Pieniądze za nic jako przyszłość gospodarki?

Zamknij oczy i pomyśl o świecie, w którym co miesiąc na twoje konto wpływa określona kwota. Nie jest to jednak wypłata. Nie może jej być, bo przecież… nie pracujesz. Okazuje się, że otrzymujesz pieniądze od państwa za sam fakt bycia obywatelem. Otwórz teraz oczy i zastanów się, czy to była tylko fantazja? Nowa książka Macieja Szlindera Bezwarunkowy dochód podstawowy to pasjonująca debata o idei ekonomicznej, która może zrewolucjonizować nasze życie.

Wydana sumptem PWN książka to jedno z pierwszych dostępnych na rynku polskich opracowań na temat dochodu podstawowego (UBI). Już we wstępie autor przekonuje, iż obecnie jest najlepszy czas, aby zacząć nad Wisłą poważną debatę o tej koncepcji. Dopiero co podnieśliśmy się z kryzysu ekonomicznego, który dowiódł, że neoliberalizm nie sprawdza się, zachłysnęliśmy się socjalnymi programami typu 500+, a do tego wciąż dostrzegalne są negatywne społeczne skutki transformacji z początku lat 90.

Jako receptę na gospodarcze bolączki Szlinder proponuje bezwarunkowy dochód podstawowy. Zapewnia przy tym, że taki wyjątkowy sposób redystrybucji dóbr ze strony państwa, niewymagający od świadczeniobiorcy żadnego wzajemnego działania, nie jest wcale utopijną wizją. W 2017 roku sporo uwagi poświęcił temu zagadnieniu Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Z jego obliczeń wynikało, iż wprowadzenie tzw. UBI jest ekonomicznie możliwe.

Kult oszczędzania
Zejdźmy jednak na ziemię. Nawet jeśli dochód podstawowy zostałby w Polsce wprowadzony, to, zgodnie ze wspomnianymi wyliczeniami MFW, wyniósłby… od 250 do 600 zł. Nie są to kwoty imponujące (choć stanowią jedynie założenie teoretyczne, niekoniecznie tak musiałyby wyglądać w rzeczywistości), ale być może ma to też swoje zalety. Niska stawka powstrzymałaby katastrofalne gospodarczo myśli typu: „Po co mam pracować, skoro jest UBI?”.

Jednak w dłuższej perspektywie czasowej nawet niski dochód podstawowy stworzyłby dla przeciętnego Kowalskiego – dzięki połączeniu go ze stałą pensją – możliwość zaoszczędzenia całkiem sporych kwot. Dobiegłby w ten sposób końca odwieczny problem klasy średniej i niższej, która nie jest w stanie odłożyć nic ze swoich dochodów, gdyż wszystko idzie na bieżące wydatki oraz koszty utrzymania.

Równiej, ale drożej
W swojej pracy autor wypunktowuje możliwe pozytywne skutki społeczne UBI, które mają naprawić szkody wyrządzone, jego zdaniem, przez neoliberalizm. Skupia swą uwagę zwłaszcza na nierównościach społecznych oraz problemach rynku pracy. W obu tych sferach wpływ dochodu podstawowego ma być bardzo dobroczynny i modernizacyjny.

Gdzieniegdzie w pracy przejawiają się również możliwe negatywne skutki wprowadzenia dochodu podstawowego. Szlinder dostrzega choćby możliwość wzrostu inflacji, a co za tym idzie, wzrostu cen wielu produktów. Ten aspekt autor zdaje się jednak nieco bagatelizować, skupiając się przede wszystkim na zaletach opisywanego rozwiązania.

Jedynymi stratnymi wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego mają być, zdaniem autora, najbogatsze elity oraz przedsiębiorcy zatrudniający tanią siłę roboczą. Wszystkie inne grupy społeczne mają na UBI zyskać i czerpać z niego niemalże same korzyści.

