Mekka polskiej turystyki

Mało jest w Polsce miejsc, które przyciągają turystów zarówno latem, jak i w sezonie zimowym. Udaje się to jednak jednemu miastu – Zakopanemu. Choć od ponad stu lat zachwyca ono turystów urodą tatrzańskich okolic, to swego czasu było nikomu nieznaną wsią pasterską, położoną u podnóża nieprzystępnych szczytów. Jak to się więc stało, że dziś przybywają tam miliony turystów?

Początki turystycznej eksploracji Tatr związane są z osobą Tytusa Chałubińskiego. Kto był w Zakopanem, ten musiał minąć charakterystyczny pomnik tego XIX-wiecznego warszawskiego lekarza, gdzie wykuto go wraz z Sabałą – wiernym góralskim grajkiem, z którym wspólnie odkrywali Tatry dla Polski i świata. Chałubiński przybył na Podhale wiedziony przyrodniczą fascynacją, a został tam już na zawsze, stając się niemal pełnoprawnym góralem.

Monument upamiętniający Chałubińskiego znajduje się w miejscu zetknięcia się drogi jego imienia z ulicą, nad którą patronat sprawuje druga z legendarnych postaci początków odkrywania Zakopanego – hrabia Władysław Zamoyski. Ten szlachcic, wywodzący się ze słynnego polskiego rodu, oddał Podhalu wielką przysługę – w 1889 roku wykupił na własność większość ziem obecnego Tatrzańskiego Parku Narodowego. Nie przyświecał mu jednak prywatny interes, tylko szczytna idea ratowania tatrzańskich lasów, zagrożonych przez ekspansję przemysłową.

Ciekawostką jest fakt, że zarząd nad zakupionymi ziemiami, w imieniu Zamoyskiego, sprawował Wincenty Szymborski. Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa – mowa o ojcu polskiej noblistki Wisławy Szymborskiej, której życie zresztą również obfitowało w bliskie relacje ze stolicą Tatr. W 1996 roku właśnie w jednym z tamtejszych pensjonatów zastała ją informacja o nagrodzie Nobla.

W 1902 roku Zamoyski oddał kolejną przysługę Tatrom i Polsce – wsparł Oswalda Balzera w sądowej batalii o wyznaczenie przebiegu granicy galicyjsko-węgierskiej w okolicach Morskiego Oka. Spór udało się wygrać, zaś sama granica wkrótce przekształciła się w polsko-czechosłowacką (obecnie polsko-słowacką) i pozostaje niezmieniona po dziś dzień. A więc właśnie duetowi Balzer–Zamoyski zawdzięczamy to, że zmierzając dziś nad Morskie Oko nie musimy włączać roamingu w telefonie.

Wkrótce, zainspirowani przez Chałubińskiego, zaczęli przybywać w Tatry przedstawiciele polskiej kultury i inteligencji. Zafascynowani pięknem gór powracali tu regularnie, a nierzadko zostawali na stałe. Swoje robił też klimat – bardzo sprzyjający, zwłaszcza dla osób cierpiących na choroby płucne. Zakopiańskie ulice, gdyby tylko było im dane mówić, zdradziłyby niejedną historię z życia wielkich Polaków. Na szczęście nie jesteśmy zdani na ich milczenie – w opowieściach zachowały się setki faktów oraz anegdot opisujących losy znanych Polaków u podnóża Tatr.

Nie sposób pominąć dwóch legendarnych postaci początków popularności Zakopanego – Stanisława Witkiewicza i jego syna Stanisława Ignacego Witkiewicza, nazywanego Witkacym. Stanisławowi, który był m.in. architektem, zawdzięczamy charakterystyczny styl zakopiański, w jakim wznoszona jest większość budynków w mieście. Witkacy to zaś jeden z największych ekscentryków całej międzywojennej Polski – barwny ptak polskiej kultury, kontrowersyjny artysta i ulubieniec kobiet. Ponoć miał w zwyczaju z zaskoczenia wrzucać przypadkowych przechodniów w zaspy śnieżne, a następnie wzywać pomoc, pozorując akcję ratowniczą dla… zamarzniętej osoby odnalezionej w śniegu. A to tylko jedno z wielu dziwactw Witkacego, które odnaleźć można we wspomnieniach o jego życiu.

