Pokazać słowa

Od zamierzchłych czasów ludzie starają się zobrazować słowa. Gestykulowali, opowiadając, przebierali się za różne postacie, rysowali malowidła na ścianach. Dzisiaj, w epoce komputerów, Internetu i wszechobecnej fotografii powinniśmy mieć łatwiej. Czy tak jest rzeczywiście?

W XXI wieku, czyli erze powszechnego dostępu do internetu prawdziwym królem stał się obraz. Dzięki upowszechnieniu się fotografii codziennie zalewają nas lawinowo tysiące zdjęć czy filmików. Większość z nich tak naprawdę nic nie wnosi do naszego życia, ale trafiają się wśród nich prawdziwe perełki. Czym się różnią i co tak naprawdę znaczą dla dziennikarza i jego pracy?

Jak to się zaczyna?

Każdy dziennikarz, pisząc swój materiał, zastanawia się nad tym, jak go pokazać za pomocą zdjęć. Ukazując na nich skrajnie różne emocje, można sprawić, że czytelnik lepiej się wczuje w klimat tekstu. Gradacja kolorystyczna, sposób kadrowania, umieszczenie głównego obiektu w mocnych punktach zgodnie z zasadami podziału kadru – wszystkie te czynniki mają ogromny wpływ na to, jak ostatecznie czytelnik odbierze artykuł.

Danie główne

Niejednokrotnie zupełnie przypadkowe zdjęcie staje się unikatowym materiałem dziennikarskim. Autorami takich fotografii są fotoreporterzy agencji prasowych rozsiani po całym świecie, również w rejonach działań wojennych. Najlepszym tego przykładem są zdjęcia z konfliktów zbrojnych. Są pełne emocji – dominują w nich smutek, gniew, zemsta, przerażenie, choć zdarzają się również zdjęcia radosne, jak powrót jeńca wojennego do domu i jego spotkanie z rodziną.

Podobnie sprawa wygląda ze zdjęciami sportowymi – chociaż również budzące wiele emocji, to jednak całkowicie odmienne. Obok emocji towarzyszącym sportowi najbardziej pożądana jest akcja. Niejednokrotnie zupełnie przypadkowe wciśnięcie spustu migawki owocuje świetnym zdjęciem, które zdobywa wielką popularność w mediach, Internecie i sieciach społecznościowych. Przykładem takich momentów mogą być np. akcje w polu karnym lub faule w piłce nożnej, szybkie, ostre zakręty, które pokonuje się bokiem w wyścigach samochodowych.

Całkiem inaczej wygląda reportaż uliczny – tzw. street photography. W nim najważniejsze jest wyczucie chwili, wprawne oko pozwalające dostrzec pozornie niewidoczne szczegóły, cierpliwość i niewidoczność obserwatora. Duże znaczenie w tym typie fotografii ma również kreatywność osoby trzymającej aparat, umiejscowienie motywu przewodniego zdjęcia, wykorzystanie naturalnego środowiska do skomponowania jednej spójnej całości. Pozorna niewidoczność obserwatora ma także jeszcze jeden ogromny plus: obiekt fotografowany nie czuje się skrępowany.

Największe agencje prasowe zatrudniają na całym świecie setki fotoreporterów, których zadaniem jest robienie wielu zdjęć z jednego wydarzenia, które później trafią do materiałów przygotowywanych przez ich dziennikarzy i będą dalej krążyły w obiegu.

Kto najczęściej serwuje danie główne?

Różne redakcje mają różne podejście do ilustrowania materiałów swoich dziennikarzy. Bardzo popularne są wszelkie bazy zdjęć stockowych, z których można po prostu kupować materiały. Najczęściej jednak jeśli chodzi o materiały prasowe preferowane są dwa inne podejścia.

Pierwsze z nich polega na tym, że to sam dziennikarz trzyma aparat w dłoniach i wykonuje zdjęcia, np. podczas imprezy masowej, na którą dostał akredytację od redakcji. Takie fotografie mają to do siebie, że będą dokładnie takie, jakie do swojego materiału oczyma wyobraźni zobaczy dziennikarz. Minusem jest to, że wtedy trzeba być skupionym na wszystkim, co się dzieje dookoła, czyli na samym wydarzeniu, na tym jak się bawią uczestnicy i na zebraniu od nich wypowiedzi oraz jeszcze na robieniu zdjęć. Pracy dla jednej osoby jest aż nadto.

Drugie podejście polega na tym, że na jedną imprezę masową wysyła się kilka osób z redakcji i każda ma swoją określoną rolę i zadania do wypełnienia. Jedna osoba zbiera wypowiedzi uczestników, organizatorów i gromadzi materiał, a kolejna dba o oprawę graficzną – wtedy nic nie może umknąć.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Osobiście wolę zostawić ilustrowanie moich materiałów innym osobom. Nie chodzi tutaj o to, że nie lubię robić zdjęć czy nie mam o tym zielonego pojęcia – jest wręcz odwrotnie! Mam na myśli to, że inna osoba czytająca mój tekst przed publikacją może dostrzec w nim jakiś szczegół, pewien punkt zaczepienia, którego ja sam nie zauważę. Właśnie do takiej drobnostki można dobrać wtedy jedno z wielu zdjęć mające być jednym z ważniejszych elementów całości.


Dodaj komentarz