Po co żyjemy?

Rok 1939, Andrzej Krasicki, młody polski lotnik, trafia do sowieckiej niewoli. Za co? To pytanie najczęściej zadawane przez wszystkich więzionych w obozach pracy przymusowej w ZSRR. W swojej biografii „Bez retuszu. Więzień czerwonego terroru” Władysław Cehak bez żadnych ozdobników i z niebywałą szczerością daje świadectwo tego, jak wyglądało życie Sybiraków, ludzi w większości skazanych za nic, zdehumanizowanych przez system totalitarny.

Nakładem wydawnictwa Rebis w 2012 roku ukazała się ta przerażająca, dość obszerna autobiografia z lat 1939-1946. Dlaczego tak późno? Otóż autor, żyjąc w czasach PRL, niechętnie wracał do minionych wydarzeń. Co ciekawe, główny bohater książki jest porte-parole Władysława Cehaka, który pisać zaczął dopiero w latach 80., mieszkając już w Ameryce ze swoją drugą żoną. „Tutaj odżył. Tak jakby Stany Zjednoczone dały mu szansę na drugie życie” — czytamy w epilogu.

Droga na koniec świata

Po zestrzeleniu przez niemieckie Messerschmitty, ciężko ranny Andrzej Krasicki trafił do szpitala w Tarnopolu. Jednak 17 września 1939 roku tereny te zostały zajęte przez Sowietów, którzy po wkroczeniu ujęli Krasickiego. Tutaj dopiero zaczyna się właściwa droga niewinnego Polaka. Oczywiście próbował uciekać — bezskutecznie. Wieziony etapami na Sybir przebywał w wielu więzieniach – w Kijowie, Charkowie, Czelabińsku i Nowosybirsku, nim dotarł do swego przeznaczenia — obozu pracy w Kraju Krasnojarskim. Tereny te słusznie nazwane zostały przez jednego z bohaterów książki, spotkanego przez Andrzeja w jednym z pociągów złodzieja, „końcem świata”, ponieważ tam, gdzie nie ma już nawet co kraść, Bóg nie istnieje. Jeżeli interesujesz się literaturą obozową, ta lektura z pewnością powinna uzupełnić twoją bibliotekę.

Nieprawdopodobne, a jednak

Praca po 11 godzin dziennie przy skrajnie niskich temperaturach, praktycznie zerowe racje żywnościowe, pokazowe zabójstwa — to tylko niektóre z radzieckich metod na wykonanie „planu”. Ta wywołująca ciarki na plecach lektura daje odpowiedzi na pytania o to, ile jest w stanie znieść ludzki organizm oraz do czego jest zdolny głodny człowiek. Najczęstsza przyczyna zgonu w obozie to pelagra trzeciego stopnia, inaczej śmierć głodowa. Autor książki najwięcej miejsca poświęca opisowi życia w obozie, jego systemowi pracy, wyglądowi baraków, ludzi. Nie brakuje również historii innych więźniów: Chińczyków, Żydów, Ukraińców, opisanych w sposób bezpośredni, zwyczajny i jednocześnie naturalistyczny. Zdolność do takiego bezprecedensowego przedstawienia tych okropnych wydarzeń jest zdumiewająca. Kreacja świata przedstawionego tworzy zatem z lekka atmosferę grozy. Przerażające są zarówno opisywane sytuacje, jak i świadomość czytelnika, że te historie wydarzyły się naprawdę.

Po ostatnim słowie

Liczne powtórzenia nie przeszkadzały w opowiadaniu, wręcz przeciwnie, niekiedy pomagały odnaleźć się w natłoku informacji; na końcu książki został zamieszczony słowniczek, który wyjaśnia wiele terminów wojskowych i ogólnych padających w treści powieści, jednak brak odnośników sprawia, że staje się on praktycznie bezużyteczny. Jeżeli chodzi o objętość książki to wynosi prawie 500 stron, co należy traktować jako zaletę. Dobry skład umożliwił przyjemność z czytania nawet tak obszernej autobiografii.

Podczas zagłębiania się w lekturze współczułam więźniom i tak samo jak oni nienawidziłam systemu, który sprawił, że znaleźli się na Sybirze. Przejmująca narracja pozwoliła mi poczuć się niczym świadek opisywanych historii, dała pole do rozmyślań. Zastanawiałam się wielokrotnie, co by było, gdybym znalazła się na miejscu Andrzeja? Myślę, że to pytanie nurtować będzie każdego, kto sięgnie po tę książkę. Lektury obozowe nie należą do powieści, przy których można się zrelaksować, popijając herbatkę. Dają świadectwo. Pomimo upływu lat od tragicznych zdarzeń wojny w dalszym ciągu powstają, co jest znakiem, że nie należy ich lekceważyć. Są swojego rodzaju przestrogą, ponieważ historia lubi się powtarzać. Po wybraniu do zrecenzowania autobiografii więźnia obozu sowieckiego pierwszym co przyszło mi do głowy był cytat z wiersza Zbigniewa Herberta pt. „Przesłanie Pana Cogito”: „ocalałeś nie po to aby żyć / masz mało czasu trzeba dać świadectwo” i tak właśnie zrobił Władysław Cehak, za co jestem mu ogromnie wdzięczna.


Dodaj komentarz