O przeszłości współcześnie

Kiedy miała miejsce bitwa pod Grunwaldem? Kiedy dokonano pierwszego rozbioru? Jeśli potrafisz podać datę – chwała ci za to, bo nie każdy Polak sobie z tym radzi. Historia jednak na kilku liczbach się nie kończy. W jaki sposób to udowodnić i zachęcić do pójścia dalej w jej poznawaniu?

Nie da się uczyć o przeszłości, patrząc tylko w strony grubego podręcznika. To śmiertelnie nudne, a do tego nieprzystające do współczesnej rzeczywistości, w której prym wiedzie kolorowa grafika, a nie najbardziej nawet wyszukane słowo pisane. Historię najlepiej poznawać na żywo – z tą tezą trudno się nie zgodzić. Z roku na rok jest też coraz więcej ludzi czy stowarzyszeń chętnych do wcielania jej w życie.

O historii na żywo
Najdoskonalsza choćby fotografia albo infografika nie zastąpi fizycznej obecności w miejscu związanym z danymi wydarzeniami historycznymi. Sam doświadczyłem tego, będąc na warszawskich Powązkach. Odwiedzając je niedługo przed zapadnięciem zmroku, gdy dookoła nie ma już zbyt wielu ludzi, a mrok rozświetlają tylko nieliczne latarnie i palące się na mogiłach znicze, doznać można czegoś naprawdę niezwykłego. Trudno mi to wyrazić, ale wędrówka między grobami osób zasłużonych dla polskiej przeszłości, zastanawianie się nad każdym dostrzeżonym znanym nazwiskiem, przypominanie sobie kolejnych faktów z bliskich i odległych dziejów narodu oraz układanie ich w logiczną całość stanowiły dla mnie doświadczenie, którego nie da się zapomnieć, a także którego nie da się powtórzyć nigdzie indziej. Do właściwego przeżycia takiej chwili jest jednak konieczna odpowiednia atmosfera – spokojna, cicha, skłaniająca do zadumy. Coś, co na większości szkolnych wyjazdów jest nieosiągalne.

Zarówno z relacji nauczycieli, jak i uczniów wiem jednak, że nawet w tak licznym gronie jak zgromadzona na wspólnym wyjeździe jedna bądź więcej klas, możliwa jest całkowita cisza. Zdarza się ona w zasadzie tylko w jednym miejscu – w obozie Auschwitz–Birkenau. Widok pieców krematoryjnych, zbiorczych łazienek, w których mordowano cyklonem B, pamiątek w postaci okularów, butów czy sztucznych szczęk, jakie pozostawały po więźniach, wzbudza przerażenie, lęk, wywołuje głębokie emocje – szczególnie u licealistów, osób stosunkowo dojrzałych, które mają świadomość ogromu zbrodni, popełnionych przez nazistów na Żydach i przedstawicielach narodów słowiańskich. Uczniowie opuszczający bramy obozu wyglądają zupełnie inaczej. – Milczą lub prawie milczą, nie mają nastroju ani energii, żeby rozmawiać o sprawach codziennych. Widok artefaktów, które pozostały po piekle urządzonym tu przez Niemców, przytłacza ich, dosłownie wyciska z nich powietrze i pozbawia sił. Niektórzy rodzice twierdzą, że to za dużo, że nie powinni oglądać takich rzeczy, bo potem przez to cierpią. Jestem odmiennego zdania – są rzeczy, które każdy uczeń powinien zobaczyć, nawet kosztem nieprzyjemnych doświadczeń – komentuje jedna z moich nauczycielek. Nie umiem odmówić jej słuszności.

