Szczęścia uczmy się od najlepszych

Kraje skandynawskie są klasyfikowane w czołówce World Happiness Report od momentu jego powstania – 2012 roku. W tym roku palmę pierwszeństwa przejęli Norwegowie, jednak jak dotąd nieprzerwanie utrzymywali ją Duńczycy. Ich recepta na sukces jest zawarta w jednym słowie – hygge.

Duńska filozofia szczęścia, bo chyba tak można najłatwiej zdefiniować hygge, święci w ostatnich miesiącach sukcesy w większości krajów Europy, a także za oceanem. Można powiedzieć, że fenomen ciągle rosnącej popularności skandynawskiego stylu życia rozpoczął się od wydanej w zeszłym roku książki Marie Tourell Søderberg Hygge. Duńska sztuka szczęścia. Duńska aktorka opowiada w niej, czym dla jej narodu jest radość z życia oraz podpowiada wiele możliwych dróg, dzięki którym można ten stan osiągnąć. Niedługo później na półkach pojawiła się powieść Meika Vikinga, CEO Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze, który na podstawie długich badań opisał hygge już nie tylko jako styl życia, lecz swoisty rodzaj skandynawskiej mentalności – ale czy taką mentalność można przenieść do innych krajów?

Skromne, ale dobre

Właśnie w ten sposób można najprościej opisać najważniejsze założenie hygge. To znane w Danii przysłowie wyraża wszystko, co dla Skandynawów najważniejsze – cieszyć się drobnymi zdarzeniami, poszukiwać powodów do uśmiechu w codziennych, nawet prozaicznych czynnościach. Jednym z głównych założeń tej koncepcji jest tak planować swój czas, by możliwe było zachowanie zdrowej równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. W Danii większość ludzi nie ma z tym problemu – przeciętny tydzień pracy to zaledwie 37 godzin (w Polsce średnio 40-42 godziny).

Jak zagospodarować pozostały czas wolny? Najlepiej poświęcić go na odprężenie i relaks, samotnie lub w gronie znajomych. Jeżeli chcesz wybrać wypoczynek w domowym zaciszu, hygge może ci zaoferować kilka rozwiązań: położenie się pod kocem i wygrzewanie w świetle kominka, czytanie ulubionych książek czy delektowanie się smakiem dobrze przygotowanej kawy. To wszystko najlepiej robić przy blasku świecy, który bardzo sprzyja błogiej atmosferze filozofii szczęścia – według danych zamieszczonych przez Meika Vikinga w publikacji Hygge. Klucz do szczęścia, przeciętny Duńczyk wypala w ciągu roku około sześciu kilogramów wosku, tym samym zajmując czołową pozycję na całym świecie. Inną słabością Skandynawów są słodycze, pod wszelkimi postaciami – rocznie zjadają ich około 8,2 kg, czyli dwukrotnie więcej niż wynosi średnia dla wszystkich krajów Unii Europejskiej.

Wyjść do ludzi

Nie da się być całkowicie hygge, przebywając cały czas we własnym domu! Drugim filarem tej koncepcji są spotkania w gronie rodziny i przyjaciół. Jak wynika z analizy Vikinga, aż 78% Duńczyków przynajmniej raz w tygodniu widuje się z ludźmi ze swojego najbliższego otoczenia. W Danii niezwykłą popularnością cieszy się aktywność społeczna – statystyczny Duńczyk należy do 3,5 organizacji, działających w różny sposób na rzecz wspólnoty lokalnej albo ogólnonarodowej. Sporo czasu przeznaczają na wolontariat, pomoc przy imprezach charytatywnych, organizują wiele zabaw integrujących ze sobą sąsiadów – za wszelką cenę starają się zgromadzić wokół siebie jak największą liczbę ludzi, a następnie nawiązać z nimi kontakty i zdobyć nowych znajomych. Przyjaźń w hygge jest niezwykle ważna – bez niej trudno liczyć na osiągnięcie w życiu pełni szczęścia. Według tej filozofii nie ma ludzi, którzy są samotnikami z natury i w ogóle nie powinni spotykać się z innymi. Każdy musi znaleźć odpowiednie dla siebie towarzystwo, w którym będzie się czuł komfortowo – wtedy wszystkie jego obawy przed kontaktem z ludźmi znikną.

