Jak się chce to się da

Podróże są niezwykłe. Dzięki nim możemy zdobywać nowe doświadczenia, poznawać, odkrywać, a przede wszystkim uczyć się – świata, ludzi i ich kultur. Perspektywa zagranicznego wyjazdu na pewno brzmi fascynująco. Jednak razem z wyobrażeniem siebie w nowym miejscu, w głowie zaczynają kłębić się wątpliwości.

Nie mam na to pieniędzy, moje umiejętności językowe nie są na najwyższym poziomie, obcokrajowcy mnie nie zaakceptują – różnego rodzaju komentarze, które zamiast motywować do poszerzania horyzontów, zachęcają do spędzenia kolejnego wieczoru przed telewizorem.

A co się stanie, kiedy puścimy wewnętrzne hamulce i pozwolimy sobie na trochę międzykulturowego szaleństwa? Magda Mazurek – młoda podróżniczka, będąca uczennicą jednego z warszawskich liceów, potrafi odpowiedzieć na to pytanie.

Ile krajów udało Ci się zwiedzić do tej pory?
Od dziesięciu do piętnastu, trudno mi teraz podać dokładną liczbę. Niestety, jeszcze żaden z nich nie znajdował się poza Europą.

To imponujące zważając na twoje tegoroczne osiemnaście lat. W jaki sposób udało ci się tyle poznać i zobaczyć?
Zaczęłam od podróżowania z rodzicami. Potem były wycieczki szkolne, wymiany międzynarodowe… A od zeszłego roku na własną rękę razem z zagranicznym wolontariatem środowiskowym.

Brzmi odważnie. Jak dowiedziałaś się o tej formie podróżowania?
Od dłuższego czasu szukałam kursu językowego. Zależało mi żeby był związany z Niemcami – krajem, którego języka chciałam się nauczyć. Mój tata przypomniał sobie, że za czasów jego młodości taka forma wolontariatu była dosyć popularna. Zalecił mi bym poszukała czegoś podobnego w Internecie. I znalazłam.

Mogłabyś przedstawić swoją drogę sprzed ekranu komputera do niemieckiego miasteczka?
Założyłam konto na portalu pośredniczącym w tego typu wyjazdach. Okazało się, że udział w wolontariacie może wziąć każda osoba od szesnastego roku życia. Podałam więc odpowiadający mi termin, wyznaczyłam pracę jaką mogłabym wykonywać, ilość i poziom znajomości języków, w których umiałam się porozumiewać oraz kilka podstawowych informacji o sobie. Strona sama zasugerowała dostępne dla mnie oferty. Uiściłam opłatę rekrutacyjną i czekałam na odpowiedź. Decydująca była kolejność zgłoszeń.

Dowiedziałam się, że aby wyjechać nie trzeba było mieć zaawansowanych umiejętności językowych, a wyjazd i pobyt był darmowy. Jedynie koszty dojazdu i powrotu uczestnik musiał pokryć we własnym zakresie.

Jaka była reakcja rodziców na wieść, że córka wyjeżdża w nieznane na dwa tygodnie?
Zgodzili się na wyjazd, ale bali się bardziej ode mnie. Musiałam sama dotrzeć na miejsce zbiórki, polecieć samolotem. Kiedy byłam już na miejscu okazało się, że miałam od nich dwadzieścia nieodebranych połączeń.

Opisz jeden z dni spędzonych w Marburgu.
Zaczynaliśmy śniadaniem. Następnie cztery godziny pracy. Zajmowaliśmy się renowacją pewnego domku w lesie. Budowaliśmy drewniane schody, zbieraliśmy bale. Do naszych obowiązków należało też sprzątanie. Potem była przerwa, a po niej obiad. Codziennie zmieniały się osoby pełniące dyżur w kuchni. Gotowaliśmy sobie sami. Dzięki temu mogliśmy poznać tradycje kulinarne innych państw, ponieważ każdy przygotowywał potrawę charakterystyczną dla jego kraju. Kiedy nadeszła kolej na polski posiłek jedliśmy żurek i pierogi. Po poobiedniej przerwie czekały nas dwie godziny kursu niemieckiego. W tym czasie uczyliśmy się gramatyki, słownictwa, pisaliśmy nawet dyktando. Rozmawialiśmy dużo o kulturze Niemiec oraz prowadziliśmy różne dyskusje np. na tematy związane z imigrantami, środowiskiem LGBT, także polityką.

