Moja mama – terrorystka i darmozjad

Dziś, rok 2019. Od blisko czterech lat możemy zauważyć pewne zjawisko. Co jakiś czas
Polskę zalewa fala publicznego niezadowolenia, buntu i chęci zmiany, wymierzona w system oraz osoby zarządzające krajem. W tej sytuacji aż chciałoby się zapytać, czy rok bez strajku to zły rok?

Lekarze rezydenci, pielęgniarki, sądy, niepełnosprawni, policjanci, rolnicy i nauczyciele. Problemy ostatniej z wymienionych grup społecznych poruszyły mnie najbardziej. Jako patriotkę, obywatelkę, uczennicę oraz córkę.

Różowe okulary

Ja, mała dziewczynka, zawsze chciałam zostać nauczycielką. Podpatrywałam w domu pracującą mamę, a za jakiś czas tak jak ona zaczęłam wypełniać zeszytowe dzienniki, ustawiałam przytulanki za ławkami zbudowanymi z grubych książek i odgrywałam swoje „show”. Nie miałam problemu z wpisaniem uwagi, kiedy jeden miś zaczął ściągać, a drugi głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tematu zajęć. Pomijając kilka takich incydentów, na moich lekcjach panował spokój.

Pluszowa klasa liczyła maksymalnie dziesięciu uczniów. Muszę przyznać, że jako ich mentor nie posiadałam wysokich kwalifikacji, przerwy na jedzenie robiłam wtedy, kiedy chciałam, a w mój czas pracy nie wliczały się dodatkowe spotkania z rodzicami. Robiłam to, co lubiłam robić – uczyłam.

Kiedy pomyślę o współczesnym systemie szkolnictwa, ten mój mały, wyidealizowany nauczycielski świat staje właśnie na głowie. To utwierdza mnie w przekonaniu, że nigdy nie zostanę nauczycielem.

Czarno na białym

Życie jest przewrotne i szybko musiałam pogodzić się z zamianą ról – z nauczycielki na uczennicę. Kiedy trafiłam do szkoły, jako twórcze, aktywne, pełne zapału do nauki dziecko, zderzyłam się ze ścianą. Zbudowały ją szablonowe metody nauczania oraz (często za wysokie) wymagania.

Im byłam starsza, tym bardziej zauważałam, jak ambicja zaczynała mną sterować. Otrzymywałam coraz więcej zadań do wykonania. Chcąc sprostać im najlepiej jak potrafiłam, musiałam pogodzić się z wszechobecnym stresem i frustrującymi terminami. W konsekwencji pojawiła się nerwica oraz inne problemy zdrowotne.

Najbardziej irytowało mnie to, że spora część z przymusowo i zazwyczaj krótkotrwale przyswojonej wiedzy jest niepraktyczna. Jako humanistka nie widziałam sensu w nauce wzorów fizycznych. Mimo to, dla wysokiej średniej, starałam się przezwyciężyć wewnętrzne opory, poświęcając czas na przyswojenie i tej wiedzy.

Zajęcia w szkole zazwyczaj nie przygotowywały do bardzo dobrego zaliczenia przedmiotu. Zaznaczę też, że nie należałam do osób, które potrafią się efektywnie uczyć. Dlatego jak większość uczniów długotrwale „wkuwałam”, a na sprawdzianach nie zawsze znałam odpowiedź na pytanie, choć wymagane zagadnienie przerabiałam wielokrotnie. Kiedy po tylu przepracowanych godzinach stan mojej wiedzy oceniano na trzy z plusem, winą za taki wynik najłatwiej było obarczyć prowadzącego przedmiot.

Szara rzeczywistość

Pogrążająca się w szkolnej rutynie mama, po całym przepracowanym dniu wraca, żeby
odpocząć… oraz wysłuchać moich narzekań. Kiedy skończyłam dzielić się soczystą wiązanką na temat wad obecnego systemu nauczania, zaczynała sprawdzać i oceniać przyniesione do domu ćwiczenia swoich uczniów, które zajmowały dwie wielkie, ciężkie reklamówki.

Na parapecie za nią leżał stos kartkówek, a nawet nie miała kiedy na nie spojrzeć. Co dopiero zacząć je sprawdzać. Ktoś teraz mógłby powiedzieć, że sama jest sobie winna. Dlaczego zadała biednym dzieciom tyle pracy, skoro sama nie jest w stanie wywiązać się ze sprawdzania? Otóż, zapominamy, że nauczyciel nie jest twórcą, a wykonawcą. Moją mamę kontroluje system, z którego jest dokładnie rozliczana.

Wiele osób, szczególnie uczniowie, nie zdaje sobie sprawy, ile dodatkowej pracy nauczyciel musi wykonać poza lekcjami. Zacznijmy od tego, że aby móc przeprowadzić wykład, prowadzący musi się do niego przygotować. Nie zrobi tego w ciągu 45 minut lekcyjnych.

Pisanie sprawozdań, wybór podręczników, uzupełnianie dzienników papierowych
i elektronicznych (przy których wcale nie ma mniej pracy niż przy tradycyjnych), przygotowywanie testów, klasówek, późniejsze ich sprawdzanie, wystawianie ocen w taki sposób, aby nikt nie poczuł się skrzywdzony (tu wymaga się magicznych umiejętności), praca nad zwiększeniem efektywności nauczania na różne sposoby, planowanie wycieczek, wiele rad pedagogicznych, klasyfikacyjnych, spotkań z rodzicami, dodatkowych szkoleń… To tylko przykłady.