Wyścig szczurów? Nie, dziękujemy

Duńczycy nie stawiają sobie w życiu nader ambitnych celów. Z naszej perspektywy nie brzmi to dobrze – osoba, która unika wyzwań, zwykle oskarżana jest o brak ambicji i lenistwo. Nie chcę mówić o polskich cechach narodowych, ale nazwę to skłonnością – Polacy często, z pełną świadomością, stawiają sobie poprzeczkę znacznie wyżej, niż są w stanie skoczyć, a następnie zamartwiają się, że nie podołają tak wygórowanym wymogom, co prowadzi do złego samopoczucia i zamykania się w sobie. Duńczycy zwykle takiego problemu nie mają: pracują po to aby żyć, a nie „żyją aby pracować”, parafrazując znane rodzime powiedzenie. Pęd do zdobywania fortun i coraz bardziej intratnych posad nie jest tam szczególnie popularny – dopóki wystarcza im pieniędzy na relaksowanie się i spokojne, ustatkowane życie, nie odczuwają potrzeby zmian.

W Skandynawii ciągłą pogoń za awansem zastępują różnorodne domowe rytuały, które traktuje się jak świętość. Do najważniejszych należy wspólne przygotowywanie posiłków przez wszystkich członków rodziny, a następnie spożywanie ich przy jednym stole. Pełne zaufanie w gronie rodziny jest dla Duńczyków bardzo ważne – więzi międzyludzkie, a zwłaszcza więzi pokrewieństwa, są u nich bardzo silne i stale pielęgnowane.

Nowe odkrycie?

Dla nas być może tak, jednak w Jutlandii hygge to tradycja stara jak świat – po raz pierwszy nazwano ją w ten sposób na początku XIX w., zapożyczając samo sformułowanie z języka norweskiego. Hygge oznacza „myśleć, być zadowolonym z czegoś”, później zaczęto je także utożsamiać z opieką, ochroną, bezpieczeństwem, spokojem i mirem domowym. Słowo samo w sobie jest bardzo stare, pochodzi jeszcze z języka staronordyckiego.

Mieszkańcy Danii na przestrzeni wieków nie modyfikują znacząco swojej filozofii – również przed nadaniem temu zjawisku konkretnej nazwy wyglądało ono dość podobnie. W kolejnych latach zmieniały się rozrywki, sposoby spędzania czasu, wykonywane zawody, jednak ogólny cel pozostał i pozostaje ten sam: napawać się drobnostkami, nie martwić się więcej niż jest to konieczne i cieszyć się obecnością innych ludzi.

Wybuch popularności

Na rynku wydawniczym pojawiło się w ostatnim czasie bardzo wiele książek poświęconych hygge. Niezmiennie od pewnego czasu biją rekordy popularności. Sama powieść Marie Tourell Søderberg została w przeciągu kilku tygodni przetłumaczona na kilkanaście języków – wydano ją w większości krajów Europy, w Stanach Zjednoczonych, ale nie w… Danii! Jak wyjaśniała sama autorka w rozmowie z „Polityką”, Duńczycy po prostu nie zainteresowaliby się przepisem na hygge. Jest to dla nich coś tak naturalnego, że robią to bezwiednie, z przyzwyczajenia. Poza obszarem Skandynawii poradniki są za to bardzo przydatne – dla sformalizowanej i pełnej pośpiechu rzeczywistości środkowej i zachodniej Europy wyhamowanie i przejście z pojmowania świata okiem materialisty na dostrzeganie w nim naturalnego, ulotnego piękna, nie jest łatwym zadaniem. Trzeba jednak odpowiedzieć na pytanie, czy wszystkie wskazówki i zalecenia, jakie otrzymujesz, rzeczywiście doprowadzą cię do hygge w stylu duńskim?

