Co kryje się pod maską?

Motyw maski fascynuje ludzi od dawna. Powraca przez całe wieki w różnych postaciach. Cel ich stosowania zawsze jednak pozostaje stały: ukrywając jedną cechę bądź pogląd, mają ukazać w ich miejsce coś zupełnie innego. Skąd w człowieku chęć do skrywania prawdy o tym, jaki jest? Odpowiedź zależy od sytuacji, o której mówimy, bo maska niejedno ma imię…

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że przywdziewanie masek, zakrywanie tego, co prawdziwe, dawało liczne oddźwięki w kulturze. Jedną z najbardziej znanych prób rozprawienia się z tym zagadnieniem podjął Witold Gombrowicz w powieści Ferdydurke, gdzie zaproponował koncepcję „gęby”, w którą człowiek przybierany jest przez spojrzenia, oceny i wymagania innych ludzi. Jego zbeletryzowane przemyślenia poprzedziła na kartach powieści Granica Zofia Nałkowska, która rozważała wpływ konwencji na życie człowieka, stawiając jednocześnie dramatyczne pytanie – czy można uchronić moralność przed wpływem przyjętej powszechnie, często krzywdzącej dla innych zwyczajowej praktyki w danej sprawie? W postaci Zenona Ziembiewicza pisarka daje pesymistyczną odpowiedź – schemat buduje człowieka do tego stopnia, że „życie” postaci zajmuje jej „kariera” uwieńczona tragicznym finałem. Nieprzypadkowo pierwotny tytuł książki brzmiał Schematy. Jednak to nie XX wiek przyniósł początek wykorzystywania masek w mniej lub bardziej dosłownym sensie.

Od czego się zaczęło?

Przenieśmy się na moment myślami do starożytnej Grecji i zasiądźmy na widowni antycznego teatru. Po proskenionie przechadzają się postaci dramatu Sofoklesa czy komedii Arystofanesa, przebrane w odpowiednie maski. Wraz z upływającymi stuleciami podlegały one ewolucji – dziś nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jak dokładnie prezentowały się te najdawniejsze – znane współcześnie maski tragiczne i komediowe to dzieła późnej kultury helleńskiej. Pewne jest za to ich przeznaczenie – miały wyjaśniać widzom, kim jest obserwowana przez nich postać.

Nie tylko sam wyraz twarzy, lecz również kolor miał znaczenie – np. po ciemnej barwie rozpoznawano satyrów, a po jasnej postaci kobiece. Grecy w czasach peryklejskich używali na ich określenie słowa prosopon, które oznacza zarówno maskę, jak i twarz czy po prostu osobę. Ta etymologiczna szczegółowość jest niezbędna, by uchwycić sedno sprawy: maska w greckim teatrze nie stanowiła tylko ozdoby, dodatku. To ona tworzyła postać, decydowała o jej istnieniu na scenie. Rola aktora była drugorzędna, podczas spektaklu zakładał często kilka masek, a każda z nich oznaczała nowego bohatera lub inne wcielenie poprzedniego. Dzięki mniej więcej stałej kolekcji dostępnych masek teatr w Grecji uległ dość znaczącej konwencjonalizacji, funkcjonowały one często jako znaki cech charakterystycznych danej postaci, powtarzalnych w kolejnych dramatach. Dla ówczesnych widzów takie wpisanie w schemat miało pozytywne znaczenie – pozwalało na lepsze odnalezienie się w fabule utworu. Z tradycji helleńskich przedstawień korzystano w kolejnych wiekach, a maski, choć na innych zasadach, pojawiają się w teatrze do dziś.

Różne typy masek

Współcześnie nie zakładamy masek z antycznego greckiego teatru, co nie oznacza, że w ogóle ich nie stosujemy. Czasem stroimy się w nie z wielką ochotą, innym razem są nam zaś siłą nakładane przez otoczenie. Stworzenie wyczerpującej klasyfikacji masek wydaje się pracą żmudną, a do tego wyczerpanie wszystkich możliwości, które powinniśmy wziąć pod uwagę, wydaje się graniczyć z cudem. Na potrzeby artykułu postaram się jednak wyodrębnić kilka podstawowych rodzajów.

