W Krakowie doszło do wojny światów – trzy odsłony starcia

Świat teoretyków i praktyków jak wiemy – ściera się, czasami dosyć ostro. Sprowokowanie do oficjalnej konfrontacji świata praktyków i teoretyków w branży public relations jest na wagę historycznego pojedynku lokalnego, który poprzez zainteresowanie medialne zyskał na popularności. Uznałam, że owa konferencja zorganizowana przez Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie jest wydarzeniem godnym uwagi. Dyskusja nad nim ma o tyle praktyczne przełożenie na naszą rzeczywistość, że dotyczy istotnych wniosków. Słyszymy wiele negatywnych informacji, szczególnie w ostatnim czasie na temat tego, co dzieje się w środowiskach akademickich. Może więc w roku, kiedy przeżywamy przede wszystkim radosne święto Niepodległej warto pochylić się i nad tym, co dobrego dzieje się w życiu naukowym.

„Metoda wojny” w organizacji wydarzeń naukowych
Skoro wydarzenie przygotowywali specjaliści, którzy znają tajniki medialnych promocji, działania w branży – nie dziwi, że tak zręcznie wykorzystano kontrowersyjny motyw wojny. Jednak chodziło przede wszystkim o konstruktywne spotkanie, które miało integrować środowiska praktyków i teoretyków. Uważam za bardzo odważny zabieg, by posłużyć się terminologią wojenną do opisywania rzeczywiście podzielonego środowiska teoretyków i praktyków. Wydobycie na powierzchnię owego konfliktu i umożliwienie konfrontacji było jednak zręcznym pretekstem kreującym warunki do wzajemnego uczenia się od siebie. Taka oferta nie mogła spotkać się z odrzuceniem. W percepcji studentów ta konferencja była żywa – „działo się”, od początku wydarzenie skupiało uwagę, bo to nie była „rzecz”, która musiała się odbyć, która jest, by była. Scenariusz „wojny” był bardzo przemyślany i bogaty. To nie miało w sobie nic z nudnego spotkania. Zaprezentowano wiele różnorodnych wystąpień. Dano każdemu uczestnikowi tyle czasu, by wykazał się najistotniejszą dawką informacji. Nikt nie został zabity nudą. Nie kryjmy zaś, że konferencje naukowe nierzadko przybierają formę monologów nie wiadomo do jakiego świata. Tutaj był na uwadze konkretny odbiorca, który ma cel – uzyskać praktyczne informacje potrzebne do zawodu.

Brak miejsca na ustępstwa w ocenie specjalistów
Wojna musiała wyłonić zwycięzcę. Nie zagłaskano więc prelegentów. Poddano ich ocenie. Choć już na początku zaznaczono, że konflikt może mieć także charakter konstruktywny – nie było miejsca na kompromis. W istocie świat teorii i praktyki przenika się, uzupełnia, doskonale ze sobą współgra jak zauważono – to i tak postawiono na konkretny wynik konfrontacji. Pozwolono uzyskać tą istotną wiedzę dla procesu kształcenia – kto wypadł lepiej. Od kogo można było się więcej nauczyć. Sądzę, że to bardzo dobre rozwiązanie, które pozwoli zmotywować się w świetle wyników grupie, jaka wypadła mniej korzystnie w perspektywie odbiorców. Oceniali przecież przede wszystkim studenci, jacy określają potrzeby, które wiążą z edukacją, inwestycją swojego czasu w naukę w Uczelni.

Efekt pozytywnych kontrowersji w public relations – czarny pijar vs biały pijar
Co ciekawe – nie było ofiar tego starcia, co może być pozytywną kontrowersją. Idea integracji bardzo się powiodła. Był czas na rozmowy poza wystąpieniami. Dziejące się emocje przez całą konferencję – mając swoje ujście i przekładnię na wykorzystanie broni merytorycznych argumentów dały szansę na zmniejszenie dystansu między teoretykami i praktykami (potrzebny humor sprawdził się także, wprowadzając przyjazną wszystkim atmosferę w obliczu zbliżającej się „wojny światów”). Podzielenie konferencji na dwie części było świetną okazją, by dopuścić do głosu zarówno praktyków, jak i teoretyków. Zatem ta wojna była sprawiedliwa. Mogły przystąpić do niej równe siły reprezentacyjne. Wnioski ze spotkania są nadzieją na wytwarzanie okazji i atmosfery współpracy na rzecz potrzeb społecznych. Nauka przecież jest dla człowieka, a nie dla nauki, co udowodniła dobitnie ta konferencja.


Dodaj komentarz