Pasji nie można kupić

z Mateuszem Tymurą, jednym z organizatorów imprez z cyklu Biała Czysta Kulturalna – rzeka dla mieszkańców, rozmawia Sebastian Sosnowski

Biała to niewielka rzeka w województwie podlaskim. Przepływa przez największe miasto regionu – Białystok. Z przedwojennych wspomnień mieszkańców zachowały się opisy zimowych zabaw na zamarzniętej tafli wody Białej, Dolistówki i Bażantarki. Latem dzieci łowiły ryby wiaderkami, na brzegach zbierały zioła i obserwowały piżmaki. W latach 70. rzeka była już tak zanieczyszczona, że nawet przy 30 stopniach mrozu nie chciała zamarzać. Obecnie Biała przypomina raczej kanał odpływowy – w wybetonowanym i wyprostowanym korycie płynie niewiele wody. Zniknęły zwierzęta i roślinność, więc znad „Białki” zniknęli też białostoczanie.

Jak określiłbyś wydarzenia Białej Czystej Kulturalnej? To spójny festiwal czy niezależne od siebie imprezy?
Te dwadzieścia jeden wydarzeń stworzyło coś w rodzaju festiwalu. I do tego aspirujemy – urządzenia festiwalu rzeki Białej, który nie będzie trwał kilka dni, ale całe lato. W Białymstoku są wspaniałe festiwale muzyczne, takie jak Up To Date czy Halfway. Chcemy jednak realizować bardziej różnorodny artystycznie projekt, którego głównym zadaniem jest kultura nad rzeką. W zeszłym roku jedna z imprez miała charakter rave’owy. Zaczęło padać, więc przenieśliśmy je pod most. Przechodzący ludzie nie wiedzieli, skąd gra muzyka. Klimat był totalnie undergroundowy, ale dzień wcześniej 20 metrów obok mostu pięknie i rodzinnie grał Janusz Prusinowski Trio. Generalnie będziemy „pływać” w różnych stylach, żeby każdy znalazł coś dla siebie.

Biała… pojawiła się po pracy w kilku miejscach na terenie Białegostoku.
Na trzecim roku Akademii Teatralnej realizuje się własne projekty artystyczne. Zainspirowani działalnością grup Koincydencja i Malabar Hotel, założyliśmy z Moniką Kwiatkowską Teatr Latarnia. Od samego początku poszukiwaliśmy własnego miejsca do realizacji. Chcieliśmy, aby ta inicjatywa rozwijała się poza uczelnią, która w moim przypadku wyglądała trochę jak zamknięty klasztor, oraz poza instytucjami, gdzie często króluje rutyna i wyrobnictwo. Chcieliśmy pracować we własnym gronie, w którym dyskutujemy między sobą i żyjemy światem teatru.
W 2012 roku uczestniczyłem w tworzeniu wraz z Michałem Strokowskim Podwórkowego Domu Kultury przy Warszawskiej 5. Nie tylko organizowaliśmy wydarzenia dla lokalnej społeczności, ale też próbowaliśmy odtworzyć historię mieszkańców tych kamienic. Był to początek mojej aktywności społeczno-kulturalnej i wyjścia poza akademicką bańkę. Miasto nie dostrzegło społecznego potencjału naszych działań i chciało przeznaczyć część unikalnych budynków na rozbiórkę. Planowano tam parking, o który walczył jeden z sąsiadów (sic!). Całe szczęście, m.in. dzięki naszej obecności, interweniował Instytut Dziedzictwa Narodowego. Jednak i tak musieliśmy przenieść się w inne miejsce.

Teatr Latarnia szukał przestrzeni do działania. Co było kolejnym celem?
Kiedy przeniosłem się w 2014 roku na ulicę Pionierską do drewnianego domu z międzywojnia, zaczęliśmy z Adamem Frankiewiczem przygotowywać słuchowisko o osiedlu Wygoda. Poza tym stworzyliśmy wytwórnię kasetową Pionierska Records, którą teraz prowadzi Adam. W gronie znajomych nagrywaliśmy kasety, projektowaliśmy okładki. Nie zapomnieliśmy też o działalności teatralnej. Tam zrealizowałem swój dyplom – Merylin Mongoł na podstawie dramatu Nikołaja Kolady. Zapraszaliśmy widzów do hiperrealistycznej przestrzeni – tu kapie woda, tam przebiega kot, pies szczeka gdy głównej bohaterce dzieje się krzywda. Na jednym spektaklu mogło być do dwudziestu widzów. Za oknem ustawiliśmy dwie Łady. Stary dom był idealnym miejscem do przeniesienia się do Rosji z początków lat 90 ubiegłego wieku i okresu po pierestrojce.
Na spektakl zaprosiłem też jednego urzędnika z Zarządu Mienia Komunalnego, bo wtedy prowadziliśmy z miastem rozmowy dotyczące działalności na białostockich Bojarach i przestrzeni na teatr przy ul. Wiktorii 5. Mimo tego, że w tym dniu była Liga Mistrzów, przyszedł na pierwszą część spektaklu. Możliwe, że przeżył szok – zamknęliśmy go w teatralnym świecie brutalizmu, w domu, w którym ludzie chorobliwie marzą i zapijają swoje problemy litrami najtańszej wódki. Teatr z pewnością nie kojarzył mu się z tak intensywnym odczuwaniem zapachu, dźwięku, dotyku… i odczuwaniem drugiego człowieka.