Jednym z najczęściej wykorzystywanych typów jest maska, którą określam jako „towarzyska”. Ujawnia się ona w czasie kontaktów międzyludzkich na różnych płaszczyznach – w pracy, w domu, podczas spotkań nieoficjalnych czy w miejscach publicznych. Szczególnie jednak kategoria ta dotyczy sytuacji, w których skupiamy się na tym, by zaprezentować siebie w odpowiedni sposób. Wtedy często chcemy szczególnie wyeksponować lepszą część swego szeroko pojętego charakteru kosztem tej uważanej przez nas za mniej wartą uwagi. Jest to maska specyficzna, ponieważ polega jedynie na przysłonięciu tej części samego siebie, która akurat w danej chwili nie jest nam potrzebna. Wielu ludziom takie działanie przychodzi z łatwością – niemal natychmiastowo dopasowują sposób prezentacji do otoczenia, w jakim się znajdują. Zupełnie innymi ludźmi mogą się wydawać na zebraniu zarządu korporacji niż podczas wyprawy kajakowej ze znajomymi. Taka zdolność jest pożądana w kontaktach międzyludzkich i nie przekracza też reguł etyki komunikacji, musi jednak zachować pewne reguły. Przede wszystkim style zachowania i wypowiadane słowa powinny być dostosowane do kontekstu sytuacji, której jesteś uczestnikiem – inaczej twój sposób bycia może zostać potraktowany jako nienaturalny, a wręcz szkodliwy dla pozostałych uczestników rozmowy. Ponadto stosowaniu maski towarzyskiej w omówionej formie powinno przyświecać założenie aksjologiczne – nie oszukuj innych poprzez własną autoprezentację. Na czym to oszustwo mogłoby polegać? Chociażby na jednokrotnym przybraniu odpowiedniej maski dla osiągnięcia jednostkowego celu i odrzucenia jej w dalszych działaniach ze szkodą dla innego człowieka. Wyjaśnijmy to na przykładzie: jeżeli ktoś stara się pomóc osobie cierpiącej po stracie bliskiego, to eksponuje takie swoje cechy, jak empatia, współczucie, pokojowe usposobienie, zaangażowanie. W ten sposób zdobywa zaufanie drugiego i od tego momentu powinien już starać się podtrzymywać cechy, które wyeksponował za pierwszym razem. Ujawnienie zupełnie innej części psychiki, niedostosowanej do sytuacji żałoby, może wywołać u cierpiącego dodatkowe wątpliwości i poczucie odrzucenia, a nawet krzywdy. W człowieku mieszkają liczne sprzeczności, ich zbyt gwałtowne metamorfozy mogą przysporzyć otaczającym nas ludziom problemów, a nam samym niechęci.

Jest również drugi rodzaj maski towarzyskiej, polegający na zastąpieniu realnego obrazu własnego charakteru zestawem cech, których w ogóle nie posiadamy, a które staramy się udawać przed innymi. Dla wielu osób ten sposób ukrywania własnych cech jest niedostępny, ponieważ nie potrafią dostatecznie dobrze ukryć zapisanej w genach natury. Osoby ze szczególną umiejętnością panowania nad swoimi odruchami mogą z niego z kolei zrobić wielki użytek, choć najczęściej stoi on w sprzeczności z jakimikolwiek wyznacznikami etycznymi. Niezwykle rzadko zdarza się, by udawanie kogoś, kim się nie jest, całkowite chowanie się za maską, było wywołane szlachetnymi pobudkami.

Jaki jesteś w pracy?

Wyróżnić można również maskę zawodową, ujawnianą w miejscu pracy i w związku z wykonywaną profesją. Najczęściej pracodawca wymaga od swego podwładnego konkretnego sposobu postępowania oraz zachowania. W zależności od typu wykonywanego zawodu tolerancja na ujawnianie cech własnej osobowości różni się diametralnie. Od niektórych osób, np. aktorów, piosenkarzy czy pisarzy, zazwyczaj oczekuje się wręcz, by pokazywali samego siebie, ujawniali tajniki swych myśli. Inną kwestią jest to, że nieraz duch i serce takich osób skrywa coś zupełnie innego, niż oczekiwała publiczność. Wtedy znów okazuje się, że wszechobecna forma skrywa się w nas nawet wtedy, gdy próbujemy się z niej uwolnić.

Na drugim biegunie swobody ekspresji własnego „ja” znajdują się pracownicy korporacji czy punktów sprzedaży usług. Metody postępowania oraz sposoby obchodzenia się z klientem są tutaj tak wysoce skodyfikowane, że wręcz oczekuje się od sprzedawców czy osób pracujących w biurach, aby schowali się za ramą wyznaczoną im przez zajmowaną pozycję i nie wychodzili poza nakreślone protokołem schematy. Trudno w kilku słowach określić przyczyny tego zjawiska. Być może jako użytkownicy produktów i beneficjenci usług czujemy się pewniej, gdy oferuje je nam ktoś, kto postępuje wyłącznie według z góry wiadomych reguł. Nie ryzykujemy, że na podejmowane przez niego decyzje mogą wpływać emocje czy osobiste animozje.

