Spełnienie! Ale może jutro…

Po co robić coś dziś, skoro można zrobić to jutro – przyznaj, nieraz rzuciłeś tym hasłem, patrząc na stos niewypełnionych dokumentów czy notatek do egzaminu na studiach. Jeżeli rzeczywiście zabierasz się do pracy nazajutrz – nie ma problemu. Gorzej, gdy „jutro” przesuwa się w nieskończoność.

Trudno zaprzeczyć, że każdy ma swoje lepsze i gorsze dni. Czasami chcemy zmieniać świat i ludzi, przepełnia nas pozytywna energia. Innym razem wszystko nas męczy i najchętniej schowalibyśmy się pod kocem z dużym kubkiem gorącej czekolady. Kiedy jednak każdy kolejny dzień jest „zły”, aby pracować, robić cokolwiek produktywnego – pojawia się problem, nazwany przez psychologów prokrastynacją.

O prokrastynacji słów kilka
Prokrastynacja to tendencja do ciągłego odkładania różnych czynności na później. Dzięki odwlekaniu wykonania zadań, prokrastynator odczuwa ulgę. Wie, że ma jeszcze mnóstwo czasu i nie musi działać tu i teraz. Zamiast tego angażuje się w przyjemne i nie powodujące stresu działania. Prokrastynator to specjalista w binge-watchingu, scrollowaniu portali społecznościowych, grach online. Słowem – we wszystkim, co przynosi natychmiastową rozrywkę i pozwala nie myśleć o zadaniach, które czekają na niego już kolejny dzień. Snuje idealną wizję jutra, w której okoliczności są bardziej sprzyjające wysiłkowi, a on zabierze się do pracy. Kiedy kolejne jutro zamienia się w dzisiaj, a prokrastynator zdaje sobie sprawę, że zostało już bardzo mało czasu, wpada w panikę. Z obowiązków nie wywiązuje się wcale albo wykonuje je bez należytej staranności. Po porażce obiecuje sobie, że już nigdy, przenigdy do tego nie dopuści, że nie zostawi niczego na ostatnią chwilę, że rozłoży wszystko w czasie i będzie systematyczny. Ale od jutra. Dzisiaj jeszcze chwila relaksu. Cały ten proces odkładania i mierzenia się z terminami kosztował go przecież tyle energii.

Dzisiaj
Ktoś właśnie wydał kolejną książkę, ktoś osiąga sukcesy w branży medialnej, ktoś inny odbiera nagrodę filmową, ktoś znalazł świetnie płatną pracę w dużej firmie informatycznej. Wydaje ci się, że wszyscy, którzy osiągnęli coś ważnego w życiu, mieli po prostu farta. Byli w odpowiednim miejscu, czasie lub spotkali właściwe osoby. Tak łatwo im to wszystko przychodzi. Nie to co tobie, prawda? Trudno ci się zabrać do działania. Nie interesuje cię żmudna i czasochłonna praca. Oczekujesz natychmiastowych efektów. Jako osoba z zewnątrz, nie dostrzegasz tego, że ci, którym się udaje, pracują na swój sukces. Widzisz tylko rezultat ich działania. Sukces. Potrzebujesz nieustannej gratyfikacji, pochwały i zachwytu. Nie dla ciebie wysiłek i jakieś próby czy popełnianie błędów. Najlepiej, jakby wszystko spadło z nieba.

Czasami jednak uświadamiasz sobie, jak ucieka ci czas i jak po raz kolejny nie jesteś w stanie powiedzieć, co zrobiłeś danego dnia. Tak właściwie to nic. Gdzieś tam, po cichutku, nieśmiało zaczyna odzywać się głos rozsądku… może nie tędy droga? Może faktycznie by się za coś zabrać? Może Wielcy poświęcali się czemuś i nie wszystko udawało się od razu? Uparcie jednak uciekasz od swoich racjonalnych myśli w każdy możliwy sposób, znajdując sobie coraz to nowsze ,,pocieszacze”, ,,odganiacze” realnego podejmowania działań. Zawsze znajdziesz milion usprawiedliwień. Kiedy przychodzi wieczór, czytasz o osiągnięciach innych ludzi i nieustannie katujesz się porównaniami. Wzdychasz z zazdrości, bo komuś innemu spełniają się TWOJE marzenia. Kładziesz się do łóżka, przeklinając cały świat, który niczego ci nie ułatwia, a w zamian robi pod górkę. Zasypiasz zrezygnowany z cichutką nadzieją na lepsze jutro. Tak, jutro się o to postaram.

