Oswajanie czy sabotaż?

W tak niezwykle skomplikowanym świecie, w którym żyjemy, zupełnie naturalną tendencją może się zdawać oswajanie go, układanie wszystkiego po swojemu. Musimy w jakiś sposób funkcjonować, odnaleźć się, a przede wszystkim – żyć. Napotykamy wiele zmiennych, rzeczy, na które nie mamy wpływu. Żeby temu wszystkiemu podołać, używamy jednego narzędzia – naszego mózgu. Do tego przecież służy. Co, jeśli jednak nie możemy mu zaufać? Co, jeśli oswaja on świat za bardzo?

Pomyślmy o myślach  

Czy mózg może nas oszukiwać? Oczywiście, to pewnie wie każdy. Czy zawsze jednak są to zwidy, omamy, teorie spiskowe? Efekt nie musi być aż tak spektakularny. Nasz umysł przez całe życie może nakładać maski na świat wokół, może interpretować i porządkować to, z czym się styka. Robi to dla naszego ogólnego dobra, upraszcza, pomaga zrozumieć i przewidywać. I właśnie wtedy często nas oszukuje – nie celowo, ale jednak.

Najczęściej robi to poprzez automatyczne myśli, czyli te, które pojawiają się w pewien sposób same. Nie są wynikiem długich przemyśleń i złożonego wnioskowania. Są to myśli-wytrychy, często takie, które były z nami zawsze, które teoretycznie pomagały nam sobie z czymś poradzić: z uporządkowaniem świata, oswajaniem zagrożenia, przygotowaniem się na niespodziewane. Pozwalały nie zamartwiać się ponad miarę, zepchnąć stres gdzieś na bok. Przecież skoro już mamy wyrobiony osąd na dany temat, czy jakichś wydarzeń, perspektyw, czy osób, to nie musimy już poświęcać im uwagi. Na wszystko mamy jakiś wzór myślowy, który zapewnia nam bezpieczeństwo.

Co ciekawe, zwykle nie widzimy, że te schematy są zniekształcone. Są z nami każdego dnia, potrafią być dobrą odpowiedzią na wszystko i – paradoksalnie – zawsze działają, a w każdym razie tak nam się wydaje. Tak naprawdę jednak nasz umysł przekonuje nas do fałszywych stwierdzeń, podsuwa nam nieprawdziwe wnioski, które pomagają oswoić obecną sytuację. Kataloguje i porządkuje wszystko jak najmniejszym nakładem stresu i w pewien sposób robi to za nas, bo nie odpowiadamy za każdą myśl. Myśli przychodzą i odchodzą, możemy się z nimi zgadzać bądź nie, to nie są decyzje. I tu właśnie należy nauczyć się rozpoznawać nasze zniekształcenia poznawcze. Bo to, że umysł podrzuca nam je automatycznie, nie znaczy wcale, że są prawdą. Zazwyczaj są po prostu pułapką.

Robimy to wszyscy 

Nikt nie jest wolny od zniekształceń poznawczych. Dotyczą one dosłownie każdego człowieka na Ziemi. Nasze spojrzenie na świat nigdy nie jest i nie będzie obiektywne. Jesteśmy istotami emocjonalnymi i właśnie przez pryzmat emocji zawsze będziemy poddawać wszystko analizie, bo nie jesteśmy w stanie kontrolować się przez cały czas.

Warto jednak rozpoznawać zniekształcenia, by móc reagować, weryfikując je. Każdemu przecież zdarzyło się pewnie pomyśleć, że do niczego się nie nadaje, albo określić kogoś mianem chodzącego ideału. Pytanie brzmi: czy to może być prawda? Oczywiście, że nie. Często argumenty, by taką automatyczną myśl obalić, można znaleźć w 10 sekund. Ale najpierw oczywiście trzeba ten wzorzec myślenia rozpoznać.

Zniekształcenia poznawcze jako pierwszy opisał Aaron Beck, twórca terapii poznawczej. Jakie wyróżniamy ich odmiany? Oto kilka przykładów:

  1. Katastrofizacja: Przewidujemy przyszłość, najczęściej faktycznie w czarnych barwach, często nawet nie biorąc pod uwagę innych, nawet bardziej prawdopodobnych możliwości.

