Polska prosi o powietrze

Nad polskimi miastami zalega gruba warstwa smogu. Wraz z kolejnymi przekraczanymi normami rośnie temperatura dyskusji toczących się w środowiskach specjalistów i polityków. Mimo to nadal trudno dostrzec szanse na rozwiązanie problemu.

W tym roku smog zdążył się już bardzo mocno dać we znaki – na początku stycznia normy stężenia pyłów w powietrzu były przekroczone w Warszawie o 1000 ppm, a w Otwocku aż o 1900 ppm. Gdy spodziewaliśmy się już unormowania sytuacji, w połowie lutego problem powrócił z nową siłą – normy w Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach, Toruniu i Częstochowie zostały przekroczone ponad siedmiokrotnie.

Co jest nie tak z tym smogiem?

Pojawia się najczęściej w miesiącach zimowych i nakrywa nasze miasta grubą warstwą sadzy, tlenku siarki, tlenków azotu i tlenków węgla niczym grubą kołdrą. W Polsce mamy do czynienia ze smogiem typu londyńskiego, charakterystycznym dla większości obszarów przemysłowych w umiarkowanej strefie klimatycznej. Składa się z gazów i pyłów powstających w procesie spalania węgla w elektrowniach i zakładach przemysłowych, jak również w domowych systemach grzewczych. Powstawaniu smogu sprzyja przede wszystkim bezwietrzna pogoda oraz występujące naturalnie zamglenie – cząsteczki zanieczyszczeń osiadają na drobnych kropelkach wody zawieszonych w powietrzu. Dopiero wystąpienie opadów lub silnego wiatru może oczyścić powietrze, ale tylko na jakiś czas.

Smog w Polsce jest problemem od wielu lat – zazwyczaj jednak jego występowanie ograniczało się do Górnego Śląska, największego skupiska polskiego przemysłu, oraz Krakowa zanieczyszczanego dymami z dziesiątek tysięcy domowych piecyków na węgiel. Zaledwie kilka lat temu tego typu zanieczyszczenia powietrza stały się realnym problemem w pozostałych polskich miastach. W minionym roku trudno już było za to wskazać miejsce na mapie Polski, które by się z tym kukułczym jajem nie borykało. Według opracowania WHO aż 33 z 50 miast Unii Europejskiej z największym stężeniem pyłów PM2.5 znajduje się w Polsce – tym samym zyskaliśmy palmę pierwszeństwa na naszym kontynencie. Niestety, bo to wątpliwy powód do dumy. Niedaleko nam także do rekordu światowego – w sylwestra w podkrakowskiej Skale zanotowano poziom zanieczyszczeń wyższy niż w Pekinie.

Normy czystości powietrza

Polskie normy czystości są dużo bardziej liberalne niż te przyjęte w wielu innych krajach Unii Europejskiej. Gdy stężenie pyłów PM10 w powietrzu w Mediolanie osiągnęło pod koniec 2015 r. poziom 75 µg/m3, tamtejsze media wpadły w panikę, nakazując wszystkim dzieciom i osobom starszym bezwzględne pozostanie w domach. Władze miasta całkowicie wstrzymały ruch samochodowy w godzinach 10–16. W tym samym czasie w Rzymie przez dwa dni wpuszczano na ulice tylko samochody odpowiednio z parzystymi lub nieparzystymi numerami rejestracyjnymi. Tymczasem w Polsce taki poziom zanieczyszczenia nie byłby nawet powodem do ogłoszenia alarmu smogowego. W naszym kraju obowiązuje on dopiero od poziomu 300 µg/m3 – czyli czterokrotnie wyższego.

Nawet pomimo tak liberalnych norm statystyki nadal wyglądają mało optymistycznie. Jak wynika z raportu Ocena jakości powietrza w strefach w Polsce za rok 2014 przygotowanego przez Inspekcję Ochrony Środowiska, jednym z największych problemów jest stężenie w powietrzu pyłów PM2.5, czyli takich o średnicy poniżej 2,5 µg, pochodzących w większości z domowych palenisk. Aż 47,8% powierzchni kraju zakwalifikowano jako strefy typu C, czyli z przekroczonymi dopuszczalnymi normami. Jeszcze gorzej przedstawiają się statystyki dla drobin PM10 – tym razem aż 91,3% badanych obszarów nie spełniało norm. Jeszcze gorsze wyniki odnotowano dla benzoapirenu powstającego w procesie spalania odpadów. Dopuszczalna zawartość tej silnie rakotwórczej substancji jest przekroczona aż w 95,3% wytyczonych na terenie państwa sektorów.

Skutki oddychania smogiem

Trudno dyskutować z faktem, że smog jest szkodliwy dla ludzkiego zdrowia. Specjaliści, tacy choćby jak prof. Jerzy Kozielski ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, alarmują, że substancje zawarte w smogu działają drażniąco na nasze drogi oddechowe, które nieskutecznie próbują stosować standardowe mechanizmy obronne.

