Chemical Algorave by Antonio Roberts (CC BY-SA 2.0).

Gdzie stykają się dźwięk i obraz?

Nasi widzowie są otwarci na różne bodźce. Nie przychodzą zobaczyć gwiazd na scenie, śpiewać refrenów i tańczyć pogo. Przychodzą po to, żeby przeżyć coś emocjonalnego.

W przypadku większości koncertów, zwłaszcza muzyki popularnej, wideo pełni funkcję służebną wobec dźwięków. Wraz z efektami świetlnymi jest dodatkiem do muzyki. Niektórzy postrzegają te bonusy jako efekciarstwo, inni nie zauważają ich wcale – jakby ich obecność była czymś zbyt banalnym lub zbyt oczywistym. Są jednak ludzie, dla których tworzenie wideo to więcej niż rzemiosło. Każda z tych osób może mieć zupełnie inne podejście do wizualizacji koncertów (lub imprez klubowych). Niektórzy preferują standardowe, chociaż niepozbawione wartości artystycznej wideokolaże, inni sięgają nawet po eksperymenty na tle naukowym czy psychologicznym.

Jak się świeci do muzyki

Dzisiaj większość VJ-ów korzysta z programów do vjingu na laptopach. Ja lubię pracować manualnie, w dodatku cenie sobie estetykę analogową. Jako bazy używam miksera analogowego z feedbackiem i rożnymi peryferiami w zależności od tego jaki efekt chcę uzyskać. Taki sprzęt jest bez problemu do kupienia na rynku wtórnym – opowiada Darek Pietraszewski, VJ związany z wytwórnią Pointless Geometry. Jedną z metod, jakimi się posługuje, jest wideokolaż. Do jego zrobienia używa materiałów znalezionych na kasetach VHS i w Internecie, wplatając je między efekty generowane za pomocą miksera. Buduję z nich pewną koncepcję, historię. Staram się, żeby obrazy były dopełnieniem muzyki, a nie jej ilustracją.

Część pracy (np. zdobywanie nagrań) trzeba wykonać przed występem. Zadanie VJ-a zwykle nie polega jednak na odtworzeniu gotowego materiału. Dostosowanie tempa nagrań czy wprowadzenie przejść, efektów to część, którą wykonuje się na żywo. Potocznie mówi się, że VJ jest kolejnym muzykiem w zespole – dostosowuje się do reszty zupełnie tak, jakby grał na kolejnym instrumencie. W przypadku partnerskich projektów, gdzie muzycy traktują kolegę od wideo na równych prawach, zdarza się, że dopasowują się muzycznie do obrazu, podobnie jak obraz próbuje się dopasować do nich. – Często posługuję się skrótem myślowym i zamiast „świecę”, mówię: „gram”. Wyobraźcie sobie, że to nie jest wideo, tylko kolejny instrument, na którym można improwizować.

Piotr Wyrzykowski, VJ klubowy, rozróżnia trzy podstawowe sposoby tworzenia wideo-obrazu. Pierwszą z nich jest wspomniany wyżej kolaż. Drugi sprowadza się do używania programów generujących obraz wideo na żywo. Trzecia metoda to, jak mówi, „dokamerowe” działania z wcześniej przygotowanymi rekwizytami, światłem, farbami itd. Takie analogowe „animacje”, teatrzyk światła, cieni i rąk. Zwykle wystarczy do tego jedna osoba, ale można także działać w duecie. Pole do popisu jest rozległe.

Nasi twórcy nie wykluczają także możliwości wprowadzania do wideo elementów fabuły, chociaż zależy to od rodzaju muzyki, do której przygotowywany jest obraz. Wszystko zależy od tego, co chcą swoim wystąpieniem opowiedzieć artyści. Jeżeli w piosenkach jest założona pewna narracja i rozwija się ona w następujących po sobie utworach, to towarzyszący temu obraz spokojnie może tę historię komentować, podkreślać, uwypuklać jakieś wybrane znaczenia lub kierować w inne zaskakujące znaczenia – twierdzi Piotr Wyrzykowski.

Granie całym pomieszczeniem

Może się to wydawać zaskakujące, ale na odbiór muzyki wpływ ma nie tylko towarzyszący mu obraz czy oprawa świetlna, ale również wnętrze, w którym grany jest koncert. Zarówno jego akustyka, jak i walory architektoniczne mogą zostać odpowiednio wykorzystane przez twórcę dla uzyskania pożądanego efektu. Jak dalej opowiada Wyrzykowski: – Tworzyłem wizualizacje głównie w klubach, gdzie często miałem okazję projektować i proponować takie rozmieszczenie ekranów i monitorów, żeby miały one jak największe oddziaływanie. Interesowało mnie nadanie wideo-obrazowi architektonicznej skali, żeby zaistniał on jako element wnętrza, dyktując nastrój imprezy.