Zacznijmy od tego: czy gdziekolwiek w opisie tradycyjnej filozofii szczęścia znalazłeś jakiekolwiek porady dotyczące zakupów, nabywania nowych przedmiotów? Wspomina się tam jedynie o słodyczach, które Duńczycy uwielbiają, i świeczkach, które pozwalają zbudować dobrą atmosferę. Tymczasem adaptacja koncepcji hygge do potrzeb ludzi spoza Skandynawii wiąże się z jej szeroką komercjalizacją. Wielu producentów postanowiło wykorzystać nagłą popularność duńskiego stylu życia i rosnący popyt na wszystko, co „made in Scandinavia”, oferując szeroką gamę produktów w stylu hygge.

 

Największym sukcesem marketingowym okazują się meble i dodatki w stylu hygge. Dzisiaj funkcjonują już nawet specjalne biura projektowe, oferujące urządzanie wnętrz w taki sposób, aby pomagały one w osiąganiu wewnętrznego błogostanu i pełni szczęścia. Jak powinno wyglądać hygge-mieszkanie? Przede wszystkim musi być przytulne i pełne światła – zabronione są popularne w naszych domach ciężkie kotary i zasłony. Zwykle wykończone jest w różnych odcieniach szarości i bieli. Chłodne otoczenie urozmaicają meble z drewna i wikliny, najczęściej niemalowane, aby widoczna była naturalna faktura słojów. Wielką popularnością cieszą się koce, narzuty, poduszki i owcze skóry, które dodają wnętrzom przytulności. Dopełnienie powinny stanowić liczne ozdoby i drobiazgi, porozrzucane po całym domu i przypominające o ważnych wydarzeniach z życia.

Wątek podchwycili także kreatorzy mody, którzy wprowadzili na rynek szereg ubrań pasujących do stylistyki hygge. Prym wiodą grube wełniane skarpety w nordyckie wzory, równie popularne są szerokie swetry, długie, ciepłe płaszcze oraz grube szaliki i czapki; wszystko utrzymane w odpowiedniej, stonowanej kolorystyce.

Czy to jeszcze hygge?

Jaki to ma sens? Konsumpcjonizm, który natychmiast zaczął napędzać popularność hygge w Europie, stoi w sprzeczności z pierwotnymi założeniami tej koncepcji. Dla Duńczyków najważniejszy jest kontakt z innym człowiekiem i czerpanie radości z drobnych, codziennych przyjemności, a nie posiadanie nowych, modnych mebli czy ubieranie się według wizji europejskich ekspertów mody. Oczywiście, Duńczycy nie są stylistycznymi ignorantami i lubią przebywać w ładnie urządzonych wnętrzach, pośród pamiątek i ramek ze zdjęciami, a także modnie się ubierać, ale nie to jest sensem ich postępowania. Można odnieść wrażenie, że dla nich sprawy materialne są dodatkiem do filozofii hygge, natomiast w krajach poza Skandynawią hygge stało się dobrym pretekstem dla firm odzieżowych czy biur projektowych do wykreowania nowej mody, a przez to poprawienia swoich wyników finansowych. Chciałoby się rzec: przejęliśmy to, co dobrze wygląda i pozwala pokazać się przed innymi ludźmi, pozostawiając na uboczu cały sens.

Chcesz żyć według duńskiej filozofii szczęścia? W takim razie musisz postawić sobie pytanie: czy masz na myśli pojmowanie jej w stylu skandynawskim, gdzie najważniejsze są uczucia i stan psychiczny, czy tak, jak zachęca nas dzisiaj świat komercji, czyli przez pryzmat modnych mebli, ubrań, dodatków? Wybór należy do ciebie.