko sopran lub szept, na przykład w trakcie odmawiania modlitwy.

Jeśli chodzi o death metal, sprawy mają się zupełnie inaczej. W tym gatunku już nie każdy zespół usiłuje osiągnąć efekt przerażenia, a tematyka utworów jest bardzo zróżnicowana, w zależności od kierunku, jaki obiorą twórcy. Dlatego właśnie niektóre grupy muzyków znalazły inne sposoby na trafienie do słuchacza niż mistycyzm i satanizm.

Resident Evil czy The Walking Dead to ciekawe filmy zarówno ze względu na tematykę, jak i aspekt muzyczny. Reżyserzy wykorzystali szeroki wachlarz gatunków muzycznych, od klasycznej muzyki filmowej aż po metal (w serii Resident Evil pojawia się zespół Slipknot), ale, co dziwne, nie sięgnęli po twórczość zespołu Aborted. Jest to brutal death metal w najczystszej postaci, czyli brzmienia najcięższe z najcięższych. Gitarzyści wykorzystują instrumenty siedmiostrunowe, aby uzyskać niższe dźwięki niż w tradycyjnych, sześciostrunowych gitarach. Wokalista wykorzystuje techniki growl i pig squeal (odmiana growlu, w dosłownym tłumaczeniu kwiczenie świni). Utwory zazwyczaj mają szybkie tempo, silnie podkreślane rozbudowanymi partiami perkusyjnymi. Daje to wrażenie niezwykłej ciężkości. W połączeniu z tekstami, których tematem przewodnim jest właśnie apokalipsa zombie, aż włos się jeży na głowie.

Jak się bać?
Jednym z najistotniejszych elementów budujących nastrój w filmie jest odpowiednio dobrana muzyka. Dopiero za pomocą połączenia obrazu z dźwiękiem można wzbudzić w odbiorcy pożądane emocje. Spróbujcie obejrzeć horror bez muzyki, a przekonacie się, że większość scen (z założenia przerażających) będzie albo groteskowa, albo po prostu nieciekawa. Niestety działa to w obie strony, dlatego bardzo trudno jest kogoś przestraszyć samą muzyką. Doskonale zdają sobie z tego sprawę organizatorzy wydarzeń muzycznych, a przede wszystkim ludzie odpowiedzialni za oprawę audiowizualną.

Długo zastanawiałem się, dlaczego ta sama muzyka słuchana na dużym koncercie wywołuje tak różne emocje od tej słuchanej w domu, z albumu studyjnego. Powodów jest całe mnóstwo, ale moim zdaniem jednym z istotniejszych jest właśnie to, co widzimy. Już sam widok ucharakteryzowanych muzyków i ich niezwykłych instrumentów jest ekscytujący. Lecz kiedy wreszcie zacznie rozbrzmiewać muzyka, zaczną działać różnokolorowe reflektory, stroboskopy i generatory dymu – człowiek jest już maksymalnie „nakręcony” i czuje dreszcz emocji, a w tym przypadku także strachu.

To działa!
Innym przykładem, oderwanym od sztucznych inscenizacji może być moje własne przeżycie, mniej więcej z okresu pierwszej klasy liceum. Akurat wraz z rodzicami wracałem samochodem z jakiegoś dłuższego wyjazdu. Jako że mój nastoletni bunt był wtedy w szczytowej formie, robiłem wszystko, żeby się odciąć od rodziców, dlatego wetknąłem w uszy słuchawki i puściłem mój ulubiony album grupy Bloodbath – Nightmares Made Flesh. Nagle zaczął padać deszcz tak ulewny, że wycieraczki w zasadzie nie pomagały. Nie było widać drogi, a samochody, które nas wyprzedzały, wytryskiwały spod kół falę wody, która niemal spychała nas z drogi. Uwierzcie, ta sytuacja sama w sobie nie była odprężająca, a w połączeniu z podkładem muzycznym dobiegającym z moich słuchawek powodowała wręcz przerażenie. Resztę podróży spędziłem bez muzyki.

Metal, tak jak każdy gatunek muzyczny, jest niezwykle obszerną dziedziną sztuki. Nawet ograniczając się tylko do budowania strachu za pomocą tej muzyki, trzeba przyznać, że temat ten jest praktycznie nieskończony. Żeby dokładnie zrozumieć, na czym polegają wszystkie techniki i rozwiązania twórców, najlepiej zapoznać się z wieloma różnymi wykonawcami. Nawet w obrębie jednego podgatunku różnice w wykorzystywanych sposobach na wystraszenie odbiorcy mogą być naprawdę duże. Żeby je wszystkie wychwycić, trzeba poznawać jak najwięcej muzyki i wsłuchać się w nią uważnie, ponieważ z każdym kolejnym odtworzeniem utworu można znaleźć coraz więcej szczegółów, dzięki którym możemy się zdrowo przestraszyć.


Dodaj komentarz