Barwy codzienności

Zawód nauczyciela jest interdyscyplinarny. Taka osoba musi łączyć wiedzę i umiejętności
z zakresu pedagogiki, prawa, medycyny, BHP, animowania czasu wolnego, psychologii, wróżbiarstwa oraz przedmiotu, którego uczy.

Niektórzy rodzice są przekonani, że nauczyciele będą w stanie, oprócz wypełniania wszystkich innych obowiązków, sprawować jeszcze kompleksową opiekę wychowawczą nad każdym dzieckiem z osobna. Sprostanie wszystkim wymaganiom jest niemożliwe. Pewnego dnia mama chłopca wręczyła mojej – czopek. W odpowiedzi na pytanie co z nim zrobić, usłyszała, że ma go zaaplikować jej dziecku choremu na padaczkę, jeśli dostanie ono ataku w szkole. Tłumaczenie, że podejmowanie takich działań przez nauczyciela jest nielegalne, gdyż nie ma on do tego uprawnień, nie przyniosło efektów. „Tak miało być i już!”

To praca dwadzieścia cztery na dobę. Telefon od rodzica może zadzwonić w środę o 15.30, tak samo jak w niedzielę o 21.45. Kiedy jeździmy gdzieś na rodzinne wakacje, a mama zobaczy coś, co może przydać jej się w szkole – kupuje, albo od razu wymyśla scenariusz prowadzenia nowej lekcji. A propos wakacji…

Mity zza drzwi pokoju nauczycielskiego

W praktyce nauczyciel nie ma dwóch miesięcy „letniego wolnego”. Nawet przez ten czas musi być dostępny przez telefon, a rady pedagogiczne i przygotowania do roku szkolnego zaczynają się w sierpniu.

Nie każdy zarabia te same pieniądze. Uogólnianie, iż nauczający cieszą się
czterocyfrową pensją z trójką, czwórką lub piątką na przodzie, jest mocno krzywdzące. Realia pokazują, że niewielu z nich faktycznie otrzymuje takie wynagrodzenie.

Jest stała pensja za etat, do której naliczane są dodatki. Podkreślmy, że wielu nauczycieli nie pracuje w pełnym wymiarze godzin i dorabia, ucząc w innych szkołach.

Na układy nie ma rady – każda szkoła rządzi się swoimi prawami, a ludzie nie zawsze są sprawiedliwi. Liczba płatnych godzin pozalekcyjnych – jak kółka, zajęcia wyrównawcze, zastępstwa, świetlice nie jest określona w systemie, rozdzielają je pracownicy.

Nauczyciel nie otrzymuje dodatkowych pieniędzy za niewydanie promocji do następnej klasy. Musi się za to z tego wytłumaczyć się dyrektorowi placówki, argumentując swoją decyzję.

Paleta kolorów

Oskarżając nauczyciela o wszelkie szkolne zło, najprawdopodobniej oskarżamy system edukacji. Nauczyciele często zdają sobie sprawę z tego, że w programie jest wiele niepotrzebnych informacji. Jednak to praca jak każda inna, trzeba ją wykonać.

W konsekwencji do oświaty przychodzi wiele osób bez pasji, nieposiadających umiejętności przekazywania wiedzy i prowadzenia zajęć. Tacy pedagodzy są odpowiedzialni za tworzenie dziecięcych kompleksów i napędzanie rywalizacji w wyścigu o dobre stopnie.

Myślę, że każdy z nas mniej lub bardziej został kiedyś źle potraktowany przez nauczyciela. Przez pryzmat przykrej sytuacji zaczynamy negatywnie postrzegać szkolne środowisko.
A jednak, za biurkami w klasach siedzi wielu pasjonatów, którzy wspierają rozwój
i kreatywność. Mają świadomość, że nie tylko jedna odpowiedź jest poprawna.

Wykrzyknik na pomarańczowym tle

8 kwietnia rozpoczął się od dawna zapowiadany strajk. Napięcie wśród nauczycieli przekroczyło już dawno jakiekolwiek normy, a poziom stresu był nie do wytrzymania. Wiem, bo widziałam mamę. Przejętą, rozemocjonowaną, poruszoną i przekonaną o słuszności protestu.

Zarówno pedagodzy, jak i rodzice widzieli zmęczonych uczniów. Byli świadomi, że taka liczba godzin oraz treści do przyswojenia jest ogromnym obciążeniem dla młodych ludzi. Nie chcieli w dwudziestym pierwszym wieku trwać w starym, pruskim systemie nauczania.

Strajkujący chcą nowoczesnej szkoły skierowanej na ucznia i do ucznia, a nie na wynik egzaminu. Uczyć sensownych, a nie przeładowanych treści. Rozwijać u młodych krytyczne myślenie, kreatywność, umiejętność operowania wiedzą w praktyce – te postulaty brzmią niczym truizmy, a jednak nadal daleko do ich realizacji.

Oni wiedzą, że zmiany są konieczne – i o to walczą. Jeżeli się ich dokona, wszyscy na tym skorzystają: rodzice, a przede wszystkim dzieci. A to przecież one będą kształtować naszą rzeczywistość za kilka, kilkanaście i kilkadziesiąt lat.

 

Jagoda Jabłońska


Dodaj komentarz