Co myślisz na ten temat?

Każdy z nas posiada jakiś zestaw poglądów na podstawowe zagadnienia społeczne, takie jak polityka, jakość życia, sposób istnienia w świecie itp. Zdarza się jednak, że konformistycznie dopasowujemy nasze myśli do tego, czego oczekuje od nas druga strona. Wystarczy część naszych przemyśleń zaakcentować mocniej, a pozostałe pominąć dyplomatycznym milczeniem i już możemy zostać odebrani jako przedstawiciele innego światopoglądu niż w rzeczywistości. Często takie postępowanie nie wynika z chęci oszukania kogoś, lecz raczej z próby dostosowania się do środowiska. W gronie konserwatystów społecznych nie jest pożądane afiszować się ze swoimi refleksjami liberalnymi. W rozmowie z osobą otwarcie i jednoznacznie popierającą partię X czasem właściwe wydaje się przemilczeć, że twoje preferencje są skierowane raczej ku partii Y. Tego typu działanie trudno uznać za coś jednoznacznie złego – czasem pozwala podtrzymać interakcje społeczne bez popadania w konflikty i wzajemną niechęć, szczególnie gdy ukrywamy ten z naszych poglądów, który nie ma kluczowego znaczenia dla omawianej w danym gronie sprawy. Inaczej jest, gdy przebieramy się w kostium odmiennego światopoglądu czy ideologii tylko po to, aby zrealizować swój partykularny interes, np. zyskać dostęp do danego środowiska i wykorzystać je dla swoich celów. Tak użyta maska zaszkodzić może nie tylko drugiej stronie relacji, lecz i temu, kto ją nosi – prędzej czy później dwulicowość ujrzy światło dzienne i wtedy może się on stać persona non grata, nawet już na zawsze.

Na wcześniej omówione przykłady nakłada się także maska kulturowa, którą, inaczej niż poprzednie, zazwyczaj nakłada się człowiekowi bez jego woli. Ten typ w dużej mierze łączy się z zagadnieniem stereotypów – o nich pisałem kilka słów w poprzednim wydaniu miesięcznika w artykule poświęconym charakterom narodowym. Rodzące się stereotypy bardzo szybko powodują nakładanie na przedstawicieli danej nacji uniwersalizujących masek. O Niemcach myśli się zazwyczaj jako o ludziach precyzyjnych, pracowitych i punktualnych. Gdy spotykamy się z sąsiadem zza zachodniej granicy czasami automatycznie, jeszcze przed wymienieniem się powitaniami zakładamy mu maskę wytrwałego perfekcjonisty. Czasem ją potem usuwamy wraz z lepszym poznaniem rozmówcy, lecz zdarzają się również osoby, które będą się swego bezpiecznego wyobrażenia trzymać kurczowo, nawet jeśli wyraźnie nie odpowiada temu, co widać w rzeczywistości. Maska kulturowa to wybitnie niekorzystne zjawisko – spłyca nasze widzenie ludzi z innych krajów czy kontynentów, ujmuje ich jako funkcje utartego wyobrażenia i nie pozwala nam często dostrzec istoty drugiego człowieka pod warstwą naszych przeświadczeń na temat kultury, którą reprezentuje. Dlatego właśnie myślenia stereotypami warto wyzbyć się jak najprędzej.

Relacje między maskami

Już na poziomie powyższych analiz widać, że granice oddzielające poszczególne typy masek są cienkie i nieraz niejednoznaczne. Ponadto można by podać całą mnogość propozycji podziału, z których jednak niezwykle trudno byłoby wybrać całkowicie klarowną. Lepszym wyjściem wydaje się więc zaakceptowanie faktu, iż w każdym z nas funkcjonuje wiele masek, ujawniających się w różnych momentach. Część ukuliśmy sobie sami, część została nam narzucona z zewnątrz. Tyczy się to każdego człowieka, który wchodzi w jakiekolwiek relacje z innymi, ponieważ kontakt unikający wytwarzania różnych kreacji samego siebie należy współcześnie do wielkiej rzadkości. Jeśli nawet nie jesteśmy w stanie odrzucić masek, to warto przynajmniej uświadomić sobie ich działanie, a przez to spoglądać na nie z większą świadomością szans i zagrożeń, jakie stwarzają. Tę refleksję należałoby też połączyć z płaszczyzną etyczną – osiągnięcie technicznego mistrzostwa zmieniania własnego oblicza psychicznego zbliży cię do przebierańców na weneckim karnawale, jednak czy pomoże w codziennych relacjach międzyludzkich?

Krzysztof Andrulonis


Dodaj komentarz