Jednym z miejsc, w których szczególną uwagę przykłada się do estetyki koncertu, jest gdańska Kolonia Artystów. Cała przestrzeń zostaje celowo skomponowana w subtelny sposób. Muzyce nie musi wcale towarzyszyć wideo. Czasem za pomocą rzutnika wyświetlany jest stały obraz, do którego zostają dołożone takie elementy jak rośliny w doniczkach. Innym razem wprost przed widzami zostaje postawiona żarówka, przez którą pierwsze rzędy publiczności mogą oglądać obrazy wyświetlane za grającymi artystami. Daje to ciekawe wrażenia optyczne.

Więcej niż muzyka, więcej niż wideo

Opisywane powyżej formy artystyczne powstają przede wszystkim na potrzeby koncertów. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy wizualizacja ma być z założenia równie istotna, co dźwięk. –Współpracuję z koncertami w pewnym sensie specyficznymi. Widz, który przychodzi na takie wydarzenie, jest przygotowany do innego odbioru – mówi Filip Ignatowicz, który obecnie jest studentem Gdyńskiej Szkoły Filmowej oraz robi doktorat w dziedzinie malarstwa na gdańskiej ASP. Zawsze staramy się to nazywać wydarzeniami audiowizualnymi, żeby było wiadomo, że chodzi o całokształt. Nasi widzowie są otwarci na różne bodźce. Nie przychodzą zobaczyć gwiazd na scenie, śpiewać refrenów i tańczyć pogo. Przychodzą po to, żeby przeżyć coś emocjonalnego.

Dodaje, że podczas tworzenia obrazu pod muzykę kieruje się jedną podstawową zasadą: nie ilustrować. Powtarzanie w warstwie wizualnej tego, co w pewien sposób już zostało zawarte w muzyce, uważa za bezsensowne, żeby nie powiedzieć – łopatologiczne. Gdy tworzy, stara się zejść głębiej i poszerzyć utwór o nowe skojarzenia czy konteksty, wprowadzić do koncertu kolejny wymiar. Jasne jest, że wideo nie może być zupełnie oderwane od dźwięków. Jednak wspólną płaszczyznę, czy inaczej mówiąc – punkty styczne dźwięku i obrazu, próbuje odnaleźć w warstwie rytmu czy kompozycji.

Ignatowicz zajmował się między innymi wizualizacją występu Pawła Mykietyna podczas festiwalu NeoArte – Spektrum Muzyki Nowej w 2015 roku. Składał się on z kilku utworów, a ilustracja do każdego z nich opierała się na innym pomyśle. Jednym z nich było zarejestrowanie ruchu aturi rośliny, która porusza się pod wpływem muzyki. – Można powiedzieć, że reaguje ona na bodziec fizyczno-estetyczny. Fizyczny, bo dźwięki są falą, a estetyczny, bo dla nas to jest muzyka. Aturi to niezwykle rzadki botaniczny okaz, ale udało się nam dotrzeć do osoby z południa Polski, która puściła Mykietyna swojej własnej roślince i dla nas to nagrała, specjalnie na ten koncert.

Inny utwór został zilustrowany nagraniem pewnego eksperymentu. Gdy na metalową płytkę wrzuci się piasek czy kaszę, pod wpływem dźwięków o danej częstotliwości ziarenka układają się w określone kształty. – Przez większość czasu operowaliśmy dużo mocniejszymi dźwiękami niż muzyka Mykietyna, żeby uzyskać pełne figury, ale momentami to sam jego utwór rysował kształty. Wygenerował ułożenie się piasku w ten a nie inny sposób, ten a nie inny wzór. Poczułem się, jakbym się zetknął twarzą w twarz z kosmosem. Chcieliśmy pokazać to doświadczenie widzowi, żeby mógł wraz z nami poznać tajemnicę tej magicznej struktury.

To, co przygotowano na finał koncertu, wykraczało poza granicę wideowizualizacji, obejmując częściowo obszar działań performatywnych. Autorzy zatrudnili młodą aktorkę, która przed rozpoczęciem ostatniego utworu miała wyjść na scenę, usiąść między muzykami i z zamkniętymi oczami słuchać koncertu na oczach wszystkich. – Chcieliśmy dać widzowi voyeurystyczną wręcz przyjemność podglądania, jak ktoś inny reaguje na dany utwór. Aktorka była nagrywana na żywo i można było przyglądać się jej twarzy pokazanej w dużym przybliżeniu na ekranie, na którym wcześniej były wyświetlane wizualizacje. Założeniem ostatniego elementu widowiska było przekroczenie sytuacji koncertu. Oprócz tego, że odbiorcy słuchali muzyki na żywo, mogli również symultanicznie obserwować reakcje osoby, która słuchała tego samego utworu.

Historia głosi, że po koncercie Mykietyna ktoś składał mu gratulacje: – Piękny pomysł z tym wideo. Muzyk miał odpowiedzieć: – No piękny, piękny, szkoda, że nie mój. Doświadczenie audiowizualne jest bowiem nie tylko dotknięciem pogranicza dwóch sztuk, ale także przeżyciem emocji zbudowanych na ich syntezie. Być może jest to więc doznanie w jakiś sposób pełniejsze.

Obrazek wyróżniający: Chemical Algorave by Antonio Roberts (CC BY-SA 2.0).

 


Dodaj komentarz