Na Bojarach, oddalonych od morza, pojawiła się plaża!
Podczas jednego ze spacerów pojawił się pomysł, żeby w dużym drewnianym domu przy ulicy Wiktorii 11 robić teatr. Niestety okazało się że miasto sukcesywnie wyprzedaje kolejne budynki w zabytkowej dzielnicy. Zaczęliśmy prowadzić rozmowy z władzami na temat kolejnej lokalizacji.
Jednocześnie z Robertem Brajczewskim, architektem i pasjonatem Bojar, zorganizowaliśmy nieopodal Kulturalną Łąkę i Plażę Bojarską. To jedyne zielone miejsce w tej części miasta, na którym można było urządzić mały park i miejsce spotkań dla lokalnej społeczności. Pod gruszą i kasztanem wybudowaliśmy scenę z europalet od sąsiadów. Natomiast grunt pod „plażę” był już przygotowany, bo do budowy domów, wysypano mnóstwo piasku.
Zrobił się plażowy klimat wypełniony piknikami, spotkaniami, koncertami. Wszystko z własnych środków i pokładów kreatywności. Organizowaliśmy kino plenerowe z odtwarzaczami kaset VHS, rzutnikiem i dużym ekranem z jednej z moich scenografii. To nie były duże wydarzenia, a mimo tego spora część uczestników odwiedziło Bojary po raz pierwszy dzięki nam. Szczególnie cieszyliśmy się gdy wiekowe Bojary znów wypełniły się młodymi uśmiechniętymi ludźmi. Zupełnie jak w młodzieńczych wspomnienich najstarszych Bojarczyków. Niestety, teren ten został już zabudowany.

Wydarzeniem na większą skalę był pokaz Bojarskie duchy/Podróż w czasie.
W 2015 roku dostałem stypendium artystyczne na projekt poświęcony Bojarom. Zaangażowali się w to: Adam Frankiewicz, który zbierał dźwięki z Bojar, Sebastian Łukaszuk zajmujący się multimediami, Zbigniew Rusiłowicz – cymbalista. Przy użyciu kilku projektorów multimedialnych zorganizowaliśmy w ramach Dni Sztuki Współczesnej na bojarskich budynkach pokaz starych zdjęć. Ich bohaterowie zostali ożywieni przez animatora. Wszystkiemu towarzyszyły opowieści i muzyka.

Inspiracją była dramatyczna historia Bojar.
Bojary są specyficzne – przed wojną była to elitarna dzielnica urzędnicza i willowa, a po wojnie poddana przymusowi meldunkowemu. Do wolnych mieszkań lub pokoi kwaterowano odgórnie obce rodziny. Jedna z kobiet opowiadała mi niemal ze łzami w oczach, jak rąbano w jej domu fortepian, aby pozyskać więcej miejsca. Z dzielnicy inteligencji Bojary stały się osiedlem niebezpiecznym przez które nikt rozsądny nie skracał sobie drogi, szczególnie po zmroku.
Okres powojenny niestety w sposób drastyczny zmienił postrzeganie tego osiedla. Stare domy i ogrody pozbawione prawowitych gospodarzy zaczynały niszczeć, a potem popadać w ruinę. Właśnie to okazało się największym zagrożeniem dla wiekowej dzielnicy, którą władza w PRL-u zaczęła traktować jako idealne miejsce na wciskanie wielkiej płyty. Ale to w latach 90. ubiegłego wieku ruszył wolnorynkowy boom i w zasadzie – największa degradacja Bojar. Dzielnica, która przetrwała wojnę niemal nietknięta, nawet PRL „ugryzł” tylko kawałek, jest niszczona przez deweloperów wpuszczonych przez niekompetentnych polityków.

