Połącz kropki

Niemożliwym jest zobaczyć, że kropki się połączą patrząc w przyszłość, ale bardzo łatwym spoglądając w przeszłość opowiadał Steve Jobs podczas przemówienia dla absolwentów Stanforda. Ten niesamowity człowiek, biznesmen, milioner i twórca rewolucyjnych technologii wierzył, że wszystkie wydarzenia, jakie przeżywamy, mają jakiś sens, kiedyś się zespolą i stworzą jednolity obraz. Sam jest tego doskonałym przykładem.

Postać, która inspiruje. Charyzmatyczny, despotyczny uparty. Nie akceptował kompromisów, dla niego istniało albo zero albo jeden- nic pomiędzy. Z pewnością praca i życie z nim nie należało do najłatwiejszych. Potrafił krzyczeć na ludzi, nie myć się przez kilkanaście dni czy jeść cały czas tylko jedno warzywo. Człowiek z ideałami, za którymi nie bał się podążać. Inni uwierzyli w jego idee i zmierzali za nim. Ufali mu, oczekiwali wygranej. Dlaczego? Wiedzieli, że on sam wierzy w to co robi. Jobs posiadał wręcz namacalną pewność, że musi się udać. A jeśli nie teraz to kiedyś. Zawsze był lojalny wobec głosu swojego serca, nie robił nic wbrew niemu.

Jego matką była studentka niepragnąca dziecka. Oddała go do adopcji, zażądała jednak, że musi być przysposobiony, przez rodzinę z wykształceniem wyższym. Odnaleziono idealnych rodziców zastępczych, lecz ci w ostatniej chwili zadzwonili z wiadomością, że jednak wolą dziewczynkę. Szybko odszukano kolejną parę, tym razem z rodziny robotniczej. Biologiczna matka nie chciała się zgodzić na przekazanie im dziecka, jednak kiedy ci obiecali, że poślą młodego Jobsa na uniwersytet uległa. Siedemnaście lat później Steve poszedł na studia. Wybrał drogą uczelnię „Reed collage” umiejscowioną w Portland w stanie Oregon, około tysiąca kilometrów od jego rodzinnej Kalifornii. Po paru miesiącach odszedł, trwoniąc tym samym ciężko oszczędzone pieniądze swoich rodziców.

Studiów nigdy nie ukończył, jednak na uczelni pozostał jeszcze przez jakiś czas. Choć nie widział w tym zastosowania praktycznego, zapisał się na zajęcia z kaligrafii. Dziesięć lat później cała nabyta wiedza do niego powróciła i zaprojektował Macintosha, jak mówił pierwszy komputer z piękną typografią.

Zobaczyć połączenie
Trudno streścić całą historię człowieka w jednym artykule, jest ona pełna zwrotów akcji i niesamowitych przypadków. Zaskakujących połączeń. To na co najbardziej zwraca uwagę w postaci Jobsa to ogromna pewność siebie i swoich przekonań. Nie mówię tu o ślepym bezkrytycyzmie, bo Steve był bardzo wymagający jeżeli chodzi o respektowanie jakości swoich wytworów. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Jego idee były przemyślane, wiedział dokładnie czego chce, a efekt końcowy musiał dokładnie pokrywać się z wizją.

Wszystkie wydarzenia, decyzje z pozoru wydające się niewyraźną plątaniną, stworzyły charyzmatycznego twórcę Apple – Steva Jobsa. Kropki się połączyły, cały czas się łączą. Czy to oznacza, że nie musimy nic robić? Czy wystarczy przyjąć wydarzenia takimi jakie są, a niewidzialna ręka rozwiąże za nas rebus? Steve mówił, że wiara w kropki daje pewność w podążaniu za swoim sercem. Chodzi o to by zdać się na swoją intuicję i uwierzyć, że doprowadzi nas do tego, czego najbardziej pragniemy, najlepszej wersji siebie.

Podążanie za głosem serca wcale nie jest łatwe-najpierw trzeba odkryć, to czego się naprawdę potrzebuje, co się w istocie kocha. Czasem rozum podsuwa zupełnie inne rozwiązania niż te, które radzi nam serce. Może musimy zdobyć się na trochę więcej zaufania wobec siebie? Ale skąd mieć pewność, co jest tylko chwilową mrzonką, a co rzeczywistym pragnieniem? Trzeba zajrzeć głęboko w siebie, aby odnaleźć odpowiedzi na te pytania. I uwierzyć, że kropki się połączą.

Zaciskam powieki, światło razi zbyt mocno. Za dużo, za dużo światła. Wchodzę pod kołdrę, zwijam się w kłębek, kołysząc się ospale to w jedną to w drugą stronę. Mamroczę wciąż te same słowa: Chce wierzyć, chce wierzyć, chce wierzyć, że kropki się połączą. Mruczenie przeradza się w cichy szloch: kropki się połączą, połączą, połączą. Zaczynam krzyczeć: połączą się, połączą się, połączą! Bo przecież muszą się połączyć- zakańczam cicho powtarzanie mantry. Czuję się jak pęknięty balonik, zapadam w sen.


Dodaj komentarz