Z kolei przykładem artysty, który ściągnął do Zakopanego z odległych części kraju (a dokładniej z Kujaw), jest wybitny poeta Jan Kasprowicz. Długo przymierzał się do kupna domu w Zakopanem, aż wreszcie swe marzenie zrealizował. Niestety, pięknym domostwem na Harendzie było dane mu się cieszyć jedynie przez trzy lata. Wkrótce bowiem artysta zmarł, pozostawiając po sobie dom, pełniący dziś funkcje muzeum. Choć dom stoi w nienaruszonym kształcie, to jednak upływ lat (Kasprowicz zmarł w 1926 roku) najlepiej obrazuje metamorfoza jego okolicy. Gdy poeta tu przebywał, z okien oraz urokliwej werandy roztaczała się przepiękna panorama Tatr. Dziś z majestatycznego widoku nie pozostało nic – wszystko przysłoniły ściśle korony licznych drzew.

Nie na każdego urok Tatr działał z taką samą mocą – byli ludzie kultury, którym doznawanie piękna tego miejsca utrudniały… osobiste demony. Jedna z takich postaci to pisarz Bolesław Prus, który przegrał ze swoim lękiem wysokości. Zachowała się historia opowiadająca o tym, że gdy dwaj górale zaprowadzili autora Lalki na szlak sąsiadujący z przepaścią, ten zamarł w panice i płaczliwie żądał, aby jak najszybciej sprowadzić go na dół. Co gorsza, zamknął przy tym oczy i stwierdził, że nie otworzy ich, dopóki nie znajdzie się w dolinie. Towarzysze wyprawy szczęśliwie sprowadzili pisarza, a ten w podzięce podarował im stosowne trunki.

Artyści dosłownie przejęli Zakopane we swoje władanie. Do tego stopnia, że w chwili odradzania się polskiej państwowości, gdy na terenie miasta powstała struktura nazwana Rzeczpospolitą Zakopiańską, jej prezydentem wybrano właśnie przedstawiciela sztuki. Został nim nie kto inny, jak Stefan Żeromski. Władał państwem zakopiańskim od października do listopada 1918 roku; po tym czasie zostało ono wcielone do II Rzeczpospolitej. Jednak nieformalna władza ludzi kultury nad miastem trwała jeszcze przez wiele dekad, bujnie rozkwitając w okresie międzywojennym.

Niemal równolegle do ludzi kultury, Tatry poznawali również tzw. zwykli Polacy. Rosnąca sława miejsca w kręgach artystycznych (jak i wieść o jego uzdrowiskowych właściwościach) przelała się na inne grupy społeczne. Rzecz jasna w początkowym okresie odwiedzali Zakopane tylko ci najmożniejsi, z czasem jednak turystyka stawała się coraz bardziej masowa. Wybierano się na wyprawy z przewodnikami, zdobywano także –coraz rzadziej spotykane w Tatrach – dziewicze szczyty. Wraz z ruchem turystycznym rósł też odsetek wypadków i urazów na górskich szlakach. Aby pomagać ofiarom takich zdarzeń, w 1909 roku utworzono TOPR – Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, które dociera w nawet najbardziej nieprzystępne miejsca gór. Tatry stanowią masyw o profilu alpejskim (jako jedyne góry w Polsce), a od wchodzących w nie turystów wymaga się umiejętności i przygotowania o wiele bardziej zaawansowanego niż tego potrzebnego do odbycia spaceru po Krupówkach. Wielu gości Zakopanego – i wtedy, i dziś – zdaje się o tym niestety zapominać.

Gdy będziemy zmęczeni górskimi wyprawami, a i z lokalami na Krupówkach zapoznamy się już wystarczająco dobrze, warto skręcić w poboczne ulice miasta. Kryją się tam liczne pamiątki po artystycznej „złotej erze” Zakopanego (pod postacią choćby muzeów czy galerii sztuki). Dobrze jest – choćby na chwilę – przywołać ducha tamtych dni zwłaszcza współcześnie, gdy władanie nad stolicą Tatr przejęła kultura masowa i komercja.

Obrazek wyróżniający: Anna Piechowska

Dodaj komentarz