Czego się nauczyłeś przez te dwa lata?
W moim słowniku pojawiło się wtedy słowo „rewitalizacja”, rozumiane jako projekt, który nie polega tylko na remoncie domu, ale też zmianach w funkcji budynków i przemianie społecznej. W ramach Budżetu Obywatelskiego złożyliśmy projekt, który miał chronić pozostałości zabytkowej zabudowy i układu przestrzennego Bojar. Niestety miasto odrzuciło nasz pomysł w przedbiegach
„Okres bojarski” był też dla mnie niezwykle cennym okresem indywidualnego rozwoju. Robert dalej mnie wspierał, wspierali Krystian Różycki i Łukasz Krysiewicz, ale musiałem być tą „lokomotywą”, która zbierze ludzi i wyznaczy im cel. Moją rolą była odpowiedzialność za działania całej drużyny. Na Bojarach zdobyłem doświadczenie w działaniu jako lider grupy, choć nie do końca lubię to określenie. Prawda jest jednak taka, że bez tych wszystkich ludzi którzy mnie wspierali, nic by się nie udało.

Skąd pomysł na działanie właśnie nad rzeką?
Pomysł urodził się w rozmowie z Robertem. Przyjechał z Poznania, gdzie odwiedził Kontenery, inicjatywę artystyczną przy Warcie. Wtedy tylko śmialiśmy się, że taką imprezownię można by zorganizować nad Białą. Do pewnych pomysłów, nawet tych z kosmosu, się dojrzewa. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że rzeka jest, ale nic się z nią nie dzieje. Oprócz tego przychodzą przykłady z Polski i świata – wspomniany Poznań, rewitalizacja Brdy w Bydgoszczy, która teraz wygląda wspaniale. Mieszkańcy mogą nawet się w niej kąpać.
Na szczęście nie zrobiliśmy „imprezowni”, ale wykorzystaliśmy jej obecne ukształtowanie – na brzegach można usiąść, poprzyglądać się, posłuchać muzyki, potańczyć… Tym sposobem sami zainicjowaliśmy proces jej rewitalizacji. Przykład powinien iść z góry, a poszedł od dołu.

Obecne ukształtowanie koryta i brzegu rzeki nie jest naturalne.
To wielki błąd. Biała nie ma terenów bagiennych. Rzeka nie ma jak i gdzie meandrować, jest wyprostowana i wepchnięta w betonowy kanał. Stąd liczne i nagłe stany powodziowe w okresach deszczowych. Przy rzece powinny być tereny zielone i zalewowe. Woda musi mieć gdzie chłonąć. Niestety w Białymstoku nie rozumie się tego, a na domiar złego przy rzece buduje się np. galerie handlowe. Deweloperzy lobbują wysoką zabudowę wzdłuż rzeki. To tragedia nie tylko dla środowiska, ale też problemy dla mieszkańców z podtopieniami, a w niedalekiej przyszłości także z powodziami.

Co dla Ciebie znaczy ta rzeka?
Na pewno inaczej patrzę na Białkę, bo nie jestem z Białegostoku. W zasadzie od początku widziałem w niej rzekę, tylko że bardzo zdegradowaną, czego wciąż nie dostrzega wielu białostoczan. Czasami w wolnych chwilach siedziałem na jazie na rzece, koło dawnego targowiska na Jurowieckiej. Od ruchliwej Alei Piłsudskiego oddzielał to miejsce budynek Ligi Ochrony Kraju. Było cicho, spokojnie, niezwykle przyjemnie. Teraz Biała znaczy dla mnie bardzo wiele. O tym że jest wspaniałym miejscem by dzielić się kulturą przekonaliśmy się w zeszłym roku podczas naszego projektu.
Rzeka Biała, która przepływa przez całe miasto, to przede wszystkim przestrzeń zielona z olbrzymim potencjałem. Miejsce która może stać się najważniejszym miejscem rekreacji i spotkań białostoczan. Oczywiście pod warunkiem, że doczekamy się spójnej realizacji bulwarów uwzględniającej potrzeby pieszych i rowerzystów, a także zostaną wprowadzone najwyższe standardy renaturyzacji.

