Świat czterech potęg

Już starożytni filozofowie poszukiwali arche, uniwersalnej zasady stworzenia, czegoś stojącego na początku, rzeczy tworzącej wszystko.

Żywioły pojawiały się w koncepcjach filozoficznych kultur z całego świata. Uważano, że stanowią podstawowe elementy wszechświata. W czasach przednaukowych były często jedynym wyjaśnieniem rzeczywistości przyrodniczej. Zajmowały ważne miejsce w wierzeniach ludowych, łączyły się z magią i astrologią. Dobrze było zyskać ich przychylność. W dzisiejszych czasach, gdy wszystko (lub prawie wszystko) da się udowodnić naukowo, żywioły nie mają już większego znaczenia, a astrologia, z którą się łączą, została uznana za pseudonaukę.

Jednak nie obdzierajmy świata z magii. We wszystkim można znaleźć coś niesamowitego, a już w żywiołach na pewno. Są hipnotyzujące, walczą ze sobą, chociaż przecież muszą się łączyć. Mogą być inspiracją, taką samą jaką były dla dawnych ludów wieki temu. Traktujmy je z dystansem, ale czasem dajmy puścić wodzę fantazji.

Żywiołami pod tą czy inną nazwą zajmowali się filozofowie w starożytności. Wbrew pozorom ich przemyślenia w tym temacie były zaczątkiem do tego, co wiemy dzisiaj. Jedni bazowali na nauce drugich i dochodzili do kolejnych wniosków; wspólnie budowali most zwany nauką.

CZAR OGNIA
Ogień – niesamowity żywioł. Chyba najbardziej ze wszystkich kojarzy mi się z magią. Jedna iskierka może sprawić, że płonie cały las. Pojedyncza świeca jest w stanie zapalić tysiąc innych. Ten nieujarzmiony żywioł drzemie w zimnym kawałku krzesiwa. Mnoży się i ginie; nieskończony. Jest w nim coś hipnotyzującego, można się w niego wpatrywać, nie czując wcale upływu czasu. Ogień to żywioł skrajności: z jednej strony daje poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty, a z drugiej stwarza niebezpieczeństwo. W dawnych wierzeniach symbolizował chaos, zmianę i pasję. Heraklit z Efezu właśnie w ogniu widział arche. Uważał, że wszystko jest przemianą ognia i powstaje przez jego rozrzedzenie lub zagęszczenie. Owe zmiany nazywał „drogą w dół” (zwilgotniały ogień zamienia się w wodę, a zgęstniała woda przemienia się w ziemię) bądź „drogą w górę” (ziemia roztapia się i powstaje z niej woda), twierdził, że to właśnie dzięki temu powstaje świat.

***

Noc czarna jak smoła. Rzeka zawija się jak tasiemka. Jest delikatnie otulona mgłą. Nieopodal płonie okazałe ognisko. Wypływają znad niego nitki ognia, powoli zamieniające się w iskierki, które ulatują ku niebu. Można odnieść wrażenie, że zamieniają się w gwiazdy. Wydaje się, że są ich miliony na całym firmamencie. Oni wpatrzeni w ogień; w tym momencie nie istnieje nic innego. Ciepło na twarzy, dźwięk strzelających iskier, pierścień na patyku – już nie ma patyka, kolejny pierścień – nieistnienie patyka, nieskończoność. Kolory, odcienie. Czerwień, pomarańcz, żółć – ciemność. Krąg.

WODA – ŻYCIODAJNA SIŁA
Woda także posiada swoje skrajności. Z jednej strony daje życie, a z drugiej potrafi być nieokiełznana i nieprzewidywalna. – I taką wodą być, co nawilży twoje wargi, uwolni kąciki ust, gdy przyłożysz je do szklanki. I czarną kawę zmieni w płyn, kiedy dni skute lodem. A kiedy z nieba poleje się żar, poczęstuje chłodem. I taką wodą być, a nie tą, co żałośnie całą noc w gardle pali ogniem – śpiewał zespół Happysad, idealnie ukazując naturę wody. Żywioł ten symbolizuje życie, odrodzenie i odnowienie. Tales z Miletu uważał, że początkiem wszystkiego jest właśnie woda. Sądził, że wszelkie życie bierze początek w wodzie, a gdy ulega destrukcji, to znów zmienia się w jej czystą formę.

***

Woda morska kołysze się delikatnie. Fale przypominają pomniejszone góry i doliny. Powstają w ułamku sekundy, by jeszcze prędzej pogrążyć się w ruinie. To wszystko po to, by mogły powstać kolejne, które czeka ten sam los. Góra, dół, góra, bałwan, upadek, ryk i znowu – hipnoza. Feeria barw: malachitowa zieleń, przechodząca w grynszpanowy niebieski, który w oddali zaczyna nabierać jeszcze większej intensywności, a wszystko przeplatane bielą. Rytmiczny szum, melodia – mewy akompaniują. Gdzie koniec, a gdzie początek?

