Pocztówka z Rzymu

Moja najważniejsza podróż. Cel: w Obcym dostrzec swojego. Spojrzeć na człowieka w ludzki sposób. Z pozoru to żaden problem, jednak czasami, jak uczy historia, homo homini lupus est – nie tylko w czasach wojny, także dziś.

Chociaż zima trwa akurat w najlepsze, a u niektórych za oknami widać pewnie tylko zaspy, proponuję ci przenieść się na jakiś czas do słonecznej Italii, a konkretnie do Wiecznego Miasta, w którym rozegra się moja opowieść oparta wyłącznie na faktach.

Między wyobrażeniami a rzeczywistością

Tanie linie lotnicze, bagaż podręczny. Kierunek? Rzym. Środek lipca, temperatura 40 stopni w cieniu. Turystyczny raj, kolebka antycznej kultury i kilometrowe kolejki do Watykanu. Wiecznie tętniące życiem miasto, chaos i zgiełk ulic, margherita, cappuccino i brak chwili na oddech. I ONI. Obcy. Wszędzie ich pełno. Różnią się jednak od tych, o których tak krzyczy się w mediach. Nie gonią z nożami, nie wyrywają torebek w metrze, nie kradną i nie wysadzają w powietrze. Obcy pracują. We Włoszech trudno o legalne zatrudnienie dla imigrantów, więc większość z nich zajmuje się głównie ulicznym handlem. Gromadzą się wokół turystycznych punktów, zachęcając łamanym angielskim do kupowania selfiesticków, bransoletek, ubrań, torebek. Obcy są wytrwali. Zmagają się z nieznośnym upałem, mową nienawiści, podłym traktowaniem. Przepędzani przez poirytowanych właścicieli restauracji, w milczeniu zmieniają miejsce i podejmują kolejną, niewdzięczną próbę przeżycia. Obcy się starają. Z uśmiechem oferują swoje produkty, nie zniechęcają się kolejną odmową.

Bez wytchnienia, bez szacunku

Dogba ma dwadzieścia kilka lat. Przyjechał z Kenii. Mówi po włosku i po angielsku. Dogba sprzedaje bransoletki pod Koloseum. Po 20 godzin dziennie. W ciągłym ruchu, przyjaźnie zagaduje, nie widać po nim zmęczenia. Rodacy Dogby sprzedają torebki w okolicy Via Giulio Cesare. Od samego rana aż do nocy pilnują swojego stoiska. Na ich twarzach widać zrezygnowanie, bo torebkowy handel nie zna litości i wymaga dużej wytrwałości fizycznej. Inni Obcy trudnią się zajęciami artystycznymi. Przyciągają tłumy gapiów, malując za pomocą sprayów kiczowate obrazy, dopóki światło dzienne na to pozwala. Spokojnie, w skupieniu oddają się tworzeniu dzieł, które, jeżeli się sprzedadzą, zapewnią im posiłek na następny dzień. Są też Obcy muzycy, którzy swoim wesołym śpiewem albo grą na instrumencie umilają spacery po Wiecznym Mieście, a w swoich małych słoiczkach „co łaska” pod koniec dnia znajdują po kilkanaście euro.

To nie tak jak myślisz

Moja najważniejsza podróż, czyli w Obcym dostrzec swojego. Spojrzeć na człowieka w ludzki sposób. Obcy przyjechali w poszukiwaniu lepszego życia, licząc się z tym, że wszystko wymaga wysiłku. Obcy walczą o przetrwanie i chwytają się, wbrew powszechnej opinii, nie tylko państwowej kiesy z socjalnymi zasiłkami, ale jakiegokolwiek zajęcia, które zapewni im choćby minimalne dochody. Toczą trudną walkę o przetrwanie. Sukces odnoszą tylko najwytrwalsi.


Dodaj komentarz