Byłoby rzeczą wspaniałą, gdyby podobnie głębokie przemyślenia uczniowie czerpali z podziwiania także innych miejsc pamięci, w mniej bezpośredni sposób przywołujących wspomnienia często brutalnej przeszłości. Niestety przeszkadza w tym wiele czynników. Zmęczenie podróżą, napięty plan zmuszający do ciągłego przemieszczania się z miejsca na miejsce, przynudzający przewodnik, oczekiwanie na upragniony czas wolny – wszystko to sprawia, że odwiedzanie miejsc ważnych dla przeszłości często przeradza się w bierne oglądanie przewijających się przed oczami krajobrazów albo poszukiwanie miejsca, gdzie można by odpocząć i uniknąć konieczności dalszego zwiedzania.

Historia w przestrzeni miejskiej
Jednym z obowiązujących współcześnie trendów edukacyjnych jest przekazywanie wiedzy przy okazji, w różnych sytuacjach niepowiązanych wprost z nauką. Dlaczego by nie spróbować postąpić w ten sam sposób z prezentowaniem wydarzeń historycznych?

Jedną z ciekawszych tego typu inicjatyw były „Histokafle”, wymyślone i wykonane przez uczniów III Liceum Ogólnokształcącego w Elblągu w 2013 roku. Na chodnikach kilkunastu głównych ulic miasta pojawił się szereg ilustracji wykonanych za pomocą sprayów do graffiti, przedstawiających symbolicznie najważniejsze wydarzenia i ludzi z historii miasta. Od początku owoc prac licealistów spotkał się z zainteresowaniem przechodniów. Ponieważ szablony przygotowano w ten sposób, by nie odkrywały od razu wszystkich kart, każdy widz sam musiał pomyśleć, do czego dokładnie nawiązuje przedstawiona scena. Wielu było i takich, którzy wspomogli się zasobami sieciowymi, aby odgadnąć, o jakie zdarzenia z przeszłości Elbląga chodzi. Nawet jeżeli przeczytali o nich tylko kilka zdań, to zawsze byli bogatsi o nowe informacje – a taki był właśnie główny cel pomysłodawców.

Swoje zasługi w nauczaniu historii w nowatorski sposób mają także instytucje państwowe, z Instytutem Pamięci Narodowej na czele. Jedną z najciekawszych akcji w ostatnim czasie była 35. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Tego dnia po Warszawie kursował przygotowany specjalnie na tę okazję historyczny autobus. W środku można było obejrzeć przygotowaną wystawę, porozmawiać z pasjonatami i specjalistami historii najnowszej oraz pośpiewać patriotyczne pieśni z tamtego okresu. IPN zaproponował także wszystkim Polakom zapalenie 13 grudnia w oknach domów świec, które przypominały o podobnym wydarzeniu, jakie miało miejsce w Wigilię 1981 roku. Światła pojawiły się wtedy na znak solidarności w walce z komunistami nie tylko w naszym kraju, ale też m.in. w oknach papieskiej rezydencji w Watykanie oraz w wielu domostwach na terenie całej Ameryki – do tego gestu wezwał w swoim bożonarodzeniowym orędziu Ronald Reagan.

Wielkie znaczenie w rozwijaniu zainteresowania historią mają również imprezy realizowane w miejskim plenerze. Łączą one przyjemne z pożytecznym – z jednej strony dają możliwość wypoczynku od codziennej gonitwy i dobrej zabawy, a z drugiej przypominają o rocznicach najważniejszych wydarzeń – czy to z historii powszechnej, czy też regionalnej. Jednym z najlepszych przykładów wykorzystania takiej formy propagowania wiedzy historycznej są organizowane corocznie koncerty upamiętniające kolejne rocznice powstania warszawskiego. Na scenie pojawiają się najczęściej artyści związani z warszawską światem artystycznym – w tym roku utwory powstańcze wykonywali Warszawskie Combo Janka Młynarskiego oraz m.in. Aleksandra Kurzak, Gaba Kulka, Renata Przemyk i Marian Opania. Pod pomnik Powstania Warszawskiego przybyło kilka tysięcy osób, aby móc wspólnie zagłębić się w muzycznej historii powstania i zaśpiewać po kilka zwrotek pieśni, które zagrzewały powstańców do boju.

