Między sacrum a profanum

Zarzuty co do rosnącej komercjalizacji Bożego Narodzenia stały się już nową, świecką tradycją tego czasu w roku. W podstawowym przesłaniu są słuszne, ponieważ przyjście na świat Jezusa Chrystusa to przede wszystkim wydarzenie religijne. Z drugiej strony, jesteśmy jako społeczność w Polsce i na świecie na tyle mocno przesiąknięci wizerunkiem świąt stworzonym przez świat mediów czy różne środowiska opiniotwórcze. Od kiedy właściwie Boże Narodzenie zaczęto obchodzić tak hucznie?

Pierwotnie dzień narodzin Zbawiciela traktowany był podobnie jak pozostałe święta w kalendarzu liturgicznym. Był to czas wolny od pracy, w którym Kościół powszechny przeżywał wspomnienia najistotniejszych dla jego powstania wydarzeń. Nie wiązał się jednak z obchodami na wielką skalę, pełnymi przepychu i kosztującymi bardzo wiele wysiłku, który nijak nie wpływa na przygotowanie duchowe do pełnego przeżycia tych kilku dni.

Paradoksalne wręcz jest, że Boże Narodzenie obchodzi się huczniej nawet niż Wielkanoc, która przecież dla katolików jest czasem najważniejszym – to właśnie wskutek męczeńskiej śmierci Chrystusa i jego zmartwychwstania droga do pośmiertnego zbawienia została otwarta dla wszystkich osób wierzących, które kończą swe życie doczesne. Owszem, można by rzec, że nie byłoby Wielkanocy bez przyjścia Jezusa na świat, jednak z drugiej strony był to jedynie początek realizacji Boskiego planu, którego apogeum znalazło swą realizację na Golgocie i w pustym grobie w trzy dni po egzekucji. Zrozumienie niezwykłej fascynacji czasem Bożego Narodzenia powinno stać się łatwiejsze, gdy poznamy proces dziejowy, w wyniku którego ukształtował się dzisiejszy model świętowania tych kilku dni.

W starożytnym Rzymie
Pierwszą istotną trudnością było ustalenie prawdopodobnej daty przyjścia Zbawiciela na świat. Najwcześniejsze warte uwagi ustalenia pochodzą z II w. p.n.e., ze starożytnego Egiptu, w którym Klemens Aleksandryjski, uznawany za jednego z ojców Kościoła wschodniego, wskazywał jako dzień narodzin 20 maja w 28. roku panowania Oktawiana Augusta, czyli w 1 r. n.e. Podawał też kilka innych postulowanych podówczas dat, jak 19 kwietnia czy 17 listopada. Wszystkie wynikały z ustaleń dokonywanych na podstawie tekstów biblijnych i zachowanych z okresu życia Chrystusa materiałów historycznych.

Przez pierwsze trzy wieki swego funkcjonowania Kościół katolicki nie znał Bożego Narodzenia jako odrębnego święta. Samo zdarzenie było istotne jako potwierdzenie tego, że w postaci Chrystusa na świat przychodzi Mesjasz, odkupiciel swego Kościoła. Dopiero św. Hipolit w III w. wspomina w swych zapiskach o wspomnieniu narodzin Chrystusa w Betlejem dnia 25 grudnia. Ustanowienie oficjalnego święta nastąpiło dopiero za pontyfikatu Juliusza I (337 – 352 r.), choć jego obchody prawdopodobnie rozpoczęły się wcześniej, być może po edykcie mediolańskim z 313 r. wprowadzającym swobodę wyznania i kultu na obszarze Cesarstwa Rzymskiego. Papież odwoływał się do spisu powszechnego z obszaru Judei pochodzącego sprzed ponad 300 lat, w którym pojawiła się podobno wzmianka o Józefie i Maryi z Nazaretu. Odpowiadałoby to słowom z Ewangelii według św. Łukasza, które odczytujemy przed rozpoczęciem wieczerzy wigilijnej: W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna (Łk 2, 1-5).