Jutro
Nagle jest tyle możliwości. Robisz krótkie rozeznanie. Co z twoim blogiem? Minął już rok odkąd, gdzieś w odmętach sieci, kurzy się twój pierwszy post. Może zapisać się na jakiś kurs językowy? Od miesięcy obiecujesz sobie, że nauczysz się chińskiego. A te wszystkie książki o fotografii? Wypadałoby się w końcu dowiedzieć, jak ustawia się przysłonę. A co z tym maratonem? To już chyba za pół roku…

Dajesz sobie chwilę na zastanowienie. Chwila zapału przynosi gorące myśli: mam przecież tyle zainteresowań, projektów do realizacji, czas w końcu oprzytomnieć i zabrać się do roboty. Kupujesz nowy kalendarz i nakreślasz na kartkach nową, perfekcyjną wizję siebie. Będziesz idealny. Będziesz wstawał skoro świt, uprawiał sporty, czytał dwie książki tygodniowo, uczył się języków trzy godziny dziennie, utrzymywał porządek wokół siebie. Nie zapomnisz też o dziesięciu minutach medytacji dla równowagi wewnętrznej, dbaniu o relacje z innymi, angażowaniu się w projekty społeczne. Będziesz nadrabiał klasyki filmowe i analizował konstrukcję scenariusza, aby któregoś wieczoru móc zabłysnąć w towarzystwie. Jeśli pracujesz, konieczne będą nadgodziny. Niech wszyscy wiedzą, jaki jesteś skrupulatny i jak bardzo się przykładasz. Koniecznie ten blog. Idealne miejsce na to, żeby opisywać jak wspaniale dajesz sobie radę i jaki mimo zapracowania jesteś szczęśliwy. No, to teraz do roboty!

Tylko, że… za co najpierw się zabrać? Tak teraz, już? Czy to odpowiedni moment? Mam dziś zrobić tyle rzeczy? Ja chyba nie dam z tym wszystkim rady. Taka brzydka dziś pogoda. Właściwie to źle się czuję. Dobra. Odcinek serialu na lepszy start i zaczynamy. Odcinek pierwszy, drugi, trzeci, czwarty… chwila. Już się zabieram, jeszcze tylko herbata, coś przekąszę i już, już, zaraz. A co słychać na Facebooku? Może sprawdzę, tylko zerknę. A Instagram? Twitter? Przecież tylko rzucam okiem. Godzina, dwie, trzy. Tyle dziś pracy, a ja jeszcze nic nie tknąłem. Może już nie będę tego dzisiaj robił. Już późno, jak nie zacznę od rana, to potem już nie ma co. Dziś jeszcze sobie o tym wszystkim pomyślę i zaplanuję jak to jutro ma dokładnie wyglądać. Od jutra już zero wolnego czasu! Praca, praca i jeszcze raz praca.

Lenistwo
Jaka znowu prokrastynacja? Przecież to zwykłe lenistwo! Niekoniecznie. Prokrastynacja dotyka często osób ambitnych, które mają potrzebę realizowania się w różnych dziedzinach, osiągania sukcesów i spełniania swoich marzeń. Lenistwo to czerpanie przyjemności z nicnierobienia. Prokrastynatorzy rzadko ją odczuwają, bo nawet jeśli oddają się niezobowiązującym zajęciom, cały czas towarzyszą im wyrzuty sumienia, poczucie marnowania czasu. Wciąż pocieszają się wizualizacjami przyszłego zmotywowania się do wyznaczonego zadania. Obsesyjnie boją się porażki, a przecież każde podjęte działanie niesie ze sobą przecież ryzyko popełniania błędów. Prokrastynatorzy to osoby z niską samooceną, które nie mogą pozwolić sobie więc na jeszcze gorsze samopoczucie – bo co się stanie, jeśli to, czym się zajmują, okaże się katastrofą? W rezultacie są więźniami błędnego koła – działanie to ryzyko, ryzyko powoduje strach i zniechęcenie, stres i lęk powodują ucieczkę od własnych myśli lub ich zagłuszanie czyli prokrastynację.

Brak działania na dłuższą metę również się nie sprawdza. Jeśli nic nie robię, to kim tak właściwie jestem? Bywa, że prokrastynatorów ratują deadline’y. Czasem uda im się zmotywować i dzień przed terminem dostarczyć obiecany raport, napisać ten nieszczęsny licencjat, nauczyć się na poprawę czy pomóc koleżance w szkolnym projekcie. Jednak w zarządzaniu wolnym czasem deadliny nie obowiązują, czas wydaje się wówczas nieskończonym, przysługującym im już na zawsze wymiarem. Są przecież wiecznie młodzi. Marzenia? Pasje? Chętnie, ale jak najmniejszym kosztem. Jak najmniej wysiłku i stresu. Przecież nawet najdrobniejsze niepowodzenie jest dla prokrastynatora zabójcze. Mijają dni, tygodnie, miesiące, a w końcu lata. Prokrastynator stoi w miejscu.


Dodaj komentarz