Odkryć siebie

Jak to jest, że niektórzy z nas właściwie od zawsze wiedzą, co chcą robić w życiu i konsekwentnie do tego dążą, a inni wciąż szukają czegoś, co mogłoby wciągnąć ich na dłużej? Wśród postanowień noworocznych, statystyczna większość dotyczy właśnie zmiany swojego życia i odnalezienia pasji.

 

Ale jak to zrobić?

Kilka osób zgodziło się podzielić swoimi zainteresowaniami, z pozoru zwykłymi, ale nie każdy zdecydowałby się na przykład na morderczy nocny bieg tylko po to, aby móc spełnić marzenie. Ci wyjątkowi ludzie opowiedzieli między innymi o tym, jak każde z nich odnalazło w życiu coś, co daje im spełnienie, możliwość realizacji, a przede wszystkim przynosi wiele radości. Przy okazji rozmowy przekonałam się, że prawdziwa pasja to nie tylko sposób na zabicie czasu, ale coś znacznie głębszego, ważniejszego.

(Od)kopany talent

Osiemnastoletnia Ola to piłkarka Stomilu Olsztyn, uczennica drugiej klasy liceum o profilu biologiczno-chemicznym. Gdy tylko zaczyna mówić o swoim hobby, widać, że to dla niej nie tylko „bieganie po boisku”, ale prawdziwy sens życia. Z błyskiem w oku i wielką przyjemnością opowiedziała, jak to się zaczęło.

Ola od zawsze była aktywna, lubiła sport, a szczególnie piłkę nożną. Kiedy w jej miejscowości wybudowano orlik, przychodziła z koleżankami, aby poodbijać sobie piłkę i przy okazji popatrzeć na trening drużyny chłopców. Pojawiały się tam niemalże codziennie, ale zawsze trzymały się z boku. Stały za ogrodzeniem, bo nie miały wystarczająco dużo odwagi, aby wejść na boisko. Pewnego dnia trener je zauważył, zaprosił na boisko i tak zaczęła się cała przygoda. Po kilku treningach z chłopakami dziewczyny stworzyły własną drużynę. Od teraz mogły bez przeszkód robić to, co lubiły. Chociaż sprawiało im to wiele radości, wymagało wielu wyrzeczeń.

Ola dodatkowo śpiewa i gra na gitarze, co nie zeszło na dalszy plan nawet wtedy, gdy rozpoczęła się przygoda z piłką. Zdarzało się, że zaraz po lekcjach biegła z gitarą na plecach i piłką pod pachą na zajęcia ze śpiewu, a potem na trening. Niejednokrotnie brakowało jej czasu na wiele rzeczy, także na odpoczynek, ale to nie było istotne. Niestety dość szybko okazało się, że część dziewcząt nie odnalazła się w piłce nożnej i drużyna się rozpadła. To jednak Oli nie zniechęciło. Wraz z koleżanką postanowiły zapisać się do klubu i nadal trenować. Tak trafiła do olsztyńskiego Stomilu, gdzie trenuje do dzisiaj. Jeszcze w gimnazjum, kilka razy w tygodniu, dojeżdżała kilkadziesiąt kilometrów na treningi. Upór i determinacja opłaciły się, ponieważ teraz Ola robi to, co kocha i jest w tym naprawdę dobra, mimo że z pewnością nie brakowało jej chwil zwątpienia, kiedy w jednym czasie miała zbyt dużo zajęć. W przyszłości chciałaby studiować medycynę sportową, co pozwoliłoby jej na połączenie pasji i przyszłej pracy zawodowej.

Walcz o swoje

Kolejną osobą jest Bartek, tegoroczny maturzysta, który ma wiele planów na przyszłość dość ściśle związanych z jego pasją, czyli wojskiem. Jak sam mówi, nie pamięta, kiedy dokładnie zaczęło się jego zainteresowanie militariami, ale od dziecka lubił bawić się żołnierzykami, pistoletami i innymi „typowo męskimi” zabawkami. Wraz z wiekiem rosło też jego zamiłowanie do wojska, ale na poważnie zaczął o nim myśleć stosunkowo niedawno, bo w drugiej klasie technikum chemicznego. Bartek nie odnalazł się na wybranym kierunku – jego zdaniem analiza chemiczna raczej na nic się w życiu nie przyda. Mimo tego zdecydował się ukończyć tę szkołę, a swoją pasją zajmuje się po lekcjach i w czasie wolnym.

