Jedna twarz – dwa oblicza

Co osiągają ludzie udając kogoś, kim nie są? Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego zdarza nam się grać przed innymi, udawać, przechwalać się? Jakie czerpiemy z tego korzyści?

Jeśli chcesz kogoś lepiej poznać, najlepszym sposobem na to będzie spędzenie z nim czasu w towarzystwie różnych ludzi. Nasz brak pewności siebie, lęki, albo wręcz przeciwnie – poczucie wyższości mogą być wyrażone we wzajemnych relacjach. Człowiek w kontaktach międzyludzkich pokazuje czasem swe drugie oblicze – w towarzystwie niektórych osób czujesz się niezręcznie, niekomfortowo i chciałbyś jak najszybciej uciec, a z innymi mógłbyś spędzać czas nieustannie.

Kiedy zakładamy maski?

Nasze życie można porównać do teatru. Cały czas wcielamy się w jakieś role, w zależności od tego, z jakimi ludźmi czy w jakich miejscach przebywamy. Nawet z własnego przykładu wiem, że choć staram się żyć w zgodzie z samym sobą, ze swoimi przekonaniami, to  np. w pracy, między zupełnie obcymi osobami, zachowuję się inaczej niż w domu. Jestem bardziej opanowana, staram się być cierpliwa czy bardziej dokładna. Co więcej, często łapię się na tym, że chciałabym dobrze wypaść, a co za tym idzie, nie czuję takiej swobody, jaką mam w dobrze znanym mi środowisku. Myślę, że my sami, podświadomie kierujemy naszymi zachowaniami w taki sposób, by zyskać dla siebie jak najwięcej. Bo przecież kto z nas nie chciałby być chwalony w pracy za systematyczność, dokładność i cierpliwość? 😉

Porzuć swoje maski

Skoro jednak przywołałam już przykład pracy, trzeba przy tym zauważyć również, że zajmowane przez nas stanowiska wymagają pewnych zachowań. Można tym samym powiedzieć, że różne sytuacje wymagają od nas odgrywania ról, bo jak można poważnie traktować prezesa cenionej korporacji, chodzącego w brudnym dresie i używającego wulgaryzmów zamiast przecinków? Funkcjonując w społeczeństwie, musimy czasem założyć wymaganą w danej sytuacji maskę, by coś zyskać – w przypadku wcześniej przywołanego prezesa, szacunek i respekt podwładnych. Musimy umieć „się zachować” i „pokazać”. Problem pojawia się wtedy, kiedy nie potrafimy porzucić swojej maski ani przed rodziną, partnerem, ani przed samym sobą.

Zakładając maski, poniekąd skazujemy się na tkwienie w marnych relacjach, ponieważ stajemy się mniej naturalni i oryginalni, i takich właśnie ludzi również przyciągamy. Tym samym zamykamy się na wartościowe osoby, przestajemy czerpać z życia, niektórzy narażeni są na kompleksy czy rosnące  problemy z komunikacją. Przywdziewając maski, przyciągamy tych, którzy lubią nasz zamiennik, nie nas samych. Tworzymy złudne poczucie bliskości z drugą osobą, która, możliwe, że wcale by nas nie polubiła bez naszej maski. Oszukujemy zwłaszcza samych siebie, budując wokół jeszcze większe bariery przed światem.

Druga, trzecia i kolejna…

Odnoszę wrażenie, że zwłaszcza w dzisiejszych czasach, zdarza się nam prawie wcale nie ściągać tych masek. Cały czas ludzie starają się udawać kogoś, kim w zupełności nie są, w związku z tym jest niezwykle trudno znaleźć chociażby oddanego przyjaciela. Myślę, że obecnie, kiedy każdy dąży do ideałów kreowanych przez media, kiedy zanikają wartości, trudno jest nam zaufać drugiemu. Boimy się, że zostaniemy odrzuceni, że ktoś wyśmieje nasz charakter, sposób bycia czy myślenia, wykorzysta to przeciwko nam. Dlatego bardzo często, nawet nieświadomie, stajemy się takimi osobami, z którymi nie chcielibyśmy się spotkać, tzn. nieprawdziwymi, ulegającymi manipulacji, zakłamanymi.

Łatwiej nam udawać, że czegoś nie ma, odrzucić to, co jest niewygodne niż szczerze przyznać się, zwłaszcza przed samym sobą, do prawdziwych emocji. Zakładamy maski ze strachu, że drugi nas zrani, odrzuci. Chcemy być tak idealni, jak promowane przez social media wzorce. Maski stanowią ochronę przed tym, co w nas nieidealne. Wchodzimy w rolę ofiary, kiedy coś wydaje się za trudne i oczekujemy, że ktoś inny zgodzi się podjąć za nas decyzję. Udajemy przywódcę, by mieć kontrolę, choć głęboko czujemy, że wszystko przecieka nam przez palce. Przyjmujemy role, jakie na chwile obecną są dla nas najbardziej korzystne, w których dobrze się czujemy.

Ile czasu można udawać? Może zamiast zakładać kolejną maskę, dla odmiany powinniśmy podjąć próbę pogodzenia się z własnymi niedomaganiami, ułomnościami, wadami? Może zamiast kolejny raz wchodzić w rolę ofiary udowodnić, że jest się w stanie samodzielnie, bez ingerencji osób trzecich podjąć decyzję? Może zamiast przywdziania kolejnej „gęby” i duszenia się w toksycznych relacjach lepiej byłoby je pozamykać? Funkcjonując w społeczeństwie, musimy być gotowi na kompromisy, ustępstwa, wpasowanie się w określony kanon – czy to modowy, czy zachowań. Jak wcześniej wspomniałam, dużo wymaga od nas świat zawodowy. Nie unikniemy zakładania masek – ważne jest jednak to, by umieć ją ściągnąć w odpowiednim momencie i żyć bez świadomości jej istnienia.

Gabriela Szczepanik


Dodaj komentarz