Polska: biało-czarni

Dzieje się dużo, mówi się głośno, ciśnienie rośnie. Złościmy się na ustalenia, na ustawy i na reakcje polityków. Mnie jednak najbardziej mierzi to, jakie przez to wszystko przyjmujemy strategie zachowań wobec siebie.

Zagrywki polityczne przypominają mi coraz bardziej te sportowe. Politycy i ich medialni sympatycy odgrywają role, odpowiednio: atakujących, rozgrywających i obrońców, a my zajmujemy określone miejsca na trybunach. Jak to na stadionie: są i kibice, i kibole – jedni kierujący się prawdą, drudzy prowadzeni szaleństwem. Jedni zwalczają drugich.

Czuję presję za każdym razem, gdy włączam telewizję, czy przeglądam wiadomości. Tak jakbym natychmiast musiała ustosunkować się wobec obecnych wydarzeń, bo to jaką przyjmę postawę, zaważy na wyborze jednej z dwóch antagonistycznie nastawionych do siebie drużyn. Tym gorzej, że rozgrywki stają się coraz częstsze, z coraz bardziej zaskakującymi wynikami, a wszystko to w atmosferze wrogości i niezrozumienia. Z każdej strony rozbrzmiewa podprogowy przekaz, zmuszający do poddania się któremuś ze ścierających się stanowisk, bezkrytycznie odrzucających inne. Osoby, które wybierają bycie pomiędzy, czyli arbitralność i zdystansowanie wobec gry obydwu drużyn, określa się symetrystmi. Jest to pojęcie cechujące dociekliwców, którzy rozdają żółte kartki nie tylko jednej drużynie. Kierowanie się tą taktyką jest w gruncie rzeczy ryzykowne – bywa bowiem uznawane za matackie i kolaboranckie. Jeśli mimo to chcesz być sędzią, przygotuj się na serię „jajek nienawiści” rzucanych z szaleńczym zapałem w twoją stronę. Z kolei przynależność do jednego z klubów wiąże się z przyjęciem odpowiednio ciężkiego bagażu określających cię obelg, w końcu jesteśmy na stadionie.

Martwi cię sytuacja w Białowieży? Zanim zdążysz wypowiedzieć swoje wątpliwości względem decyzji prof. Szyszko, przeczytasz w Internecie, że jesteś szalonym KODziarzem, który nic nie wie o prawdziwym, uczciwym życiu. Bredzisz w imię niestworzonych idei sfrustrowanych ekologów, ogarniętych falą sprzeciwu wobec wszystkiego, co nie pochodzi od matki natury, a zostało przyklepane przez rząd. Sympatyzując z przedstawicielami ministerstwa nie jesteś niczym więcej jak niszczycielskim śmieciem. W końcu przeminiesz, a po sobie – zamiast sielskich borów – zostawisz marne ściernisko, bo nie walczyłeś; bo nie było cię pod Sejmem; bo jesteś bierny. Nie sprzeciwiasz się, jesteś konformistą, człowiekiem wciągniętym w dystopijną rzeczywistość Kaczyńskiego.

Wyolbrzymiam nie bez przyczyny. Otwieram wyszukiwarkę, wpisuję najgłośniejsze hasła ostatnich dni, a od zmanipulowanych, nieobiektywnych informacji kręci mi się w głowie. Nie mówię już o mistrzowskich memach i prześmiewczych filmach, pod którymi można oznaczyć kolegę. Możemy nie dowiedzieć się o co chodzi w całej sprawie, ale będziemy już odpowiednio przygotowani do skrytykowania postawy oponenta. Czasami naprawdę mam wrażenie, że ludzi nie interesuje sedno sprawy, tylko to w jaki sposób – za jej przyczyną – wykopać z pola ideologicznych przeciwników. Domagamy się prawa do wolności, równości i możliwości do opowiadania się za tym, co czujemy, a bez przerwy sami je podważamy – bezsensownie się atakując. Przez rzucanie na wiatr wielkich haseł ludziom trochę poprzestawiało się w głowach.

Kierowanie się własnymi wartościami to nie wstyd. Wstydem jest to, że czujemy się kompetentni do wystawiania bezkompromisowych ocen innych ludzi bez najmniejszej chęci zrozumienia ich punktu widzenia. I to, że dajemy się wplątać w tę antypodyczną grę. Czy to, że sąsiad wyśmiał weta Dudy oznacza, że mam przestać go lubić, bo ja z niecierpliwością na nie oczekiwałam?

Redakcje, sztaby, kampanie, kluby i partie prześcigają się w ilości przeprowadzonych formularzy i wywiadów, ciesząc się ze wzrostu odpowiednich słupków. Tym samym od społeczeństwa oczekują najczęściej tylko odpowiedzi typu „tak lub nie” – czy to nie pogłębia konfliktu?

Demokracja polega na tym, że sami decydujemy, którą stronę boiska wybrać. Zawsze jest też opcja niepójścia na mecz; to ty płacisz za bilet, to ty wybierasz skład drużyn. Nie traktujmy się sondażowo – nie jesteśmy słupkami. Nie porozumiewajmy się ze sobą za pomocą transparentów, przecież umiemy mówić. No chyba, że jedyne co przychodzi nam na myśl to szykana, wtedy faktycznie lepiej chwilowo zaniechać tej umiejętności.