Liberalizm w odwrocie?

Upadek komunizmu w bloku wschodnim wielu ludzi utożsamia wręcz z symbolicznym momentem upadku muru berlińskiego. Wydarzenie z listopada 1989 roku z pewnością stanowiło przełom. Dziś jednak zasadne wydają się obawy, że rosną nowe bariery, groźniejsze nawet od tych z minionego wieku. Rozważa je Jan Zielonka w swojej najnowszej książce Kontrrewolucja. Liberalna Europa w odwrocie.

Aby poznać genezę nowej analizy Zielonki, musimy cofnąć się w czasie o kilkanaście lat. Choć sama postępująca degradacja betonowego wału, rozdzielającego przez blisko trzydzieści lat dwie części jednego z największych miast zachodniej Europy nie miała żadnej realnej siły sprawczej, o tyle konsekwencje polityczno-ustrojowe, jakie za sobą pociągnęła, u wielu ludzi wywołały wręcz euforię radości. Oto wraz z Berliner Mauer upadała znienawidzona po obu jej- stronach żelazna kurtyna. Kraje demoludów, odseparowane jak dotąd od „zgniłego Zachodu”, po raz pierwszy mogły zasmakować wolności, a wraz z nią liberalizmu – nie tylko na polu ustroju politycznego i społecznego, ale też szerokiej autonomii jednostki w eksponowaniu własnego „ja”.

Jesienna rewolucja
Przełom w bloku wschodnim poprzedzał szereg wydarzeń wskazujących na słabnięcie dominacji państwa radzieckiego w jego strefie wpływów. Trudno zaprzeczyć, że wszystko zaczęło się w Polsce. To w Gdańsku, w lipcu 1980 roku rozpoczęły się strajki robotnicze, które finalnie doprowadziły do utworzenia pierwszego w tej części Europy wolnego związku zawodowego. W sierpniu 1980 roku rozpoczął się okres zwany w naszej historii „karnawałem Solidarności”, brutalnie przerwany przez stan wojenny.

Kolejne miesiące, okupione krwią górników z Kopalni Wujek oraz psychicznymi torturami internowanych były jednak ostatnim akordem komunistycznej symfonii. Następne lata, naznaczone coraz głębszym kryzysem gospodarczym, politycznym, a także społecznym, wyrażającym się w stagnacji przerywanej tylko raz po raz strajkami ostrzegawczymi, doprowadziły do obrad Okrągłego Stołu i pierwszych częściowo wolnych wyborów w czerwcu 1989. We wrześniu 1989 z kolei swoje expose wygłasza pierwszy premier ze stronnictwa solidarnościowego, reprezentowanego w Sejmie X kadencji jako Obywatelski Klub Parlamentarny – został nim Tadeusz Mazowiecki.

Pod silnym wrażeniem wydarzeń, które ogarnęły nie tylko Polskę, ale i pozostałe kraje wyzwalające się spod jarzma ZSRR, a które przeszły później do podręczników pod nazwą Jesieni Ludów, znalazł się Ralf Dahrendorf, niemiecki socjolog i politolog, którego popularność sięgała nawet poza Europę. W reakcji na dziejącą się na jego oczach zmianę napisał Rozważania na temat rewolucji w Europie, które skierował do anonimowego J. zamieszkującego Warszawę. Dahrendorf starał się za pomocą szerokiej epistoły poczynić refleksję nad mnogością przemian, którym ulegała w duchu liberalizacji Europa Środkowa i Wschodnia. Skalę przeobrażeń uznał za istotną na tyle, aby nazywać ją rewolucją. Właśnie z tym określeniem wchodzi w polemikę w swojej pracy Jan Zielonka.

Ile demokracji w demokracji?
Zielonka adresuje swoje rozważania wprost do zmarłego w 2009 roku Dahrendorfa, czemu daje wielokrotnie wyraz w formie bezpośrednich nawiązań do słów niemieckiego politologa. Jednocześnie jednak wywód jest na tyle systematyczny, że trudno nie dostrzec próby uczynienia go dla czytelników bardziej przystępnym. Zielonka był wieloletnim współpracownikiem Dahrendorfa podczas jego kariery uniwersyteckiej na St Anthony’s College w Oksfordzie. Określa siebie jako prowokatora intelektualnego, takiego samego zresztą, jak niegdyś Dahrendorf.

Bodźcem dla Zielonki do napisania pracy okazał się Brexit, którego świadkami byliśmy w czerwcu 2016 roku. Nie ulega wątpliwości, że dla opinii publicznej na całym kontynencie było to zaskoczenie. Jak dotąd, nikt nie próbował opuścić Wspólnot Europejskich. Zdarzały się spadki popularności wartości europejskich, gorsze notowania polityków proeuropejskich, sukcesy partii eurosceptycznych, jednak nie otwarty głos referendalny nawołujący do opuszczenia struktur unijnych. Wydaje się, że sami pomysłodawcy głosowania ludowego byli zaskoczeni niemniej, niż reszta Europy. Więcej, chyba większość Brytyjczyków nie zastanawiała się nad praktycznymi konsekwencjami takiej decyzji. Przyczyn niepowodzenia ryzykownego eksperymentu Camerona można doszukiwać się w wielu różnych źródłach, jednak spojrzenie doświadczonego politologa i socjologa, jakim jest autor Kontrrewolucji może dać wiele powodów do refleksji. Autor podejmuje próbę umieszczenia brytyjskiej secesji w kontekście wydarzeń politycznych ostatnich lat oraz nowych czynników przyczyniających się najsilniej do kształtowania opinii publicznej.