A co chciałbyś w niej zmienić?
Wiadomo, że „Białka” to nie Brda, nie jest tak głęboka. Podczas pracy na Bojarach czy nad słuchowiskiem o Wygodzie bardzo często we wspomnieniach przewijały się dziecięce zabawy nad Białą oraz kąpiele nad Dolistówką. Bardzo chciałbym aby za kilka, kilkanaście lat rzeka ta była na tyle czysta i dostępna aby w upalne dni całe rodziny nad jej łagodnymi brzegiem mogły biwakować i moczyć się po pas bez lęku o zranienie czy zakażenie. Żywa rzeka jest… pełna życia! W Białej tego życia jest wciąż bardzo mało.
Raz podczas montażu sceny gdy broczyłem po rzece w woderach, zobaczyłem raka. Byłem podjarany. Moja świadomość ekologiczna ograniczała się do tego, że skoro jest rak, to rzeka się oczyszcza. Okazało się, że ten konkretny to rak pręgowaty – inwazyjny gatunek, który pojawia się w wodach niedotlenionych i wypiera polskie endemiczne gatunki, takie jak rak szlachetny. Mimo tego to spotkanie uświadomiło mi, że uczestniczę w czymś wielkim, ważnym dla mieszkańców i przyszłości naszego miasta.
Kilkanaście kilometrów od Białegostoku płynie rzeka Czarna. I tu paradoks – Czarna jest czysta i żyjąca, a Biała służy jako kanał odpływowy. Najwyższa pora, aby Biała znów była „białą”, czyli „czystą”.

Praca nad tymi wydarzeniami wymagała od Was sporo poświęceń. Na Facebooku zamieściłeś zdjęcie, na którym wyciągacie z wody scenę.
Okazuje się, że jeden koncert, trwający trzy godziny, to cały dzień wyjęty z życia. Wraz z ekipą, w skład której wchodzą m.in. Krystian i Łukasz, musimy zadbać, żeby rozstawić scenę, nagłośnienie, przygotować dekorację, a po całym wydarzeniu – jeszcze sprzątnąć i rozebrać scenę. Raz postanowiliśmy zostawić ją na rzece. Wieczorem lekko kropiło, ale rano zaczęło lać. Scena w przeciągu godziny już zdążyła zniknąć pod powierzchnią wody.
A tak generalnie było super! To był olbrzymi projekt robiony przez małe grono osób. Przy dwudziestu jeden wydarzeniach jest mnóstwo roboty. Jak na tyle wydarzeń i blisko 60 zaproszonych artystów mieliśmy bardzo mały budżet. Paliwem musiała być pasja. Poprzeczka była wysoko ustawiona przez nas samych, ale wydaje mi się, że podołaliśmy. Białostoczanie nam zaufali i polubili. Cieszę się, bo dzięki wsparciu powoli wracają siły, żeby kontynuować projekt.

W tym roku Biała… będzie organizowana po części ze środków z Budżetu Obywatelskiego.
Tak – nasz projekt poparło wielu głosujących. Miasto zaprosiło nas do dyskutowania nad projektem. Przed nami jeszcze etap przetargu, dlatego zabezpieczamy się na wypadek, gdyby wygrał go ktoś inny, z innym pomysłem i gustem muzycznym. Nie chcielibyśmy gali disco-polo nad rzeką Białą.
Oprócz tego staramy się pozyskać fundusze miejskie i ministerialne, próbować przekonać sponsorów do naszego pomysłu. Prawdopodobnie będziemy znowu starać się o finansowanie z konkursu Lechstarter – od którego w tamtym roku wszystko się tak wspaniale zaczęło.

Współpracujecie też z białostockimi instytucjami artystycznymi.
Naszym partnerem w zeszłym roku był Białostocki Ośrodek Kultury. Dzięki temu w w ramach festiwalu Wschód Kultury / Inny Wymiar gościł u nas zespół T’ien lai oraz przeprowadzaliśmy rodzine warsztaty nad brzegiem rzeki. Niestety, prawdopodobnie w tym roku nie będziemy mogli powtórzyć tego projektu ze względu na cięcia w finansowaniu. Wschód Kultury ma o 1/3 budżetu mniej niż w zeszłym roku.
Jeden z zeszłorocznych koncertów odbył się także w budynku Elektrowni Galerii Arsenał, która swoją siedzibę ma właśnie nad rzeką. Trio Jachna/Mazurkiewicz/Buhl obdarował nas wysmakowaną improwizowaną muzyką. To była uczta! Poza dobrymi wspomnieniami mamy wspólny temat – rzekę. Dlatego w tym roku też chcemy współpracować z Galerią.

Co planujecie w tegorocznej edycji?
Na pewno będzie różnorodnie, jednak z przewagą muzyki źródłowej, folkowej i instrumentalnej. Znów będzie sporo potańcówek… ale też trochę elektroniki i ambientowego grania. Być może i znów uda się zrealizować wspólne wydarzenie z Up To Date Festival.
Bardzo chcielibyśmy zaprosić dwa gruzińskie zespoły – chór męski i grupę żeńskę, a także artystów z Armenii i pawdopodobnie Kapelę Niwińskich, z koncertem muzyki żydowskich wesel i potańcówek, która przetrwała dzięki wiejskim muzykantom… To byłby wieczór czterech kultur – gruzińskiej, ormiańskiej, żydowskiej i polskiej. Oprócz tego chcemy zmienić sposób organizacji wydarzeń.