Więcej niż zbiory artefaktów
Wielu ludziom muzea nadal kojarzą się z szczelnie zamkniętymi gablotami, niekończącymi się korytarzami oraz rozwieszonymi wszędzie tablicami informacyjnymi przeładowanymi treścią historyczną, których czytanie mogło przyprawić o ból głowy. Współczesne instytucje tego typu prezentują sobą jednak zupełnie inną jakość. Prekursorem nowoczesnego podejścia do prezentowania historii było Muzeum Powstania Warszawskiego, powstałe w stolicy z inicjatywy jej ówczesnego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego. Wszystko w tym miejscu zdaje się przemawiać językiem dziejów – wystrój przywodzący na myśl zrujnowaną Warszawę z 1944 roku, rozmieszczone na każdym kroku dodatkowe źródła informacji, atrakcje multimedialne. Wiedza nabyta w ten sposób zostaje z nami na dłużej.

Podobnie pozytywne wrażenie budzi otwarte w 2014 roku Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Już sam budynek, zaprojektowany szczególnie na potrzeby muzeum, przywodzi na myśl liczne symboliczne skojarzenia. Od zewnątrz wkomponowuje się kształtem w otoczenie muranowskiej dzielnicy mieszkaniowej, jednak wewnątrz skrywa znacznie odważniejszą architekturę. Tuż za progiem muzeum wchodzimy do głębokiego wąwozu, ograniczonego z obu stron pionowymi ścianami stylizowanymi na skalne urwiska. Jedni uznają tę wizję za próbę przedstawienia przez architekta w znaczącej bryle nagłego przerwania, pęknięcia historii polskich Żydów, którym były czasy wojny i okupacji. Można też spotkać się z interpretacją głębokiego kanionu jako ścieżki przez rozstąpione Morze Czerwone, która stała się ratunkiem dla żydowskich uciekinierów spod egipskiej tyranii, prowadzonych przez Mojżesza. Niewiele dalej jedna ze ścian kończy się, a druga charakterystycznie zakrzywia, tworząc coś na kształt dziobu statku, skierowanego na panoramę warszawskiego Muranowa, widoczną przez wznoszącą się na wysokość kilkunastu metrów szklaną fasadę.

Niezwykłość POLIN-u nie kończy się na architektonicznym koncepcie. Ścieżka zwiedzania, wyznaczona przez władze muzeum, przenosi nas do czasów najdawniejszych – samych narodzin kultury żydowskiej przez blisko czterema tysiącami lat na Bliskim Wschodzie. Wszystkie ekspozycje są przygotowane niezwykle profesjonalnie, z wielkim przywiązaniem do szczegółów, dzięki czemu każdy gość może poczuć się tak, jakby naprawdę przemierzył w czasie kilkaset czy kilka tysięcy lat. O tym, że mimo wszystko pozostajemy w XXI wieku, przypominają tylko znajdujące się na każdym kroku ekrany multimedialne pozwalające na uzyskanie dodatkowych informacji. Każda kolejna sala jest bardziej zaskakująca od drugiej. Raz znajdujemy się w królewskiej rezydencji, by po chwili trafić do staropolskiej wsi, a następnie trafić na ulicę przedwojennej Warszawy pełnej żydowskich kramów i sklepików. Atmosferę tego miejsca trudno opisać – lepiej poczuć ją samemu na żywo.

Nie każdemu historia musi się podobać. Nie jest jednak sztuką zignorować takie osoby i skierować przekaz wyłącznie do pasjonatów zgłębiania tajników przeszłości. Prawdziwy sukces odnoszą te instytucje i ci ludzie, którzy starają się przekonać każdego, nawet najbardziej zatwardziałego oponenta, że historię warto znać – i mają na tym polu osiągnięcia. Aby na nie zapracować, należy mieć dobry pomysł oraz wiele sił i motywacji. Może teraz ty spróbujesz je w sobie odnaleźć?


Dodaj komentarz