Na naszym podwórku: bycie LGBT

LGBT – angielski skrótowiec od słów: Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender. Jak to jest być jedną z takich osób w Polsce w 2019 roku? Jaki przekład ma na zjawisko hejtu w internecie? Rozmawiam z Szymonem Jaworskim, modelem, twórcą muzyki, artystą oraz członkiem tej kolorowej społeczności.

Anna Sydorczak: Łatwo być dziś LGBT w Polsce?

Szymon Jaworski: Uważam, że bardzo łatwo. Osobiście prawie nigdy nie odczułem dyskryminacji i ostracyzmu skierowanych w stronę mojej orientacji seksualnej. Jest bardzo dużo miejsc tzw. LGBT friendly, mnóstwo ośrodków, które zrzeszają osoby o różnej orientacji, także tych, które wspierają takie osoby. Oczywiście klubów, restauracji czy barów zorientowanych tylko na „tęczowe” środowiska także jest wiele. Nie ma jakiś zakazów czy łapanek tak, jak to się dzieje niestety w niektórych państwach europejskich. Nie odczułem też jawnej nienawiści. Gdyby było trudno być LGBT, to uważam, że nie byłoby takich miejsc, marszy, parad równości, ale przede wszystkim nie można by o tym otwarcie mówić. A można.

A.S.: Jak wygląda środowisko LGBT od środka? Wspieracie się, czy raczej sami jesteście nastawieni do siebie krytycznie?

S.J.: Tak na dobrą sprawę, więcej hejtu spotkało mnie wewnętrznie, ze strony właśnie tego środowiska, niż z zewnątrz. LGBT ma się dobrze i dla mnie, w moim personalnym odczuciu, cały  ten obraz nienawistnego i nietolerancyjnego środowiska, które takich ludzi bije, poniża i znieważa jest wymyślony na potrzeby popkultury. Po to, by niektóre osoby ze środowiska LGBT mogły się na tym wybić. Prawie w ogóle nie doświadczyłem hejtu od osób heteroseksualnych lub tych, które są poglądowo przeciwne afiszowaniu się inną orientacją. Paradoksalnie, najwięcej hejtu doświadczyłem właśnie od środowiska LGBT. W dodatku nie od lesbijek, a od gejów. Często słyszałem od nich, że jestem „obrzydliwy”, czy „obleśny”. Nawet, że jestem „transwestytą”, „kurwą”, „ciotą”, że się „puszczam”, wyglądam jak „szmacisko” i że na pewno „daję dupy każdemu”. Były też głosy, że „powinienem zdechnąć”, że w ogóle „nie powinienem się urodzić”, a moja matka „z pewnością się mnie wstydzi” (pozdrawiam moją kochaną mamę, która mnie mocno wspiera), że „jestem żartem” i że „nie jestem nawet zwierzęciem”. To jest przekrój tekstów, które dostawałem od gejów na różnych portalach (m. in. Grindr, Queer, Tinder). Uważam, że to środowisko jest zepsute od środka i cała nienawiść, o której się mówi jest tylko złudzeniem, by zakryć tę nienawiść wychodzącą od wewnątrz. Kiedyś na grupę facebookową o nazwie: LGBT tolerancja wstawiłem swoje zdjęcie. Od razu pojawiły się pod nim komentarze, że jestem „obrzydliwy i obleśny”, że z chwilą zobaczenia zdjęcia mnie blokują, bo „mają ochotę się zrzygać”. To chyba najlepiej pokazuje, jak jest.

A.S.: Jak w takim razie radzisz sobie z tymi nienawistnymi komentarzami?

S.J.: Uważam, że należy pokazywać światu osoby, które ten hejt rozprzestrzeniają. Na swoim Instagramie często wrzucam różne screeny wiadomości, które dostaję. Od pewnego czasu, bez względu na RODO i inne ochrony danych osobowych udostępniam też ich wizerunki. Na tej platformie obserwuje mnie ponad 1 200 osób, relacje ogląda od 800 do 900. Nawet, jeśli te 800 osób zobaczy twarz takiej osoby, która pisze do mnie „zdechnij”, „jesteś śmieciem” w oparciu tylko o to, jakie zdjęcie zobaczy na moim profilu (często pozuję np. bez koszulki albo w odważnych pozach) to jest to jednak fakt, że tyle osób zobaczyło tę osobę i jej zachowanie. Może mieć wtedy świadomość, że jej głupota została zauważona przez te kilkaset osób. Ciekawe jest to, że dostaję wtedy jeszcze więcej hejtu z ich strony (bo okazuje się, że te osoby mnie obserwują)  i dalej udostępniam te kolejne wiadomości od nich, to wtedy hejt się kończy. Ci ludzie uświadamiają sobie w tym momencie, że są jednak odpowiedzialni za swoje słowa i ich anonimowość znika. Podsumowując uważam, że na takich ludzi, którzy szerzą nienawiść powinno się nakładać kary pieniężne, albo wykluczać ze społeczeństwa. Po co społeczeństwu ludzie, którzy się nienawidzą?

A.S.: Mówi się, że ludzie kierują w waszą stronę agresję, hejt i niechęć. Jak pokrywa się to stwierdzenie z rzeczywistością?