SPOKÓJ ZIEMI
Ziemia jest pewnego rodzaju spoiwem – łączy wszystkie żywioły w całość. Także Platon twierdził, że w przeciwieństwie do innych nie może przemieniać się w nie, a one w nią. To po niej przepływa woda, z niej rodzi się ogień, a powietrze muska jej stwardniałą skorupę. Choć wszystkie żywioły są ze sobą połączone, to w przypadku ziemi widać to najłatwiej. Jest fundamentem wszystkiego. Symbolizuje spokój, stabilizację i konsekwencję. Jest trwała, ma się wrażenie, jakby była od zawsze do zawsze. Ksenofanes z Kolofonu uważał ziemie za arche. Mówił, że wszystko z ziemi powstaje i wszystko musi się w nią obrócić. Ziemia wraz z ogniem były również uważane, za zasadę wszystkiego przez Paramidesa z Elei. Ogniu oddawał on role twórczą, zaś ziemia była uznawana przez niego za materie.

***

Góry – tak niezmienne, że zdają się być wieczne. Czerwone słońce wyłania się zza monumentalnych szczytów, oświetlając je czerwoną pożogą. Słychać melodyjne trele porannych ptaków. A słońce wschodzi dalej, pnie się powoli do góry. Może chce powiedzieć wędrowcom, którzy dostali się na górę, że ono także musi przejść swoją drogę. To niezmienny cykl – kolejny dzień, czerwień, śpiew, wyżej, a góry stoją ćwir-ćwir, wyżej, kra-kra, wyżej, pomarańcz, wciąż stoją, wyżej, żółć wyżej, zenit, stoją. A potem niżej, chmurka i tylko niżej, zawsze stoją, gdzieś indziej wyżej i koło. A góry stoją, bo zawsze stały, bo muszą stać. Szalone słońce kręci się na karuzeli, a one trwają nienaruszone. Czasem tylko spojrzą na nie ze spokojem i mądrością płynącą z wieczności.

POWIETRZE – ŻYWIOŁ MELANCHOLII
Powietrze to najbardziej nieuchwytny ze wszystkich żywiołów; nie da się go objąć wszystkimi z pięciu zmysłów. Powietrze to wolność, niepodleganie żadnym regułom. Koi swoją delikatnością, ale potrafi też burzyć. Symbolizuje nieprzewidywalność i inspiracje, jest nieokreślone. Powietrze było uznawane za arche przez Anaksymenesa z Miletu. Uważał, że jest materią, której wszystko powstało i tworzą się z niej kolejne żywioły. Woda to zgęstniałe powietrze, ziemia to jeszcze bardziej zagęszczona woda, zaś ogień to ono w rozrzedzonej formie.

***

Gorący dzień, ale nad brzegiem morza bryza – ukojenie. Siada na plaży tuż przy brzegu i zamyka oczy. Z tyłu bucha gorące powietrze, z przodu przyjemne orzeźwienie. Wiatr owiewa jej twarz; rozwiewa kosmyki włosów, jakby czesane niewidzialną szczotką. Mocniejszy podmuch i kapelusza nie ma na głowie. Wiatr to psotnik, lubi się bawić w berka. Kiedy mu się znudzi, zostawia zabrany przedmiot i biegnie dalej; po nowe przygody. Czasami z nudów lubi podburzać morskie fale. Dalej, dalej, buntujcie się! – krzyczy. A one wierzą, że mogą podbić ląd. Zamknięte oczy, wyczulony słuch. Kojący szum morza, drzew, trawy. Szszszszszumi, opowiada stare historie z zamierzchłych lat, językiem, którego już nikt nie pamięta.

Sam temat żywiołów, jest tak samo pełen kontrastów jak one same. Z jednej strony dawne wierzenia i kultura ludowa – klimat lekki i bajkowy; z drugiej filozofia, odkrywanie świata przyrody, maleńkie kroczki do rozwoju nauki, wionie powagą. Niesamowite, że ludzie z różnych częściach świata niezależnie od siebie poszukiwali odpowiedzi na fundamentalne pytania związane ze światem w tak podobnym obszarze. Zadziwiające, że udzielali tak wielu podobnych odpowiedzi, ale też wielu zupełnie innych. Wszystkie dla wierzących w nie były jednakowo prawdopodobne. My już znamy te poprawne. Czytanie o dociekaniach minionych pokoleń jest jak studiowanie dawno już napisanego listu. Choć doskonale pamiętamy zakończenie opisywanej w nim historii, to i tak ponownie nas fascynuje. Teraz możemy wybrać i uwierzyć choćby na niby.


Dodaj komentarz