Hinduska próba ognia
To wszystko jednak teoria, wizje i nadzieje. Nasuwa się więc pytanie: czy UBI zostało już gdzieś na świecie wprowadzone? Okazuje się, że tak. Przykładem takiego kraju są Indie, a konkretnie stan Madhya Pradesh. To właśnie tam przeprowadzono eksperyment z dochodem podstawowym. W latach 2011–2012 zagwarantowano UBI mieszkańcom kilku najbiedniejszych wiosek tego regionu.
Wyniki próby, jakiej poddano dochód podstawowy w Indiach są, zdaniem Szlindera, bardzo optymistyczne i potwierdzają wszelkie zalety tej ekonomicznej koncepcji. Wśród mieszkańców objętych eksperymentem zaobserwowano wzrost dbałości o higienę, przystąpienie do spłaty zaległych zadłużeń, a także ogólny wzrost konsumpcji. Co ciekawe, jedynym produktem, którego spożycie spadło, był alkohol. Zdaniem autora to dowód na niesłuszność poglądu, że biedne środowiska wykorzystają UBI głównie na używki.

Co jeszcze ciekawsze – w badanych wioskach zaobserwowano wzrost… aktywności zawodowej mieszkańców. Okazało się, że bezwarunkowy dochód pobudził talenty przedsiębiorcze Hindusów i wykorzystywali go oni do pomnożenia zysków.

Wizja jednostronna
Książka Bezwarunkowy dochód podstawowy przypomina w swojej formie naukowy wywód, jednak pisana jest prostym i łatwo przyswajalnym językiem. Wynika to z popularyzatorskiego charakteru publikacji.

W rozdziale pierwszym autor drobiazgowo definiuje tytułowe pojęcie oraz przedstawia koncepcje pokrewne, które jednak z różnych względów uznaje za gorsze. Szlinder nie ukrywa zresztą sympatii do idei dochodu podstawowego. Widać to zwłaszcza w rozdziale drugim, w którym jawnie jej broni i usprawiedliwia w różnych kontekstach, a także w kolejnej części książki, w której przeprowadza krytykę neoliberalnej gospodarki, prezentując liczne problemy przez nią wywoływane.

Ta stronniczość sprawia, iż można odnieść wrażenie, że cała monografia nie jest próbą obiektywnego zbadania i przedstawienia zjawiska, lecz została napisana pod przyjętą z góry tezę. Ten właśnie aspekt książki Szlindera uznać należy za jej podstawową wadę.

W czwartym rozdziale pracy, przeznaczonym głównie dla zawodowych ekonomistów, autor wpisuje dochód podstawowy w różne mechanizmy gospodarcze i próbuje dowieść, iż jest on możliwy do sfinansowania. Następna część książki poświęcona jest różnym wariantom wprowadzenia UBI w życie. Z kolei dwa ostatnie rozdziały to zapis debaty, jaka odbyła się (i odbywa) nad dochodem podstawowym na świecie, a także w Polsce.

Z UBI w lepszą przyszłość?
Koncepcja bezwarunkowego dochodu podstawowego to niezwykle intrygująca i ciekawa wizja, która może stanowić o ekonomicznej przyszłości świata. Stąd też wynika podstawa wartość płynąca z lektury książki Szlindera – dzięki zawartej tam szczegółowej wiedzy o UBI możemy przygotować się na to, co być może niebawem nadejdzie.

Dochód podstawowy może być wielkim krokiem w walce z globalną biedą i nierównościami społecznymi, a mówiąc jeszcze szerzej – w zmaganiach o godność człowieka. Nie jest to wizja tak idealistyczna, jak mogłoby się wydawać; wystarczy przypomnieć sobie, że jeszcze sto kilkadziesiąt lat temu równie nierealne wydawały się emerytury czy nawet pomoc społeczna. Dziś już nikt nie wyobraża sobie świata zachodniego bez tych wynalazków.

UBI stanowi jednak pomysł mocno niepewny, o nieprzewidywalnych konsekwencjach. Jedynym miernikiem tego, jak może działać w praktyce, jest przedstawiony w książce Macieja Szlindera indyjski eksperyment z początku dekady. Niestety, jak zauważa sam autor, został on przeprowadzony w najbiedniejszym stanie Indii i nie odzwierciedla skutków UBI dla rozwiniętych państw zachodnich. Skutki te wciąż pozostają zagadką. Być może jednak wkrótce poznamy jej rozwiązanie. Na własnej skórze.


Dodaj komentarz