S.J.: Ja nigdy nie ukrywam się z tym, że jestem osobą homoseksualną. Nigdy nie odczułem niechęci ani hejtu ze strony otoczenia, kiedy mówię, że jestem gejem. Mówię otwarcie, że byłem w gayclubie, że podoba mi się ten, czy tamten chłopak. Kiedyś padłem ofiarą ostracyzmu, nadal tak jest i wciąż się to odbywa w moją stronę ale tylko pod kątem moich poglądów, które są czasem ostre, za to jak wyglądam i jaki mam sposób bycia. Ale, powtarzam: nigdy dlatego, że jestem gejem.

A.S.: Masz charakterystyczny image. Pamiętam, że kiedyś relacjonowałeś sytuację w której nie mogłeś wyjść ze sklepu ze względu na ostracyzm społeczny skierowany w Twoją osobę. Jak myślisz, dlaczego ludzie tak reagują na osoby, które nie wpasowują się w określony typ  mężczyzny/kobiety?

S.J.: Ta sytuacja wydarzyła się w jednych ze sklepów z odzieżą. Dwóch ludzi mocno pod wpływem narkotyków groziło mi nożem, interweniowała policja. Wszyscy, którzy byli w tym sklepie bronili mnie bez względu na swoje poglądy, stanęli za mną murem, kiedy byłem wyzywany od „pedałów” i „ciot”. To też pokazuje, że nie ma aż takiego hejtu na osoby homoseksualne. Ludzie zasadniczo boją się tego, co jest obce, inne (z naciskiem na INNE) czego nie mogą zrozumieć. To oczywiście też ma swoje uwarunkowania historyczne, to cały czas z nami jest. Polacy myślą tradycyjnie, czyli na związek patrzą jak na coś, co tworzy go mężczyzna i kobieta. Myślę, że trochę nie pojmują tego, że ktoś może żyć inaczej, mieć inny styl. Ktoś nie potrafi zaakceptować, że można żyć inaczej i swoją frustrację wyładowuje w formie hejtu czy agresji, nie radzi sobie z tym, bo jest zamknięty. Ta inność potrafi wręcz sparaliżować, zamknąć myślenie, odsunąć się od tych, którzy nie są tacy, jak my.

A.S.: Co twoim zdaniem należy zrobić, żeby zapobiegać nienawiści, szczególnie w Internecie?

S.J.: Przede wszystkim kontrolować siebie. A jeśli chodzi o zapobieganie, to naprawę boję się, że nie można z tym już nic zrobić. Bo pewne kwestie i mechanizmy są tak mocno zakorzenione, że nie da się ich zmienić. Można takie osoby, które szerzą nienawiść blokować, zmienić swój profil na prywatny, można się też wcale nie udzielać na portalach społecznościowych, ale nie o to w tym chodzi. Życie nie polega na tym, żeby się komuś podobać. Ważne jest to, by podobać się sobie. A jeśli komuś się to nie podoba, to nikt inny, tylko on sam ma problem.

A.S.: Czy uważasz, że bycie anonimowym w przestrzeni wirtualnej w jakiś sposób wpływa na to, że ludzie tak chętnie używają mowy nienawiści?

S.J.: To oczywiście ma swój wpływ, ale są też przypadki, chociażby na Facebooku, że ludzie wcale anonimowymi nie są. Mają udostępniony swój wizerunek, swoje prywatne dane, a mimo to nadal używają hejtu. To nie jest wyznacznikiem. Anonimowość była na czatach w interii.pl w 2007 roku, czy na różnych aplikacjach nie wymagających weryfikacji. Teraz, w dobie Instagrama, mediów społecznościowych, które przenikają nasze życie to wszystko  przestało już być anonimowe.

A.S.: Czy myślisz, że media społecznościowe to dobre narzędzia do edukowania i nauki tolerancji?

S.J.: Nie. To może być jakieś medium, jakieś rozwiązanie, ale wszystkie kampanie prowadzone w takich miejscach nic nie dają. Nie mają mocnego uderzenia w te grupy, które są najbardziej nienawistne. Ja jestem trochę dekadentem i uważam, że teraz nie zmieniają nic. Może za 2-3 pokolenia będzie inaczej, skoro świat pójdzie do przodu. Patrząc na politykę państw, które dają dużą swobodę ruchom narodowym to się nie zmieni, bo właśnie te środowiska są wrogo nastawione do środowisk, które nie wpisują się w ich światopogląd, a jednym z nich jest właśnie LGBT. Oczywiście, możemy publikować i udostępniać posty przeciwko mowie nienawiści – sam takie tworzę – ale co z tego, jeżeli trafia to tylko do wąskiej grupy osób, które tak samo, jak ja się temu przeciwstawiają. Prawdziwi adresaci się nad tym nie pochylą, a wręcz zignorują przewijając Insta stories i przescrollując post na Facebooku.

A.S.: Na koniec: co chciałbyś powiedzieć swoim hejterom?

S.J.: Powiedziałbym im tylko tyle, że czuję się na tyle dorosły i otwarty na świat, że nie muszę wtrącać się w życie innych ludzi. Ich racja też jest racją. Wszystkim, którzy nie potrafią tego zrobić współczuję. Uważam, że każdy kiedyś dojrzewa. I życzę im, by nastąpiło to jak najszybciej.

 

 

Anna Sydorczak


Dodaj komentarz