„Pan tu nie stał” w dobie 2019 roku

Kolejki – symbol Polskiej Republiki Ludowej, czyli codzienność lat 70. i 80. Stało się w nich po wszystko i do wszystkich sklepów, jakie wtedy istniały. Nie ważne co w nim sprzedawano. A jak już się w takiej kolejce wystało, to towar brało się „hurtem”, czyli zazwyczaj tyle, że całego asortymentu starczało dla dziesięciu następnych w kolejce osób. Dlaczego tak robiono? Co było przyczyną i przede wszystkim jak na taką sytuację reagowali ludzie?

Odpowiadając na pierwsze pytanie: taki mieliśmy w ówczesnej Polsce ustrój. Reglamentacja została wprowadzona w czerwcu 1976 roku, początkowo dotyczyła tylko cukru. W 1981 roku, z powodu dużych niedoborów towaru na rynku, „systemem kartkowym” objęto większość produktów pierwszej potrzeby. Był to system, w którym kartki uprawniały do nabycia wybranych towarów po urzędowych cenach i obejmował całą społeczność kraju.

A jak na to reagowali Polacy? No cóż, nie mieli innego wyjścia, jak tylko się do nowych warunków przyzwyczaić. Stali więc w kolejkach tyle, ile było trzeba, przede wszystkim rozmawiając i dowiadując się wielu istotnych rzeczy – chociażby co zeszłego popołudnia robiła sąsiadka spod trójki, albo, że sąsiad spod siódemki wrócił później, niż zazwyczaj. Tematy rozmów były przeróżne, począwszy od tego, co zrobić z rzeczy, po którą się stoi po to, jak spędzi się następne wakacje.

Po co dziś stoi się w kolejce? Głównie po nowe Yeezy na Chmielnej w Warszawie. Mam tu przed oczami czterdziestoosobową kolejkę po nową parę butów z linii Kanye West’a, które kosztowały bagatela 850 zł. Tak było w lutym 2016 roku. Ludzie koczowali tam z termosami, w kolorowych śpiworach i na leżakach. Dostępne były tylko 33 pary, więc możemy uznać, że i tym razem zastosowano pewnego rodzaju reglamentację. Tylko, że nikt nie miał w portfelu kartek, lecz 850 zł.

Rozmowy w takiej kolejce pewnie nieco różniły się od tych niemal czterdzieści lat temu, a już na pewno nie było ich tak wiele. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: smartfony. Zastąpiły one rozmowy, a przede wszystkim są idealnym rozwiązaniem na zabicie nudy. No właśnie. Telefony, szczególnie iPhone’y były także niejednokrotnie powodem niemałego zamieszania i pokaźnych kolejek. A przynajmniej w USA, czy Singapurze. W 2018 roku, koncern Apple wypuścił nowe modele swoich smartfonów, więc i popyt na nie proporcjonalnie wzrósł. Nie był to produkt ani tani, ani pierwszej potrzeby. Nie zniechęciło to jednak nabywców do wydania prawie 4 tys. zł.

Odchodząc od ekstremalnych sytuacji, w kolejce stoimy dziś głównie w centrach handlowych do kas (najgorsze są te podczas wyprzedaży), albo do bramek prowadzących ku wejściom na koncert ulubionego zespołu. W sklepowych kolejkach niecierpliwimy się pewnie podobnie jak nasi rówieśnicy 30 lat temu, ale my nie mamy na głowie tego, czy wrócimy do domu z czymś na kolację, czy też nie. Jeżeli już w niej stoimy, to raczej z produktem, który mamy zamiar kupić. Kiedyś gwarancji takiej nikt w zasadzie nie mógł udzielić. Pamiętam z opowieści taty, że któregoś razu, aby zdobyć nowe buty, od godziny 5 rano zmieniał się z rodzeństwem w kolejce do sklepu obuwniczego, który miał być otwarty o godzinie 10.

My tego nie zrozumiemy, a kiedyś tak właśnie wyglądała rzeczywistość. Cóż, każda epoka miała swój urok. Kiedyś ludzie w kolejkach się poznawali, dziś przepychają podczas Black Friday.


Dodaj komentarz