Czas wolny spędzaliśmy na integracji. Największym zainteresowaniem cieszyły się gry planszowe, ale graliśmy też w piłkę nożną czy siatkową. Urządziliśmy dyskotekę oraz karaoke – każda osoba proponowała dwie piosenki w swoim ojczystym języku.

Celem wyjazdu była nauka niemieckiego. Musieliśmy porozumiewać się tylko w tym języku. Na początku trochę trudno było się przestawić, ale już po paru dniach rozmawialiśmy bardziej naturalnie.

Przedstawiciele której z narodowości najbardziej zapadli ci w pamięci?
Grupa w której się znalazłam liczyła około dwadzieścia pięć osób, w tym tylko dwie były z Polski. Stanowiliśmy mieszankę państw europejskich, chociaż byli też z nami chłopak z Meksyku i Koreanka. I to chyba zachowanie tej dziewczyny najbardziej różniło się od europejskich standardów. Kiedy wszyscy w naszym dwunastoosobowym pokoju spali do śniadania, ona wstawała wcześniej, żeby zrobić koreański makijaż. W trakcie poobiedniej przerwy zamiast integrować się z innymi, siadała samotnie i uczyła się niemieckiego. Była bardzo sympatyczna, a raz zrobiła mi nawet koreański masaż. Europejczycy są po prostu bardziej żywiołowi.

Włosi byli bardzo optymistyczni i kontaktowi, po pięciominutowej rozmowie z Włoszką, czułam jakbyśmy znały się od dłuższego czasu. A kiedy chłopak z Hiszpanii miał poobiednią sjestę, cały pokój udawał się na drzemkę. Jednak dzięki globalizacji, kiedy przebywaliśmy w jednym środowisku różnice między naszymi kulturami nie były aż odczuwalne.

A co powiesz o stereotypach?
Nikt nie miał do nikogo uprzedzeń. Uczestnicy dbali, aby spędzać czas w przyjaznej atmosferze. Jednak pamiętam, że kiedy jedliśmy pizzę, Włosi przyzwyczajeni do swoich tradycji, nie kryli lekkiego oburzenia widząc coś będącego pizzą inną niż ta, do której byli przyzwyczajeni. Nie chcieli jej jeść.

Inni wolontariusze kojarzyli kraj, z którego pochodzisz?
Byłam zaskoczona faktem, że ludzie wiedzieli gdzie Polska znajduje się na mapie. Wielu z nich nawet tam było. Całkiem sporo wiedzieli o Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Kilka osób uczestniczyło w obchodach Światowych Dni Młodzieży. Okazało się też, że kolega z Czech mieszka blisko granicy z Polską i jeździ do nas co jakiś czas na zakupy.

Jak mogłabyś podsumować tę przygodę?
Nie wykonujesz zadań, których nie lubisz. Pracujesz dla kogoś, kto potrzebuje twojej pracy. Poznajesz osoby z innych państw – to jest bezcenne doświadczenie. Dodatkowo uczysz się otwierać na innych ludzi. Takie wyjazdy znacznie poszerzają horyzonty. To ciekawa opcja dla osób bez budżetu, które chcą się czegoś nauczyć. W zeszłym roku odwiedziłam niemieckie miasteczko, a w tym planuję wyjechać do Estonii na dwa tygodnie.

Mam nadzieję, że Estonia okaże się równie przyjaznym miejscem. Powodzenia!


Dodaj komentarz