Wielu historyków podważa możliwość posiadania przez Głowę Kościoła danych ze spisu, który odbył się trzy wieki wcześniej, i to w dużym oddaleniu od Rzymu. Skłonni są raczej uznać, że obchody Bożego Narodzenia stanowiły odpowiedź Kościoła na obchody święta Natalis Solis Invicti, które zostały ustanowione przez cesarza Aureliusza między 270 a 275 r. Wiązało się ono z kultem boga Słońca, który znajdował się w sprzeczności z monoteistycznym systemem chrześcijańskim. Stąd prawdopodobna jest hipoteza, że obchody Bożego Narodzenia ustanowiono niejako w konkurencji do pogańskiego święta, aby wykazać, że jedynym Światłem na oświecenie pogan (Łk 2,37) oraz Światłością świata (J 8,12) jest Chrystus.

W kolejnych wiekach
O pierwszych stuleciach obchodów świąt Bożego Narodzenia nie wiemy zbyt wiele. Na obszar średniowiecznej Polski obyczaj świąteczny przybył prawdopodobnie wraz z chrztem w 966 r., jednak początkowo był bardzo ograniczony. Najczęściej Wigilia charakteryzowała się postem oraz wcześniejszym kończeniem pracy, natomiast w Boże Narodzenie odbywały się uroczyste biesiady. Rozwój tradycji, które dzisiaj uważamy za odwieczne, rozpoczął się tak naprawdę dopiero wraz z początkiem nowożytności.

Prawdopodobnie najhuczniejsze Boże Narodzenie obchodziło się w Wielkiej Brytanii za panowania Tudorów. Choć znacząca większość wyznań protestanckich odrzuciła obchody wspomnienia narodzin Chrystusa w takiej formie, jak czynią to katolicy obrządku rzymskiego, to w anglikanizmie zachowany całą ich bogatą oprawę, być może za sprawą osobistego upodobania do tego czasu w roku, który był udziałem Henryka VIII. Świętować na dworze królewskim zaczynano już 24 grudnia, obchody trwały zaś aż do święta Trzech Króli, czyli równo 12 dni! Każdy dzień charakteryzował się innymi atrakcjami, wspominano także inne postaci czy zdarzenia z dziejów Kościoła. Przeciwko takiej formie świętowania wystąpili angielscy purytanie, nie wprost podważający w ogóle znaczenie Bożego Narodzenia jako święta katolickiego. Otwarcie zakwestionowali natomiast dopuszczalność podziwiania obrazów i szopek bożonarodzeniowych oraz strojenia choinek, uznając te obyczaje za formy kultu pogańskiego. Ostatecznie dopięli swego i wymazali Boże Narodzenie z kalendarza, zmieniając je w „Mszalny Dzień Papieski”, natomiast rewolucyjny parlament i rząd Cromwella w 1647 uczynili 25 grudnia zwykłym dniem pracującym. Boże Narodzenie przywrócono dopiero po śmierci dyktatora oraz jego syna.

Splendorowi świąt sprzeciwiali się także zwolennicy Marcina Lutra, który osobiście zarzucał papieżowi, że Boże Narodzenie jest wykorzystywane przede wszystkim jako czas rozpusty zamiast kontemplowania przyjścia Zbawiciela na świat. Wynikałoby stąd, że początków szeroko pojętej komercjalizacji, zmieszania sfer sacrum i profanum nastąpiło bardzo wcześnie, a Boże Narodzenie od wieków obdarzone jest nie tylko przesłaniem religijnym.

Główny bohater
Pierwowzorem dzisiejszych wyobrażeń św. Mikołaja był biskup Mikołaj z Miry, położonej w dzisiejszej Turcji, święty Kościoła wschodniego i zachodniego. Co ciekawe, zwyczaj obdarowywania się nawzajem prezentami we wspomnienie świętego 6 grudnia wziął swój początek właśnie w Bizancjum, gdzie istniał od ok. X w. Dopiero w kolejnych wiekach przeniósł się do Europy Zachodniej, w XII w. we Francji dzień ten zaczęto nazywać „mikołajkami”. Pierwotnie prezenty, jeśli w ogóle, to wręczano właśnie tego dnia, później dopiero upowszechnił się zwyczaj obdarowywania się nawzajem drobnymi upominkami w Wigilię lub Boże Narodzenie.