Kiedy oskrzela się kurczą, narasta duszność, szczególnie u tych osób, którzy mają już w nich stan zapalny. Kiedy się kurczą, organizm jest też słabiej dotleniony – jest mniej tlenu w pęcherzykach płucnych, obkurczają się naczynia krwionośne w płucach. Spadająca wentylacja powoduje wzrost ciśnienia w tętnicy płucnej, co powoduje, że serce musi z większą siłą pompować krew do płuc. To się przekłada na większe obciążenie pracą serca i na zaburzenia całego układu sercowo-naczy-niowego – wyjaśnia prof. Kozielski w wypowiedzi dla portalu pulmonologia.mp.pl.

Na wpływ zanieczyszczeń najbardziej narażone są dzieci i osoby starsze, u których układ immunologiczny nie działa z pełną sprawnością. Kontakt ze smogiem powoduje osłabienie możliwości obronnych organizmu, a to prowadzi do zwiększonej podatności na choroby wirusowe. Oddychanie zanieczyszczonym powietrzem może być również bardzo niebezpieczne dla osób cierpiących na dolegliwości układu oddechowego – wskutek ich pogłębienia może dojść do niewydolności oddechowej, a nawet zatrzymania oddechu i krążenia. Co roku śmierć z powodu chorób płuc i dróg oddechowych, powodowanych pośrednio lub bezpośrednio przez smog, ponosi 42 000 Polaków – w żadnym innym kraju liczba ta nie jest tak wysoka. Wielu z nas za brudne powietrze musi zapłacić najwyższą cenę.

Wielki Smog Londyński

Najbardziej spektakularny przykład śmiercionośnego działania smogu można było obserwować w Londynie od 5 do 9 grudnia 1952 r. Ze względu na panującą w mieście gęstą mgłę znacząco obniżyła się temperatura powietrza, co zmusiło mieszkańców do intensywniejszego ogrzewania mieszkań. Powstająca sadza i trujące tlenki węgla, azotu i siarki ulatujące z kominów natychmiast osiadały na kropelkach wody mgłę, kształtując coraz gęstszą, niebezpieczną dla zdrowia mieszankę. Londyńczycy, przyzwyczajeni do kapryśnej pogody, początkowo nawet nie dostrzegli niepokojących zmian. Dopiero rosnąca lawinowo liczba zgonów spowodowanych chorobami płuc i zatrzymaniami krążenia wywołała poruszenie opinii publicznej. W pierwszych dniach zmarło aż cztery tysiące ludzi, natomiast ostateczny bilans tych kilku dni to aż 12 tysięcy ofiar. Efektem tej tragedii było uchwalenie w 1956 przepisów o czystości powietrza, które znacznie podniosły jakość powietrza nad stolicą Wielkiej Brytanii.

Czy w Polsce grozi nam taki sam pogrom jak w przypadku ówczesnego Londynu? Zagrożenia tego raczej nie musimy się obawiać, ponieważ sytuacja sprzed ponad 60 lat była zbiorem niekorzystnych okoliczności, których u nas trudno oczekiwać. Po pierwsze, w Londynie istniało w tamtym czasie znacznie więcej domowych palenisk niż w jakimkolwiek współczesnym polskim mieście, po drugie londyńskie mgły zaliczają się do jednych z najgęstszych spotykanych. Ponadto głównym problemem w Polsce jest zanieczyszczenie pyłami, podczas gdy w Wielkiej Brytanii były to znacznie bardziej szkodliwe tlenki siarki.

Zakazać prawem?

Pierwsze kroki zmierzające do zmniejszeniu zagrożenia smogiem polski rząd podjął już w październiku zeszłego roku. Z inicjatywy Ministerstwa Rozwoju Sejm przyjął ustawę zakazującą sprzedaży najtańszych pieców węglowych, głównych winowajców emisji do atmosfery najdrobniejszych pyłów, w których skład wchodzi głównie sadza. Rok bieżący jest ostatnim, w którym będzie można kupować takie przestarzałe produkty. Również samorządy biorą sprawy w swoje ręce – w dobrym kierunku poszło m.in. województwo małopolskie, uchwalając 23 stycznia przepisy dotyczące zarówno rodzajów pieców, w jakich mogą być spalane paliwa, jak i czystości samych paliw. Wprowadzenie drakońskich kar za łamanie przepisów może przynieść częściowe skutki, jednak trzeba też pamiętać o ludziach biednych, których nie stać na opalanie domostw paliwem wyższej jakości. W aktualnej sytuacji osoby te – pozbawione odpowiedniej pomocy socjalnej – mogą nie być w stanie dostosować się do nowych norm.

W ostatnim czasie pozytywny trend został jednak znowu przerwany, gdy w Ministerstwie Energii wyrażono wolę ustanowienia rozporządzenia dopuszczającego do spalania nawet najgorszego jakościowo węgla. Próby przeforsowania korzystnych dla lobby węglowego przepisów spotkały się z niezadowoleniem społecznym, które było widoczne podczas protestów ekologów na ulicach Warszawy i innych miast. Na razie temat ucichł, jednak co będzie dalej?