„Jak w Porach roku Vivaldiego…

…zmienia się światło w twoich oczach” – chciałoby się zaśpiewać za Ryszardem Rynkowskim, który wykonywał ten utwór, kojarzony głównie z serialem Klan.

No właśnie, co tak naprawdę znaczą dla nas pory, według których dzielimy rok na wiosnę, lato, jesień i zimę? Zamieszkujemy „uprzywilejowaną” szerokość geograficzną, w której panuje klimat umiarkowany (w ciągu roku występują u nas wszystkie cztery pory), podczas gdy inni mieszkańcy naszego globu mogą cieszyć się tylko porą suchą i deszczową. Każda ćwierć roku niesie ze sobą pewne ukryte znaczenia i skojarzenia – jedne mniej, drugie bardziej oczywiste.

„Wiosna, ach to ty!”
Słowa te zwykł śpiewać Marek Grechuta. Bez czego nie wyobrażam sobie wiosny? Przede wszystkim bez zieleni. Zieleń i inne kolory w krajobrazie zwiastują, że nadchodzi właśnie ta pora roku. Na tatrzańskich polanach kwitną krokusy, ludzie wychodzą na zewnątrz, robi się cieplej. Przyroda budzi się do życia, a ławki na Plantach w Krakowie powoli zapełniają się spacerowiczami (określenie bez żadnych zabarwień politycznych). Ożywa studenckie życie, bo w końcu wiosna to też okres, w którym zaczynają się juwenalia. Zrzucamy płaszcze i chowamy grube swetry do szafy, wybierając lżejszy ubiór. A co z zapachem? Jak pachnie wiosna? Dla mnie zdecydowanie bzem, który uważam za symbol tej pory roku. Kwitnie wszystko – włącznie z miłością, bo to właśnie wiosną statystycznie częściej się zakochujemy. Dowodzą temu badania przeprowadzone przez portal mydwoje.pl na grupie 1000 ankietowanych. Aż 63 proc. z nich potwierdziło, że najczęściej zakochiwali się właśnie na wiosnę. Lato otrzymało już 33 proc., a zima zaledwie 4 proc. wskazań.

„Lato, lato wszędzie!”
To chyba ulubiona pora roku większości populacji, a już na pewno studentów. Pod koniec czerwca i na początku lipca następuje finisz sesji, a po nim można rozpocząć błogi i beztroski relaks (o ile zdaliśmy wszystkie egzaminy w pierwszym terminie). I tak do końca września. Sposobów na spędzenie tej pory roku jest chyba nieskończenie wiele – morze, góry, jezioro, zagraniczne wycieczki. Świetnie, bo pogoda sprzyja! Ostatnie lata pokazują, że tropiki potrafią zajrzeć także w nasze strony, a temperatura może osiągnąć nawet 35 stopni. Wymieniłam już chyba wszystko, ale z czym najbardziej kojarzy mi się lato? Chyba po prostu z wakacjami i ze spotkaniami z przyjaciółmi. W podstawówce wychodziło się na podwórko, w moim przypadku często nad rzekę. W liceum na ogniska w gorące wieczory, a jako studentka uwielbiam przesiadywać pod jakże wymownym neonem „Lato” na leżaku przy Wiśle w Forum Przestrzenie. Lato, Kraków i Forum to chyba idealne połączenie dla mieszczuchów zostających w mieście. Oczywiście, ta pora roku nie obyłaby się bez muzycznych festiwali. One także idealnie wpisują się w letni krajobraz, a patrząc na bogatą ofertę, jaką proponują nam organizatorzy takich wydarzeń w całej Polsce, naprawdę jest w czym wybierać.

„Mimozami jesień się zaczyna”…
…jak śpiewał Czesław Niemen. Nostalgia – to pierwsza rzecz, która skojarzyła mi się z jesienią. Nie będę tutaj koloryzować ani zaklinać rzeczywistości, jak w reklamach tabletek na przeziębienie, gdzie wszyscy biegają wesoło po kałużach. Zawsze w te szare, deszczowe dni dopada mnie szczególne uczucie chandry, kiedy ciepły koc wręcz woła i zaprasza w swoje objęcia. Aczkolwiek, kiedy jesień staje się tą prawdziwą złotą jesienią, reguła pozostania pod kocykiem nie obowiązuje i wybieram spacer po krakowskich parkach. Takich dni jest jednak względnie mniej niż tych szarych. Tak więc zestaw: kocyk w połączeniu z kubkiem gorącej herbaty/kawy/kakao (niepotrzebne skreślić) i ulubionym serialem wydaje się idealnym rozwiązaniem na przeczekanie (może nawet zahibernowanie się) aż do wiosny. Włączając w to oczywiście zimę.

„Jest taki dzień…
…bardzo ciepły, choć grudniowy…” – czas na zimę. A skoro zima, to śnieg, a z nim w parze idą oczywiście święta Bożego Narodzenia. I to właśnie jest to, czego wyczekuję najbardziej podczas tej pory roku (oprócz ferii po sesji zimowej oczywiście). Ta atmosfera, dekoracje, zapachy. Wszystko składa się na jedną, wyjątkową całość. W dodatku całość, która zdarza się raz w roku, a w innej aurze chyba nie byłaby aż tak wyjątkowa. Pogoda sprzyja (przynajmniej na północy Polski) szczególnie sportom zimowym i ich miłośnikom, więc w ruch idą narty, snowboardy i łyżwy. Nie musimy daleko szukać – góry mamy u siebie, chociaż niektórzy i Alpami nie pogardzą. A tych, którzy nie przepadają za sportami zimowymi, na pewno nie raz ucieszył ulepiony kiedyś w dzieciństwie bałwan, chociaż okazuje się czasem i tak, że bałwanem można się także po prostu urodzić 😉


Dodaj komentarz