Rozprawa z upokorzeniem

Upokorzenie jest integralną częścią naszego życia, a przy okazji dobrze sprzedającym się produktem. Oglądanie na ekranach telewizorów upokorzonych ludzi, szczególnie gdy ma to miejsce w programach rozrywkowych, pozwala odczuć Schadenfreude. Siedząc bezpiecznie w domu, widz może odetchnąć z ulgą, że tym razem nie padło na niego – nie stał się obiektem upokorzenia.

Dzisiejszy człowiek ma świadomość, ile znaczy jego wizerunek i z oddaniem pielęgnuje tenże w przestrzeni wirtualnej oraz poza nią. Nie jest to zadania łatwe, choćby z tego powodu, że nie tylko my sami udostępniamy informacje o szczegółach naszego życia, wyznawanych wartościach, poglądach, gustach, zainteresowaniach et cetera. Nasz staranny image poddawany jest coraz wnikliwszej ocenie i presji ze strony otoczenia. W takich warunkach strach przed upokorzeniem przybiera formę irracjonalnego lęku, który kontroluje nasze życie. Wstydzimy się pochodzenia, biedy, religijności, braku odpowiedniego wykształcenia, okazywania emocji, fantazji seksualnych, wystąpień publicznych, bycia „nie na czasie”, posiadania starego telefonu komórkowego, małej liczby wirtualnych znajomych, czy lajków na fejsbuku itd. Wszystko może stać się potencjalnym powodem upokorzenia.

Kryje się za nim uczucie wstydu, poniżenia, urażonych ambicji i gniewu. Boimy się wszelkiego rodzaju sytuacji, w których możemy się nie sprawdzić i zostać wykluczonymi z powodu odstawania od pewnych standardów. Dodatkowo obawy przed tym „co ludzie powiedzą” paraliżują nasze twórcze działanie. Odgrywając w myślach scenariusze upokorzenia, reagujemy biernością i sabotujemy wszelkie własne inicjatywy, aby nie wykroczyć poza utarte schematy. Psycholog i trener biznesu Katarzyna Matuszczak opowiada: W swojej pracy szkoleniowej obserwuję ludzi, którzy na wyrost obawiają się kompromitacji. Wynika to z faktu, że w okresie dojrzewania, gdy kształtuje się nasza postawa, formuje się również w sposobie myślenia postać zwana krytykiem wewnętrznym (lub też wewnętrznym cenzorem, gremlinem). Symptomem tego wewnętrznego dialogu jest katastrofizowanie – że mi nie wyjdzie, że popełnię błąd, że źle mnie ocenią.

Następstwem upokorzenia i lęku przed nim jest nie tylko bierność i ucieczka od problemu, ale również reagowanie agresją. Widać to tak w skali mikro-, jak i makro-, na poziomie indywidualnym i zbiorowym. Historia zna wiele takich przypadków. Na przykład trwający przez wieki wyzysk kolonialny i związana z nim nieodpowiedzialna eksploatacja państw trzeciego świata doprowadziły do otwartego konfliktu cywilizacyjnego, którego rezultatem są obecnie zagrażające Zachodowi akty terroryzmu, a także wojny w wielu regionach świata. Ludzie bądź to uciekają przed wojną i biedą do spokojniejszych miejsc, stając się uchodźcami, bądź zostają na rodzimej ziemi i bronią się przed upokarzającym ich najeźdźcą.

Odpowiedzią na upokorzenie, zdolną postawić tamę dla agresji przynajmniej w konfliktach indywidualnych (trudniej o to w stosunkach zbiorowych) może być pokora. Myślę, że pokora jest jednym z elementów wpisujących się bardzo mocno w postawę asertywną. Kulturowo tłumaczy się ją jako postawę związaną z akceptacją pewnych swoich niedoskonałości, na przykład niewiedzy czy popełniania błędów. Bycie pokornym pozwala również zwiększyć swoją wyrozumiałość względem innych. W kulturze Zachodu ugruntowało się jednak przekonanie, że jeżeli przyznam się do swoich braków, to automatycznie wystawię się na upokorzenie. Najtrudniej jest więc samemu sobie dać prawo do bycia pokornym. Odejście od perfekcjonizmu dla wielu jest wyzwaniem, ale gdy damy sobie trochę więcej marginesu na popełnianie błędów, będzie nam zdecydowanie łatwiej funkcjonować– tłumaczy Katarzyna Matuszczak.

Wbrew obiegowym opiniom, upokorzenie może być jednak wartościowym doświadczeniem, pozwalającym na uzyskanie wglądu w nasze najgłębiej skrywane troski. Lekcją na przyszłość i okazją do zmiany samego siebie. Upokorzenie, doznawanie porażek czy popełnianie błędów to typowo ludzkie doświadczenia, których brak po prostu nas odczłowiecza. Poważne przeżywanie i pracę nad własnymi ułomnościami (oraz ich akceptacją) zastępujemy infantylną ucieczką w substytuty szczęścia, takie jak zadaniowość czy konsumpcja. Skrajnym przykładem tej ostatniej może być zresztą alkoholizm. Według Ericha Fromma osoba, która definiuje siebie poprzez stan posiadania, a nie istnienie, i reaguje w myśl zasady „jestem tym, co mam”, nie może dać sobie prawa do słabości, bowiem boi się, że coś straci. Traktując siebie w sposób przedmiotowy, człowiek nie tylko przywiązuje się do swojego wizerunku, ale także – jak pisał Fromm – posiada swoje ciało, pamięć, dobra materialne, swoje opinie i inwestycje emocjonalne. W każdym momencie, w którym traci poczucie własnej aktywności, staje w obliczu zagrożenia, że nie tylko nic nie będzie miał, ale sam też będzie nikim.

Takie podejście naraża więc człowieka na ciągłe doznawanie upokorzenia, gdyż nigdy nie będzie miał wystarczająco wiele, by czuć się bezpiecznie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto podkopie jego poczucie własnej wartości tym, że ma więcej pieniędzy, znajomych, przedmiotów materialnych, umiejętności, wiedzy, czy talentów. Tylko od nas zależy, czy damy się zdegradować do roli rzeczy, doświadczając życia w bardzo małym stopniu, czy też wpiszemy akt upokorzenia w nasze ludzkie doświadczenie, na którym każdy może zbudować swoją siłę, zamiast być pod jego kontrolą.