Przykład: Na pewno się zatnę i zrobię z siebie pośmiewisko.

  1. Myślenie dychotomiczne (wszystko albo nic): Potrafimy się skupić tylko na dwóch skrajnych możliwościach, często widząc tylko je, a pomijając w zupełności rozwiązania pośrednie.

Przykład: Jeśli nie zdam tego egzaminu, to wszystko przepadnie.

  1. Czytanie w myślach: Zakładamy, że wiemy, co dana osoba myśli. Przez emocje buzujące w nas, wyciągamy wnioski na ten temat z minimalnych, mglistych przesłanek, nie biorąc pod uwagę bardziej prawdopodobnych opcji.

Przykład: Na pewno myśli, że jestem brzydka.

  1. Etykietowanie: Kategoryzujemy w oparciu o niewystarczające przesłanki i przyklejamy sztywne i bardzo ogólnikowe etykiety zarówno innym ludziom, jak i sobie. Często są to puste pojęcia, które łatwo obalić.

Przykład: Jestem nieudacznikiem. On po prostu ma talent.

  1. Nadmierne uogólnianie: Na podstawie pojedynczych przesłanek wyciągamy wnioski, które daleko wykraczają poza bieżącą sytuację.

Przykład: [popełniając jeden błąd] Zupełnie się do tego nie nadaję.

  1. Nadmierna odpowiedzialność: Zakładamy, że jesteśmy odpowiedzialni za sytuacje i wydarzenia, nad którymi tak naprawdę nie mamy kontroli i przyjmujemy na siebie winę jako oczywistość.

Przykład: Mama zachorowała, bo za mało się nią opiekowałem.

  1. Wyolbrzymianie i minimalizowanie: Często występują razem i się wzajemnie uzupełniają – wtedy najczęściej wyolbrzymiamy nasze porażki, a minimalizujemy sukcesy. Łatwo rozpoznać to zniekształcenie po frazie „tak, ale”, szczególnie w reakcji na komplement.

Przykład: Dostałem złą ocenę, bo jestem głupi, a poprzednie piątki to tylko łut szczęścia.

  1. Nadużywanie imperatywów: Mamy nazbyt precyzyjne i stałe wyobrażenie na temat tego, jak powinniśmy się zachować, jacy być, a niespełnienie tych oczekiwań oceniamy negatywnie.

Przykład: Nie powinienem tak się czuć. Muszę się wziąć w garść.

  1. Personalizacja: Jesteśmy przekonani, że to my jesteśmy powodem, dla którego ktoś się negatywnie zachowuje, nie biorąc pod uwagę innych możliwych powodów.

Przykład: Była niemiła, bo pewnie coś zrobiłem nie tak.

  1. Uzasadnienie emocjonalne: Myślimy, że coś musi być prawdą, ponieważ tak „czujemy”, mocno w to wierzymy, a lekceważymy dowody, które świadczą przeciwnie.

Przykład: Wiem, że praca idzie dobrze, ale czuję że wszystko robię nie tak.

Takie myśli pojawiają się w głowie każdego i są one zupełnie naturalne dla człowieka, niektórzy jednak tych zniekształceń nadużywają. Ważne jest to, aby zdać sobie z tego sprawę. Chociaż w Polsce zdrowie psychiczne to jeszcze raczkujący temat, warto o nim mówić i warto się zastanawiać. Nagromadzenie schematów myślowych może prowadzić do depresji czy lęku uogólnionego. Zauważanie myśli automatycznych nie jest łatwe i wymaga swego rodzaju treningu, ale ich rozpoznanie już stanowi połowę sukcesu. Znalezienie argumentów, które pomogą nam się z nich wyrwać, jest dużo prostsze.

Oswajajmy świat i miejmy na uwadze, że myśl jest tylko myślą i można z nią podyskutować. Nie zawsze przecież musi być prawdziwa.

Marta Lipowicz 


Dodaj komentarz