Co w związku z tym?
Wcześniej wydarzenia były skupione w centrum Białegostoku, gdzie i tak istnieje wiele instytucji kulturalnych. Zaniedbywane są inne osiedla, peryferyjne kulturowo – Starosielce czy Dziesięciny. Dlatego w tym roku scena będzie wędrować – kilka wydarzeń odbędzie się na osiedlu Mickiewicza w pobliżu domków jednorodzinnych, inne na Białostoczku i na Wysokim Stoczku, gdzie stoją blokowiska. W 2018 roku działamy z hasłem “Biała wpływa na osiedla!” i mamy nadzieję, że wpłynie także na mieszkańców.

Ale Biała… to nie tylko muzyka.
W tym roku planujemy organizację warsztatów ekologicznych. Chcielibyśmy zwrócić uwagę na rolę rzeki w naszym mieście. Świadomość w tym temacie jest wciąż bardzo mała, co widać chociażby w komentarzach internautów pod artykułami dotyczącymi inwestycji w ścisłej okolicy rzeki Białej. Okazuje się, że ludzie chcą wysokich bloków, bo to ma uczynić miasto „metropolią”, ale nie wiedzą skąd się bierze woda w piwnicy.
Warsztaty te mają także na celu kształtowanie postawy obywatelskiego dbania o środowisko, które jest naszym wspólnym dobrem. Chcielibyśmy powiększać społeczność ludzi świadomych, którzy będą dążyli do renaturyzacji rzeki Białej. W tych kwestiach współpracujemy z Instytutem Działań Miejskich w ramach Festiwalu Ekoidei.
Pracując nad zeszłoroczną edycją spędziliśmy mnóstwo czasu w rzece. Niestety, na dnie jest wszystko – od pralek, przez butelki, po śmieci. Co ciekawe mieszkańcy sami z siebie nie mogą oczyszczać dna rzeki – jest to niezgodne z prawem. Od tego są odpowiednie służby. Po 60 godzinach spędzonych w Białej mogę stwierdzić, że nie wywiązują się z obowiązków. Ten projekt ma to zmienić i to jak najszybciej, bo rzeka jest w momencie krytycznym.

Biała… to czołowy projekt, który zwraca uwagę białostoczan na istotny problem – degradacji środowiska, której rezultatami są zalane budynki i drogi. Czego oczekujesz od władz miasta?
Chcielibyśmy być partnerem władz, ale włodarze też muszą być naszym partnerem. Zdegradowana Biała wylewa w okresie deszczowym. Ten problem dotyczy wszystkich mieszkańców. a to sprawia, że staje się tematem wyborczym. Nie chciałbym, żeby nasza inicjatywa była jakoś „rozgrywana”, wykorzystywana do politycznych przepychanek lub po prostu zignorowana. Gdyby współpraca się powiodła, byłaby to po prostu zdrowa sytuacja, korzystna dla obu stron, a przede wszystkim dla mieszkańców. My mamy świetny pomysł, więc naturalne powinno być to, że miasto próbuje ten pomysł wspierać.

Dlaczego to akurat Wasza inicjatywa miałaby zmienić myślenie o rzece?
Pasji nie można kupić. Potencjał społeczny, który już wypracowaliśmy, pokazuje, że białostoczanie są zainteresowani tematem rzeki. To, co wydarzyło się w poprzednim roku było piękne. Ludzie nam kibicowali i nas wspierali. W zasadzie to dzięki ich głosom odbyła się pierwsza edycja projektu. Dlatego Biała... to nie produkt, to coś więcej – lokalność, szczerość, wspólnota.

Mateusz Tymura – absolwent Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Współzałożyciel Teatru Latarnia (2009; strona internetowa: http://web.facebook.com/TeatrLatarnia), w którym gra i reżyseruje, oraz wytwórni kasetowej Pionierska Records (2014; strona internetowa: http://web.facebook.com/pionierska). Prezes zarządu Fundacji Teatr Latarnia. Zaangażowany w inicjatywy społeczno-kulturalne na terenie Białegostoku, np. Podwórkowy Dom Kultury (2012), Bojarskie duchy/Podróż w czasie (2015), Biała Czysta Kulturalna – rzeka dla mieszkańców (od 2017). Wyróżniony przez Polskie Radio Białystok tytułem kulturalnej postaci roku 2015.


Dodaj komentarz