Pamiętaj o pocztówce!

„Wyślij nam kartkę z wakacji!” – słyszało niegdyś każde dziecko przed wyruszeniem na wakacyjny obóz lub wyjazd do dziadków. Przesłanie krótkich pozdrowień  było na tyle oczywiste, że aż trudno było sobie wyobrazić, że mogłoby ich zabraknąć… A jednak jest ich coraz mniej. Dlaczego?

Odpowiedź wydaje się stosunkowo prosta – w czasach wszechobecnego Internetu, w którym można obejrzeć fotografie z dowolnych miejsc świata oraz nadać lub odebrać pozdrowienia ze wszystkich kontynentów obrządek kupowania małego zadrukowanego kartonika, wypisywania na nim kilku słów, kupowania znaczka i wrzucania do skrzynki wypada niezwykle anachronicznie. To samo można zrobić dużo łatwiej, a efektowniej za pośrednictwem mediów społecznościowych. Mimo to jednak niektórzy do pocztówek tęsknią.

Kilka słów o historii

Historia pocztówki liczy sobie przeszło 140 lat. Pomysłodawcą pocztówki był Niemiec Heinrich von Stephen. Pomysł kartki korespondencyjnej, której nie trzeba było wkładać do koperty został przez niego zgłoszony na konferencji pocztowej w Karlsruhe 30 listopada 1865 roku. Kraje niemieckie jednak odrzuciły pomysł dr Stephena. Dopiero cztery lata później karty korespondencyjne pojawiły się w obiegu na terenie Monarchii Austro-Węgierskiej. Nie miały one jeszcze żadnego obrazka. Pierwsza ilustrowana karta pocztowa wysłana została w 1870 roku przez księgarza Augusta Schwartza z Olenburga – była to tzw. „Karta korespondencyjna Poczty Północno-Niemieckiej”. Dwa lata później w Zurichu w Szwajcarii wydana została pierwsza kartka z widokiem miasta. W tym samym 1872 roku karty pocztowe z widokami miast pojawiły się w Cesarstwie Rosyjskim.

Po roku 1872 takie ilustrowane widokami miast pocztówki, zwane widokówkami, zaczęły się pojawiać w obiegu coraz częściej, nie tylko krajowym, lecz i międzynarodowym, do którego zostały dopuszczone od 1 lipca 1875 r.  Ilustracje, najpierw jednobarwne, a następnie wykonane w szerszej palecie kolorów były tworzone techniką litograficzną. Co ciekawe, na początku znaczek przyklejało się z przodu pocztówki, obok obrazka należało też zmieścić krótkie słowa pozdrowienia. Cały rewers pocztówki był przewidziany na adres. Znany nam po dziś dzień układ wprowadził dopiero Światowy Związek Pocztowy w 1905 roku.

A skąd ta nazwa?

Do roku 1900 w języku polskim nie było rodzimego określenia karty pocztowej. W zaborze rosyjskim spolszczono rosyjskie „otkrytka” do nazywania tych kart. Dopiero przy okazji Pierwszej Wystawy Kart Pocztowych w Warszawie ogłoszono konkurs na polską nazwę. Nadesłano na konkurs aż 296 propozycji. Najwięcej głosów zdobył wyraz „pocztówka” zaproponowany przez osobę ukrywającą się pod pseudonimem „Marja z B.”. Po otwarciu koperty konkursowej okazało się, że  autorem jest… Henryk Sienkiewicz. W ten sposób „pocztówka” na dobre zagościła w polszczyźnie za sprawą późniejszego noblisty.

Wspomnień czar

Wydaje się, że największa kariera pocztówek w Polsce przypada na okres PRL, kiedy przesyłki pocztowe były względnie tanie i powszechnie dostępne, natomiast innych środków przekazu jeszcze nie było. Stanowiło to naturalną zachętę do skorzystania z usług znajdującego się nieopodal urzędu pocztowego. Szczyt liczby wysyłanych rocznie listów zwykłych i poleconych przypadł na początek lat 70., gdy było to ponad półtora miliarda przesyłek rocznie (http://biqdata.wyborcza.pl/biqdata/7,159116,22065330,ludzie-listow-juz-nie-pisza-zobacz-ile-wysylalismy-ich-przez.html). Po regresie, jaki nastąpił pod koniec lat 80. liczba przesyłanych listów znów zaczęła gwałtownie rosnąć, aby w 1999 r. osiągnąć swój legendarny pułap ponad dwóch miliardów w ciągu jednego roku. W XXI wieku statystyki regularnie się pogarszają. Poczta Polska nie prowadziła analiz, jaką część tych listów stanowiły pocztówki, jednak można się spodziewać, że ich udział był spory.

