Mieć czy być

Nowe technologie z roku na rok sprawują nad nami coraz większą władzę. My, zafascynowani nowościami gadżeciarze, zajadamy się tym, co znajdzie się w menu medialnych możliwości.

Kiedy zdecydowana większość ludzi posiada smartfony z dostępem do Internetu, profile na Facebooku czy Instagramie, z łatwością można dzielić się tym, co się widzi, słyszy bądź czuje, bawiąc się w „dziennikarza”.

Szybki instruktaż
Zasady gry nie są skomplikowane. Należy uważnie rozejrzeć się dookoła. Poszukać tematu, który wyda się na tyle ciekawy, żeby poczuć chęć podzielenia się nim z innymi ludźmi. Teraz moment na przeprowadzenie bardziej lub mniej porządnego research’u. Następnie spisujemy to, czego się dowiedzieliśmy, unikając subiektywizmu. Robimy zdjęcia, kręcimy krótki film – mają za zadanie zobrazować to, o czym chcemy opowiedzieć.

Kolejnym krokiem jest wybranie środka przekazu. W tej kwestii Internet daje nam wachlarz możliwości: Facebook, Instagram, YouTube, Twitter, prywatny blog, a także komentarz na czyjejś stronie czy różnego rodzaju fora… Jeśli spełniłeś już wszystkie powyższe warunki, czas na opublikowanie małego dzieła.

Czy wszystko jest zrozumiałe? Dołącz do zabawy już teraz! Trzy, dwa, jeden…

Stop
W dzisiejszych czasach łatwiej osiągnąć to, nad czym dłużej musieli pracować nasi dziadkowie i rodzice. Przykładowo, nauczyciel muzyki. Jeszcze niedawno, aby uzyskać prawa do nauczania tego przedmiotu trzeba było ukończyć średnią szkołę muzyczną oraz pięcioletnie studia z doborem odpowiedniego wydziału. Dziś, aby posiadać ten tytuł, wystarczy być absolwentem rocznej szkoły podyplomowej, nie jest nawet wymagana podstawowa, jak mogłoby się wydawać, umiejętność gry na pianinie.

Zostać dziennikarzem, na pozór, jest jeszcze prościej. To bardzo wszechstronna dziedzina, a rozwój massmediów zwiększył jej dostępność. Wydawałoby się, że wystarczy znać podstawowe zasady polszczyzny, mieć odrobinę talentu literackiego, wiedzieć co chce się przekazać i… tyle.

Czarno na białym
Osoba, której zadaniem jest gromadzenie bezstronnych, rzetelnych informacji. Zajmuje się przygotowaniem oraz prezentacją materiałów w środkach masowego przekazu. Nie zawsze jest nią ktoś hobbistycznie zajmujący się pisaniem tekstów do internetowych publikacji.

Dziennikarz to zawód. Często łączy się z zainteresowaniami, stąd też szeroki podział m.in. publicystów muzycznych, historycznych, sportowych, podróżniczych, modowych. Nie należy jednak zapominać, że jego zadaniem nie jest atrakcyjne dla czytelnika, widza bądź słuchacza przedstawienie swojego punktu widzenia, lecz obiektywne przekazanie sprawdzonych wiadomości.

Jeśli ktoś nie wie, jak faktycznie wygląda dziennikarski świat, prawdopodobnie pomyśli, że dziennikarstwo XXI wieku to pójście na łatwiznę. Bo jeśli nie ma się pomysłu na news, zawsze można skorzystać z najnowszych zasobów agencji informacyjnych, pozmieniać trochę treść opublikowanego przez nie tekstu, wysłać swoją wersję do korekty i na koniec podpisać się pod tym własnym nazwiskiem. To jednak lenistwo – a nie dziennikarstwo.

Wbrew pozorom stworzenie jednego, dobrego materiału trwać może kilka godzin, dni, a nawet tygodni ciężkiej pracy. Dziennikarz to nie tylko osoba biegająca z mikrofonem w poszukiwaniu sensacji. Jego praca jest pewnego rodzaju misją. Trudną i stresującą. O ogromnej sile opiniotwórczej, wpływającej na ludzkie myślenie. Nie zawsze niesie ze sobą sukces, zawsze ryzyko. Bywa ekscytująca, choć czasami każe czekać godzinami na jednominutowe ujęcie.

Czerwona lampka
Mieć umiejętności dziennikarskie, a być dziennikarzem to dwie różne kwestie. To jak redagowanie Wikipedii. Strona zalicza się do otwartych zasobów, co oznacza, że każdy człowiek może ją redagować oraz korzystać z oferowanych materiałów. Jednak nie powinniśmy ufać wszystkim wiadomościom, które znajdziemy w tej ogólnodostępnej encyklopedii. Pomijając możliwości błędów składniowych czy gramatycznych mogą też znaleźć się tam usterki rzeczowe. W rzetelnym dziennikarstwie takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Niestety zdarzają się, nie tylko w zasobach Wikipedii. Każdy świadomy odbiorca powinien wiedzieć, że tak bywa.

A co z warsztatem?
Profesjonaliści eliminują ilość popełnianych błędów do minimum, a każdy dziennikarz podpisując się pod materiałem bierze na siebie odpowiedzialność za informacje i słowa. Kształcenie się w jakimś kierunku daje adeptowi danej sztuki porządne, solidne podstawy. Ten fundament, sprawdzone przez lata sposoby, podpatrywanie warsztatu wielkich i uznanych sprawia, że dziennikarz wie, że pewnych informacji, np. tych nie sprawdzonych, w materiale umieścić nie może. Wie, że jego słowa mają wielką moc – mogą pomóc, ale też zepchnąć na dno. Mierzy się z dylematami natury moralnej, walczy o obiektywizm przekazu, musi powstrzymać się od oceny i wartościowania.

Dobrze, że w tak łatwy sposób możemy podzielić się tym, co nas otacza. Internetowy świat dostarcza informacji, ale jest zapotrzebowanie na ludzi, którzy te wiadomości sprawdzą oraz przedstawią w odpowiedni sposób. Jedno nie wyklucza drugiego, a Internet jest dobrym miejscem na stawianie swoich pierwszych, dziennikarskich kroków. Warto jednak uczyć się od najlepszych, ograniczyć subiektywne spojrzenie na temat i pamiętać, że każdy tekst jest przekazem treści i emocji oraz ma swojego odbiorcę, którego należy szanować.


Dodaj komentarz