Po trudach na szczyt

Każdego dnia rozmyślasz, jak byłoby wspaniale, gdybyś w końcu zrealizował swoje marzenia, ale wciąż brakuje ci „tego czegoś”, by zamienić słowa w czyn. Jednego dnia nie masz wystarczająco dużo odwagi, drugiego nie wiesz, od czego zacząć, a jeszcze kolejnego nadmiar marzeń przysłania ci właściwy cel. Jest na ten problem tylko jedna rada.

Wystarczy cel
Człowiek na Mount Evereście, człowiek w chmurach, człowiek w kosmosie, a nawet człowiek pod wodą. Kiedyś to wszystko wydawało się niemożliwe, jednak dzięki marzeniom, ciężkiej pracy, a także ogromnej determinacji człowiek oswoił świat, który stał się bardziej przyjazny. Jak tego dokonał?

Pierwsza wyprawa na Mount Everest ruszyła w 1921 roku. Himalaistom nie udało się zdobyć szczytu, jednak dzięki ich odwadze i ciekawości świata można było zbadać potencjalne drogi wejścia na szczyt. Kolejną próbę podjęto rok później. Tym razem cel był na wyciągnięcie ręki. Jednak w realizowaniu marzeń wspinaczom przeszkodziła lawina. Przez kolejne lata podejmowano liczne podejścia, ale dopiero w 1953 roku udało się zdobyć szczyt i zapisać się na kartach historii. Wielu nie wierzyło, że himalaistom się to uda, uznawano ich za szaleńców, a oni mimo wszystko podążali dalej, by zrealizować swoje marzenia.

Ludzie od niepamiętnych czasów marzyli o lataniu. Zazdrościli ptakom i chcieli podobnie jak one wzbić się w powietrze. Pierwszy krok ku temu uczynił Leonardo da Vinci. Projekt lotni skonstruowanej przez człowieka renesansu stanowił inspirację dla XIX-wiecznych wynalazców. Dzięki metodzie prób i błędów człowiekowi w końcu udało się po raz pierwszy wzbić w powietrze. Dokonali tego dwaj bracia Orville i Wilbur Wrightowie w 1903 roku, zastosowawszy w maszynie silnik spalinowy. Dzięki ich wynalazkowi machina ruszyła i nieustannie napędza rozwój branży lotniczej.

Smak porażki
Zwycięstwo jest słodkie, a smak porażki raczej gorzki. Często boisz się podejmować wyzwania w obawie przed niepowodzeniem. Ubierasz ciepłe kapcie i zasiadasz przed telewizorem. Tak jest wygodniej, a przede wszystkim bezpieczniej. W końcu stabilizacja to podstawa.

Nie jest to właściwy sposób na życie. Gdy się boimy, robimy krok w tył. Najlepiej uczymy się, podejmując wyzwania. Nie zawsze mogą one zakończyć się sukcesem, jednak porażki powinny być motywacją do kolejnych prób. Bez nich żadne marzenie nie zostanie spełnione.

Współcześni zwycięzcy
Być może zbyt wiele przykładów wiąże się z wyprawami górskimi, jednak jest to temat bliski mojemu sercu. Góry mają w sobie ogromną moc, niepojętą ludzkim rozumem. Przyciągają, wymagają nadludzkiej siły, a w nagrodę dają najwspanialszy owoc wysiłku – satysfakcję. Często bywają zdradliwe i niebezpieczne, a mimo to wielu ludzi nie potrafi bez nich żyć. Maciej w swoim życiu zdobył pięć ośmiotysięczników. Choć skończył Akademię Sztuk Pięknych, przez całe życie pracował jako ratownik TOPR. Miłość do górskich wędrówek zawdzięcza rodzicom, a szczególnie ojcu, który był alpinistą i taternikiem. Dzięki ciężkiej pracy oraz wytrwałości w dążeniu do wyznaczonych celów udało mu się wiele osiągnąć. Dokonał pierwszego zimowego wejścia na Manaslu i Czo Oju. O Broad Peak marzył aż dwadzieścia pięć lat. W 1988 roku był bliski zdobycia szczytu podczas polskiej wyprawy na K2. Niestety pomylił wierzchołki. Dotarł do Rocky Summit, niższego od Broad Peak o kilkadziesiąt metrów.

Po nieudanej wyprawie na wiele lat zrezygnował z niebezpiecznych marzeń. Jednak niezrealizowane cele wciąż nie dawały o sobie zapomnieć. Kiedy w wieku pięćdziesięciu ośmiu lat otrzymał drugą szansę, nie zastanawiał się ani chwili. Postanowił wziąć udział w zimowym ataku na Broad Peak. Cel został osiągnięty i Maciej Berbeka zapisał się na kartach historii jako jeden z pierwszych himalaistów, któremu udało się zdobyć szczyt zimą. Niestety złe warunki atmosferyczne nie pozwoliły mu wrócić bezpiecznie do obozu. Zaginął, a kilka dni później został uznany za zmarłego. Historia nie zakończyła się happy endem, a mimo to Berbeka okazał się zwycięzcą. Zrealizował swoje marzenia i na zawsze pozostał w miejscu, które kochał najmocniej.

Podobnych historii jest wokół nas tysiące. Choć każda z nich jest inna, to mają jednak wspólny mianownik. Zawsze pasja, hobby czy cel zaczynają się od niewielkiego marzenia, które z czasem rozwija się i puszcza kolejne pędy. Tylko od ciebie zależy, jaką formę ostatecznie przybierze i czy będzie mu dane zakwitnąć. Pamiętaj, że marzyć może każdy. Jest to największy przywilej człowieka. Marzenia nie muszą być wielkie, w końcu nie od razu Kraków zbudowano. Wystarczą niewielkie cele, by krok po kroku osiągnąć sukces i przekonać się, że niemożliwe nie istnieje.


Dodaj komentarz