STUDIUM PRZYPADKU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO BUTA

15 czerwca 2019 roku. Muzeum Historii Żydów Polskich. Na wystawie cegła. Gdybym zobaczyła ją na ulicy, na pewno bym przy niej nie przystanęła. Czerwona, zniszczona, krusząca się… Nie zastanowiłabym się nad jej historią. Zapewne nie pomyślałabym, że pochodzi z getta warszawskiego.

 

Można zastanawiać się, dlaczego trafiła do muzeum: bez żadnej konkretnej historii, bez nawet delikatnie rozbudowanego opisu. Muzea kojarzą się z przedmiotami ważnymi historycznie, jak choćby insygnia królewskie, czy reprezentatywnymi dla danego czasu lub społeczności, tak jak stroje ludowe. Oczekujemy, aby przedmiot miał rodowód, chcemy poznać rolę, jaką odegrał, dowiedzieć się, na czym polega jego unikatowość. Gdy widzimy cegłę tak podobną do tych, z których buduje się dzisiejsze budynki, pojawiają się mieszane uczucia.

        

Zawsze kiedy patrzę na tego typu eksponaty, słyszę w głowie wiersz Zbigniewa Herberta pt. Guziki:

 

PAMIĘCI KAPITANA EDWARDA HERBERTA

Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie

są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychwstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi

przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą katyński las

tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów

 

W prozaicznych przedmiotach zamknięte są historie zwykłych ludzi. To one są świadkami ich losów, często zapomnianych. Dowodem na istnienie czasu przeszłego. Oglądanie takich przedmiotów niesamowicie rozbudza wyobraźnię, wywołuje emocje i skłania do refleksji.

 

Nie ma reguły; te przedmioty nie zawsze wzruszają. Spotykamy je nie tylko w muzeach – równie często w miejscach odwiedzanych przez nas codziennie.  Potrafią mówić tylko wtedy, gdy zdecydujemy się słuchać. Dlatego chciałabym podzielić się refleksją na temat pewnego buta.

 

Jedziemy samochodem. Zawrotne tempo. Światełka migające za oknem. I nagle stop. Korek. Z nudy rozglądam się wokoło. Nie przeszkadza mi to, że przejeżdżałam tą drogą już wielokrotnie. Monotonia krajobrazu. Wszystko znajome, może raz na jakiś czas zmienia się reklama lub zostaje ustawiony fotoradar.

 

Nagle jedna z podróżnych zwraca uwagę na interesujący szczegół. To but na drodze. Zwracamy swój wzrok w stronę niepasującego do tej scenerii artefaktu. Zaczynamy zastanawiać się, w jaki sposób na środkowym pasie trzypasmowej drogi znalazł się pojedynczy brązowy trzewik.

 

Jedna z pasażerek zna już rozwiązanie: – To na pewno rozeźlony kierowca podczas jednej z drogowych sprzeczek, w ferworze emocji, próbował wycelować w innego równie zdenerwowanego człowieka właśnie butem. Po zakończonej potyczce zabrakło czasu, aby trzewika odzyskać, a może kierowca w szale emocji po prostu zapomniał o czymś tak błahym  – dywaguje.

 

– To niemożliwe – zaprzecza kierowca pojazdu i udziela nam odpowiedzi. – To rozleniwiony pasażer wyciągnął nogi przez okno. Być może był w trakcie długiej podróży, a wiatr tak przyjemnie wpływał do wnętrza samochodu. Buty uciskały stopy, więc delikatnie rozluźnił wiązania. Zbyt mocno. But zsunął się.

 

– A co, jeżeli właściciel buta właśnie wchodził do autobusu, a drzwi zatrzasnęły się na jego stopie! – zastanawia się ostatnia pasażerka. – Wysiadający gwałtownie szarpnął nogą. Udało się ją wyciągnąć, but pozostał na zewnątrz.

 

Jeden zwykły element garderoby, a tak wiele możliwych znaczeń… Ostateczne rozstrzygnięcie co do przyczyny obecności buta na drodze może okazać się niemożliwe, jednak już sama debata, która odbyła się w naszym pojeździe, ma znaczenie. Tak również może się rodzić historia…

 

Weronika Siemińska


Dodaj komentarz