Między liberalizmem a populizmem
Właśnie taka opozycja wydaje się wyłaniać z rozważań ucznia Dahrendorfa nad zmianami zachodzącymi we współczesnej Europie. Autor stara się za pomocą analizy szeregu zjawisk społeczno-politycznych udowodnić zasadność śmiałej tezy, którą postawił w tytule swojej pracy. Nieprzypadkowo rozpoczyna dywagacje, od omówienia coraz częściej przewijającego się w europejskim dialogu politycznym zjawiska populizmu. Sama próba redukcji, tak szerokiego pojęcia normatywnego do miarodajnych wyznaczników wydaje się mało realna, wobec czego autor stara się wykazać je za pomocą konkretnych przykładów ruchów populistycznych.

Zielonka zwraca również uwagę na nadmierną generalizację środowisk zgrupowanych wokół obydwu walczących obozów. Nie tylko populiści stanowią grupę niejednorodną. Jak twierdzi sam autor: Liberalizm nie stanowi jednolitego, spójnego fenomenu. Podpiera się też słowami Martina Krygiera, australijskiego politologa o liberalizmie jako zróżnicowanym Kościele, którego lista przykazań jest długa i różnorodna. Kluczowym problemem okazuje się już na wstępie racjonalny i logiczny podział walczących ze sobą mniej lub bardziej otwarcie grup.

Krytyka obiektywna?
Tytułowa Kontrrewolucja mogłaby sugerować negatywne nastawienie do zmian zachodzących na scenach politycznych wielu europejskich państw, jak i w strukturach organizacji ponadnarodowych. Autor nie idealizuje ani nie krytykuje nadmiernie żadnej ze stron. Choć rodzące się w coraz nowszych odmianach przejawy populizmu uważa za zjawiska negatywne, to dostrzega też wypaczenia i słabości szeroko pojętego obozu liberalnego. Nie szczędzi politycznym liberałom krytyki, choć sam należy do kręgu zadeklarowanych kontynuatorów tej myśli politycznej.

Zielonka skupia się tylko nad wybranymi problemami dzisiejszych demokracji liberalnych, które jego zdaniem w szczególny sposób przyczyniły się do osłabienia rządów liberalnych. Mierzy się z chorobami europejskich systemów politycznych, ze słabnącym zainteresowaniem wyborami parlamentarnymi i wytworzeniem się czegoś na kształt liberalnej oligarchii, co stoi w głębokiej sprzeczności z sednem tej doktryny politycznej. Poddaje krytyce coraz większe zaangażowanie polityków liberalnych w sprawy socjalne, co zbliża ich niejednokrotnie do populistów, z którymi przecież prowadzą otwartą walkę.

Koniec kryzysu? Nie widać
Tematy najcięższego kalibru autor pozostawia na sam koniec. Zaliczył do nich ogólnoeuropejski problem z uchodźcami z Bliskiego Wschodu, jak i rozwój oraz współczesne funkcjonowanie Unii Europejskiej, które prowokacyjnie określił mianem wzlotu i upadku. Obie te sprawy uważa za istotny egzamin dla dalszego funkcjonowania liberalizmu – zarówno na poziomie państwowym, jak i kontynentalnym. Wnioski z przeprowadzonej analizy są jednak pesymistyczne – noty z tego trudnego sprawdzianu ukazują słabość liberałów w pełnej krasie. Ponadto Zielonka nie sądzi, by zmianę sytuacji przynieść mogła aktywność pojedynczych, rozpoznawalnych polityków liberalnych, jak Emmanuel Macron czy Angela Merkel.

Między rewolucją a kontrrewolucją
Książka Zielonki porusza wiele zagadnień na tyle rozbudowanych, że każde z nich mogłoby się stać podstawą opasłych analiz akademickich. Autor jest jednak w swoich wywodach na tyle przejrzysty, zarówno w materii językowej, jak i pojęciowej, że orientacji w narracji nie powinien stracić nawet nieobracający się na co dzień w tej tematyce czytelnik. Do niewątpliwych zalet należy też zaliczyć aktualność prezentowanych wydarzeń – książka trafiła na półki księgarni dopiero kilka miesięcy temu. Dobór tematów wydaje się całkowicie trafny i uzasadniony. Autor stawia odważną hipotezę, jednak w jej argumentacji trafia w samo sedno. Osoby mniej chętnie czy rzadziej przyglądające się dyskursowi politycznemu w Polsce i w Europie mogą czuć się momentami przytłoczone nadmiarem informacji, jednak autor żadnej z nich nie pozostawia choćby bez krótkiego omówienia. Wreszcie przydatna w lekturze jest znajomość pracy Ralfa Dahrendorfa z 1989 roku, bo stanowi główny obiekt polemiki Zielonki. Autor wprowadza jednak stosowne objaśnienia i komentarze z dzieła swojego mentora, co powoduje, że lektura bez kontekstu wyżej wspomnianego kontekstu nie nastręcza trudności. Kontrrewolucja to spójna synteza problemów, z którymi zmaga się współczesny europejski liberalizm, a pośrednio także my sami – pionki na mapie politycznej rozgrywki.


Dodaj komentarz