Martwica gustu

Ludzkość po raz kolejny staje w obliczu śmiertelnego zagrożenia! Gigantyczne zombie-rekiny-mutanty znów spadają z nieba, a jedynym sposobem ich powstrzymania jest stworzenie genetycznie zmodyfikowanej, trójgłowej krokodylokondy, która pożre wszystko, co żyje, a następnie zostanie zniszczona przez wytresowane zabójcze mrówkojady. Czy znana biolog Jane Cambell i żołnierz James Rivers zdołają tego dokonać?

Zombie-rekiny-mutany kontra trójgłowa krokodylokonda kontra zabójcze mrówkojady w kinach już 1 kwietnia.

Powyższy opis jest oczywiście wyssany z palca, nie wyszukujcie więc tego tytułu w popularnych portalach filmowych. Nie oznacza to jednak, że tego typu arcydzieło nigdy nie powstanie. W świecie horrorów klasy B granice absurdu zostały przekroczone już dawno i wydaje się, że twórcy tego typu filmów nie posiadają w swoich słownikach słów „niemożliwie” i „przesada”. Wystarczy przyjrzeć się tytułom tych wiekopomnych dzieł, by zrozumieć jak daleko sięga wyobraźnia ich twórców.

Szczęki 18: Powrót szczęk
Bogowie kina i wszystkiego, co dobre, za co tak bardzo nienawidzicie rekinów? Odpowiedź wydaje się prosta – Szczęki Stevena Spielberga okazały się ogromnym sukcesem i zapoczątkowały modę na tzw. summer blockbusters, czyli wysokobudżetowe hity wypuszczane głównie w okresie wakacyjnym. Kolejne części nie zyskały już jednak statusu filmów legendarnych, więc wydawało się, że moda na zabójcze rekiny szybko przeminie. Tak się jednak nie stało. Główny nurt z czasem zaprzestał eksplorować temat, jednak klasa B nie zrezygnowała. Dzięki temu powstały tak wspaniałe tytuły, jak: Dwugłowy rekin atakuje, Trójgłowy rekin, Rekin widmo, Człowiek-rekin, Rekin z bagien czy szalenie popularne Rekinado. Każde z tych dzieł zasadza się na dość podobnych schematach okraszonych coraz większą dawką przesady. Twórcy wyznają zasadę, że co trzy głowy, to nie dwie i dokonują na tych wspaniałych stworzeniach kolejnych mutacji, byleby tylko przyciągnąć widza przed ekran. Pomagają w tym liczne roznegliżowane biusty, umięśnione męskie klaty i cała masa absurdu. I nic tam, że dialogi drętwe, że scenariusz dziurawy, a efekty specjalne wyglądają, jakby zrobione były w Paincie przez pięciolatka, który pierwszy raz usiadł do komputera. Najważniejsze, żeby żądne krwi drapieżne ryby pożerały niezbyt lotnych bohaterów, a przez to zasłużyły sobie na zniszczenie przez dzielnego żołnierza czy innego badassa. W końcu zawsze mogą powrócić jako duchy i dokonać okrutnej, pełnej flaków zemsty.

Mordercze żółwie mutanty 3: Noc żółwi
Nie potrzeba robić większych badań, aby stwierdzić, że ulubionymi słowami twórców horrorów klasy B są: „zabójczy/morderczy”, „krwiożerczy”, „zmutowany”, „zombie” i „kontra”. Widać to już na pierwszy rzut oka i przyznać trzeba, że scenarzyści wykazują się nie lada kreatywnością w operowaniu tymi hasłami. O ile Krwiożercza małpa wydaje się dość konserwatywna, a Boa kontra Pyton nie pali jeszcze zwojów mózgowych, o tyle już Dinokrokodyl kontra Supergator bądź Megarekin kontra krokozaurus przyprawiają o zawrót głowy. Oczywiście nie powinno się oceniać filmu wyłącznie po jego tytule, jednak w niektórych przypadkach pierwsza reakcja jest jak najbardziej trafiona. Jeśli więc słysząc o Zabójczych ryjówkach, wyobrażacie sobie na wskroś głupawy i tandetny obraz, możecie być niemal pewni, że jesteście bardzo blisko prawdy. W tym wypadku można mówić nie tylko o bzdurnej historii, głupawych dialogach i kiepskim aktorstwie, ale również o niezwykle pomysłowej charakteryzacji ryjówek – okazuje się, że wystarczy kilka obleczonych w koce psów i sporo wyobraźni. Do tego dodajmy fatalne wpadki montażowe i masę błędów, których ewidentnie nikomu nie chciało się poprawiać i już mamy znakomity przykład filmu tak złego, że aż dobrego. Podobnie sprawy mają się z Ludźmi kretami czy Morderczymi mrówkami. Ten drugi jest zresztą świetnym przykładem na to, że granice absurdu zwyczajnie nie istnieją. Chyba że kosmiczne mrówki tworzące superkomputer z własnych ciał nie są dla was niczym szczególnym.

Abraham Lincoln kontra zombie szczury
Zombie, zombie, zombie. Żywe trupy znajdziemy dosłownie wszędzie: w grach, książkach, filmach, komiksach, możliwe nawet, że czają się gdzieś w naszych szafkach i lodówkach. Kino klasy B również musiało uszczknąć dla siebie kawałek tego niezbyt już świeżego tortu. Okazuje się jednak, że Navy Seals kontra zombie, Abraham Lincoln kontra zombie czy nawet Wampiry kontra zombie to wciąż zbyt mało dla naszych mistrzów. Czemu nie pójść o krok dalej i nie napisać scenariusza o zwierzętach zamienionych w zombie? W taki właśnie sposób powstały Zombiebobry, w którym to filmie ugryzieni nieszczęśnicy zamieniali się zombie-człowieko-bobry, bądź, jak to było w przypadku jednego pechowego niedźwiedzia, zombie-niedźwiedzio-bobry. A jeśli to wciąż nie wystarczy, proponuję zapoznać się z ani nie martwą, ani nie żywą, za to bez wątpienia monstrualną Frankenfish. Satysfakcja gwarantowana.

Pączki zabójcy 7: Zemsta lukru
Jeśli kochacie Plan 9 z kosmosu, a nie znacie któregoś z powyższych tytułów, koniecznie nadróbcie zaległości. Kino klasy B może i jest tandetne, grubo ciosane, odtwórcze i generalnie pod każdym względem słabe, ale w tym szaleństwie jest metoda. Stwierdzenie „tak zły, że aż dobry” nie wzięło się przecież znikąd. Poza tym Obecność, To czy Lśnienie smakują lepiej i straszą bardziej, gdy przyrówna się je do Potwora z otchłani. W końcu to lepsze, a nie złe, jest wrogiem dobrego. W związku z tym opuszczam was, gdyż najwyższa pora na nadrobienie Ataku krwiożerczych donatów i Ataku pomidorów zabójców. Uważajcie na to, co trzymacie w kuchni!


Dodaj komentarz