Drogi, które doprowadziły do powstania współczesnej kreacji św. Mikołaja, są pełne przypadkowych zbiegów okoliczności. Podstawę dał w 1823 r. amerykański poeta Clement Clarke Moore za pomocą krótkiego wiersza poświęconego obchodom Wigilii Bożego Narodzenia (nie został przetłumaczony nigdy na język polski), rozpoczynającego się od słów:

Twas the night before Christmas,
when all thro’ the house
Not a creature was stirring,
not even a mouse.

Moore jako pierwszy opowiedział historię Mikołaja jako spokojnego i pogodnego starca, żyjącego wraz ze swoją żoną i gromadką elfów na dalekiej Północy, zajmującego się rozdawaniem prezentów grzecznym dzieciom. Również ten sam poeta wymyślił imiona reniferów w zaprzęgu Mikołaja, które stosuje się po dziś dzień.

Blisko 60 lat po powstaniu utworu inspirację w jego treści odnalazł grafik Thomas Nest, który zaprojektował serię pięknych ilustracji do kolejnych przygód głównej postaci dzieła. Były to pierwsze graficzne przedstawienia św. Mikołaja, które przypominają współczesną postać znaną nam ze świata reklam czy filmów. Po raz pierwszy ukazały się na łamach „Harper’s Weekly” w 1881 roku. Dzisiejszy strój św. Mikołaja wykreowała finalnie reklama Coca-Coli z 1930 roku, autorstwa Freda Mizena.

Co ciekawe, jako ostatnie powstało imię amerykańskiej św. Mikołaja – „Santa Claus”, które świat zawdzięcza dzieciom pewnej imigranckiej rodziny holenderskiej, która osiedliła się pod koniec XIX w. w Stanach Zjednoczonych. Sam Moore proponował przydomek „St. Nick”, dzisiaj już raczej zapomniany.

Ile święta w święcie?
Boże Narodzenie od wielu wieków stanowiło okazję do wspólnego świętowania w gronie rodzinnym oraz obdarowywania się prezentami. Na przełomie XIX i XX w. komercyjny wymiar tych obchodów zaczął rosnąć w siłę i dzisiaj trudno wyobrazić sobie Gwiazdkę bez św. Mikołaja ubranego w czerwony kubrak, stosów wszelkiej maści propozycji na piękny prezent święcących triumfy na sklepowych półkach, szału promocyjnego na najbardziej pożądane produkty czy wreszcie kanonu „filmów obowiązkowych” osadzonych w tematyce świątecznej przyciągających co roku rzesze widzów przed telewizory.

Z jednej strony udział tych wszystkich dodatków dodaje Bożemu Narodzeniu więcej magii, pomaga być może w zatopieniu się w jego pięknej atmosferze. Nadmiar pierwiastka profanum prowadzi jednak do sytuacji, w której nie potrafimy skupić się na istocie tego święta, a więc kontemplowaniu, przeżywaniu raz jeszcze i uświadamianiu sobie wielkiej roli przyjścia Chrystusa na świat. Przyszedł po to, by zbawić ludzi wierzących i umrzeć za nich na Krzyżu, przyjął powłokę cielesną, by wejść pomiędzy ludzi, choć przecież był jednym z Boskich wcieleń i mógł dowolnie wpływać na swe losy. Geneza Bożego Narodzenia dotyczy właśnie tych odległych czasowo wydarzeń, o których prawie nic nie wiemy z punktu widzenia historii, a które obok Wielkanocy i zmartwychwstania stanowią kluczowe wydarzenia dla wyodrębnienia się wyznania chrześcijańskiego.

Sacrum i profanum powinny znajdować się w idealnej harmonii ze sobą. Naturalny porządek świata decyduje o tym, że niemożliwe jest wypełnienie go w całości tylko jednym lub drugim pierwiastkiem. W obliczu tej wiedzy należy dążyć do tego, aby jednego z nich nie było zbyt wiele, a drugiego za mało. Choć współczesna rzeczywistość daje szereg możliwości uświetnienia tego magicznego czasu w roku, jakim jest Boże Narodzenie, warto spróbować zachować umiar w korzystaniu z tych dobrodziejstw. Poszukaj złotego środka!


Dodaj komentarz