Kartki pocztowe z okresu PRL najczęściej wywołują nostalgiczne wspomnienia. Po tylu latach są niepowtarzalne – zmienił się zarówno świat, jak i jakość wykonania oraz stosowane techniki. W większości polskich domów nadal można spotkać kilka pamiątkowych widokówek z tamtych lat. Przedstawiają bardzo zróżnicowane krajobrazy, odzwierciedlające różne oblicza naszego kraju, począwszy od rozciągającego się na północy wybrzeża aż po zakopiańskie Krupówki i Gubałówkę. Postanowiłem zapytać kilku osób o to, jakie wspomnienia wiążą ze zwyczajem posyłania takich niewielkich pozdrowień w formie graficznej znajomym i bliskim.

„Pamiętam to z dzieciństwa. Zawsze z kolonii musiałem obowiązkowo wysłać trzy – do jednej babci, do drugiej babci i do rodziców. Do babć musiały być najładniejsze, bo to babcie, do rodziców jaka się trafiła. Z perspektywy czasu ciekawe było, że jakkolwiek oddalone od cywilizacji nie było miejsce, gdzie się znajdowałem, to w sklepiku nieopodal czy na poczcie zawsze znalazły się kartki ze stosowną puszczą, jeziorem, rzeką, łąką czy czymkolwiek. Dziś już chyba nie jest to tak szeroko dostępne” – wspomina Maciek, dziś czterdziestolatek. Podobne wspomnienia ma jego siostra Helena: „Ja z kolei nie lubiłam obozów, więc rodzice żeby pozbyć się mnie z domu na jakiś czas mimo wszystko, wysyłali mnie do wujostwa do Warszawy. Już na tamte czasy stolica była stolicą i czuć było, że to zupełnie inny klimat i inne otoczenie, choć przecież nie pochodziliśmy ze wsi, tylko z miasta wojewódzkiego. Dla dziecka było to wielkie przeżycie no i oczywiście też musiało się wiązać ze stosowną kartką. Wybór na warszawskich pocztach był przeogromny, przynajmniej tak pamiętam. Trasa Łazienkowska, Pałac Kultury i Nauki, Dworzec Centralny, świeżo co oddany, Stadion Dziesięciolecia, Krakowskie Przedmieście, Zamek Królewski, jeszcze w trakcie odbudowy i kto wie, co jeszcze…”.

Postanowiłem dopytać, czy kultywują dawne obyczaje. Jako pierwszy odpowiedział Maciek: „Niestety, ale przestało nam się udawać. Jednak wygodnictwo wzięło górę i gdy każdy ma pod ręką telefon z dostępem do sieci, to bieganie na pocztę nie jest szczególnie atrakcyjne. Dzieci próbowałem kiedyś zachęcić, żeby coś przysłały, ale skończyło się na zdjęciu wysłanym Messengerem. Po przyjeździe stwierdziły, że nie było czasu”. „U mnie w zasadzie to samo, trochę szkoda, ale może to znak czasów” – dodała Helena.

Odświeżanie tradycji

Są nadal ludzie, którzy nie poddali się w próbach poszukiwania dla widokówek nowego życia. Od pewnego czasu rosnącą popularnością cieszą się drewniane pocztówki. Choć w pierwszej chwili pomysł może się wydawać nieco oryginalny, to jednak efekt wizualny powinien przekonać sceptyków, że nowatorstwo osoby, która pierwsza wpadła na ten pomysł przyniosło świetne efekty. Drewniana pocztówka z pewnością jest czymś bardziej trwałym niż papierowy arkusz grubego papieru, który łatwo może ulec zniszczeniu.

Drewno jako tworzywo daje również wiele możliwości urozmaicania projektów, co w przypadku tradycyjnych pocztówek nie jest możliwe. Drewniane widokówki mogą być wykonywane z wykorzystaniem różnych technik, czy to malowania, czy też rzeźbienia, a nawet delikatnego wypalania wzorów. Można także przygotować widokówki ażurowe, składające się np. z dwóch czy trzech warstw cienkiego drewna. Wszystko zależy od inwencji. Taka „kartka” z pewnością zagości na półce na dłużej i może stanowić cenną pamiątkę z odwiedzonego miejsca. Kwestia przesyłania jej pocztą może być nieco kłopotliwa, choć po zakupie odpowiedniej koperty i ten etap nie będzie już stanowić problemu. Dlaczego by więc nie próbować?

W sieci można też znaleźć bardzo wiele wariantów usługi wysyłania kartek elektronicznych. Wystarczy wybrać odpowiedni motyw, czy to okolicznościowy, czy związany z konkretnym miejscem, następnie napisać kilka słów i przesłać do odpowiedniej osoby. Trudno powiedzieć, czy jest to udana próba przeniesienia tradycyjnych pocztówek w przestrzeń Internetu, jednak skoro już zaistniała, to być może warto ją sprawdzić?

Pocztówki, choć wydawać się mogą przeżytkiem, nadal mają jednak w sobie coś szczególnego. Zwyczaj ich posyłania, choć może nie tak popularny jak dawniej, nadal ma spore znaczenie. Powstają też liczne nowoczesne kontynuacje dawnej tradycji. Na razie więc kartki pocztowej nie musimy jeszcze określać jako ginącego gatunku. Na szczęście!

Krzysztof Andrulonis


Dodaj komentarz