Pierwszą kluczową decyzją Bartka, podjętą po osiemnastych urodzinach, było wstąpienie do jednostki strzeleckiej. Wtedy skończyły się żarty, a zaczęła (dosłownie) walka o spełnienie marzeń. Weryfikacja do jednostki rozpoczynała się o 23:45 w piątek i trwała do 15:00 w niedzielę. Grupa chętnych wyruszyła na morderczą wyprawę, która wyłonić miała najsilniejszych, zdolnych wytrwać do końca zadania. Bartek wspomina to jako niewyobrażalny wysiłek, zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Po kilkugodzinnym maratonie, wykończeni niemalże do granic możliwości rekruci mieli za zadanie – przy okazji wspinaczki – nauczyć się na pamięć wiersza. Wtedy Bartek uświadomił sobie, że wszystko jest w głowie i pomimo ulewy i kompletnego braku sił, nadal będzie w stanie robić, co musi, jeżeli tylko odpowiednio się zmotywuje. To była ogromna lekcja pokory, samozaparcia i świetna okazja do sprawdzenia samego siebie. Cała próba zakończyła się pomyślnie i Bartkowi, wraz z kilkoma innymi osobami (z kilkunastu na początku) udało się pomyślnie ukończyć weryfikację.

Mimo że ludzie różnie mówią, Bartek nadal wierzy, że wszystko to, co teraz robi, pomoże mu w przyszłości dostać się na wymarzone studia, oczywiście o charakterze wojskowym. Jego pasja sprawia mu ogromną przyjemność i nie porzuciłby tego za nic w świecie. Bartek uważa jednak, że nie każdy byłby w stanie odnaleźć się w wojsku. Przede wszystkim trzeba umieć myśleć kategoriami „najpierw dobro innych, dopiero potem ja”, dlatego też Bartek stara się czynnie uczestniczyć we wszelkich możliwych akcjach i wolontariatach.

Wyśpiewać marzenia

Asia to bardzo otwarta i miła siedemnastolatka, uczennica klasy o profilu humanistycznym w olsztyńskim liceum. Jest prawdziwym człowiekiem-orkiestrą, ponieważ trochę gra na gitarze, śpiewa, recytuje, chodzi na zajęcia do grupy teatralnej, a do tego ma świetne oceny i jest pasjonatką języka niemieckiego. Pochodzi z małej miejscowości oddalonej od Olsztyna o kilkadziesiąt kilometrów. Na co dzień mieszka w bursie, gdzie również bardzo aktywnie się udziela. Już na samym początku dała się poznać jako niewinnie wyglądająca blondyneczka z głosem jak dzwon. Talent tak naprawdę odkrył w niej ksiądz podczas przygotowań do Pierwszej Komunii. Jej „debiutem” było zaśpiewanie psalmu, który tak się spodobał, że Asia została już na stałe „dziewczyną od psalmów”.

Potem przyszedł czas na zajęcia w szkole i poza nią, pierwszy zespół i konkursy, podczas których niejednokrotnie została doceniona, ale zdarzały się również porażki. Widząc, że jej praca nie idzie na marne, nadal ćwiczyła i występowała, gdzie tylko się dało. Po przeprowadzce do Olsztyna nie porzuciła swoich zainteresowań, a nawet rozwinęła skrzydła razem z bursowym zespołem, z którym udało się jej podbić wiele festiwali. Poza muzyką duże znaczenie ma dla niej teatr. Na scenie może poczuć się spełniona i szczęśliwa. Zarówno recytując wiersze, jak i tworząc solowe miniprzedstawienia. Pomagają jej w tym specjalne zajęcia w Teatrze im. Stefana Jaracza. Mimo że zajęcia odbywają się w weekendy, co niejednokrotnie wiąże się z koniecznością pozostania w bursie, miłość do teatru wynagradza wszystko. Pochwały od wielu znaczących osób po usłyszeniu jej interpretacji wiersza Lokomotywa, przedstawionego po niemiecku, zmotywowały ją jeszcze bardziej do pracy.

Mimo sukcesów Asia twardo stąpa po ziemi i jest świadoma, że w obecnych czasach konkurencja jest duża i trudno wybić się młodym talentom. Dlatego znalazła na siebie inny pomysł. Od gimnazjum przejawiała zdolności do języka niemieckiego – właśnie z nim chce związać swoje plany na przyszłość i zamierza studiować germanistykę. Trzeba też dodać, że mimo szerokich zainteresowań, zawsze znajduje czas na pomoc innym, między innymi wolontariat.

Wielu ludzi wokół nas ma swoje wyjątkowe zainteresowania, o których nie mówią i tylko nieliczni o nich wiedzą. Nie bądźmy samolubni i dajmy innym możliwość brania z nas wzoru. Dzielmy się wszystkim tym, co możemy przekazać innym. Nie ukrywajmy się, bądźmy otwarci, a przy okazji ciągle szukajmy naszego powołania. Być może coś nowego wciągnie nas do tego stopnia, iż naszą przyszłość zwiążemy właśnie z kręgiem naszych zainteresowań. A wiadomo, że praca, która jest naszą pasją, nigdy nie będzie dla nas męcząca.


Dodaj komentarz