Jak Polak z Brytyjczykiem

Zostawiają od lat pielęgnowane relacje i wyjeżdżają za granicę za lepszym życiem. Czy łatwo jest im zbudować nowe w obcym kraju? Jak emigranci radzą sobie w międzykulturowej rzeczywistości i jak traktują ich rodowici mieszkańcy Wielkiej Brytanii?

Kiedy Iga pracowała jako kelnerka w angielskim Brighton, spotykała wyjątkowo życzliwych ludzi. Pewnego dnia jakaś życzliwa Brytyjka postanowiła wytknąć dziewczynie jej językowe błędy, dziwiąc się, jak w tych czasach można nie znać perfekcyjnie angielskiego. Z odsieczą przyszedł inny miejscowy, zwracając się do „życzliwej”: – A ile języków obcych pani zna…? Ta krótka historia, opowiadana w moim towarzystwie raczej jako anegdota, w prosty sposób pokazuje dwa zupełnie różne podejścia do „obcego”. Zapytałam znajomych, którzy mieszkają lub przez dłuższy czas mieszkali w Wielkiej Brytanii, z którym z nich spotykali się częściej.

Jak zaimponować Brytyjczykowi
Iga opowiada, że większość ludzi uznawała jej pobyt na Wyspach za godny podziwu. Kiedy wyjeżdżała z Polski, miała nieco ponad dwadzieścia lat i jej pracowitość oraz decyzja o wyjeździe w tak młodym wieku niezwykle imponowały Brytyjczykom. Jest atrakcyjną blondynką i świetnie mówi po angielsku (klientka Brytyjka z restauracji w Brighton musiała mieć wyjątkowo zły dzień), a to bez wątpienia robi wrażenie.

Daria, która w Londynie mieszka od kilku lat, żartuje, że żaden obcokrajowiec nigdy nie miał odwagi powiedzieć czegoś negatywnego o jej narodzie, ale nie ma nic przeciwko, gdy jeden z jej brytyjskich kolegów wyśmiewa jej akcent. – To jest właśnie człowiek z typowym brytyjskim poczuciem humoru – komentuje z przymrużeniem oka. Zastanawiam się, co ma na myśli, więc dopytuję. – Brytyjskie poczucie humoru to brak poczucia humoru – wtrąca jej współlokatorka, Natalia.

Brytyjczycy, których Daria spotyka na co dzień w pracy, do Polski jeżdżą przede wszystkim po to, żeby zwiedzić Kraków i… leczyć zęby. O naszym kraju i rodakach wiedzą więc niewiele, rzadko wypowiadają się też na ich temat. Są zgodni w opinii, że Polak potrafi ciężko pracować, z czego dziewczyna jest dumna. Twierdzi, że działa to także w drugą stronę – Polacy, których zna, wolą towarzystwo innych rodaków. Z Brytyjczykami integrują się rzadko.

Nie tak kolorowo
Mateusz, który do Anglii wyjechał, żeby studiować i pracować, rzadko słyszał pozytywne opinie o Polakach. Jeśli już mówili dobrze i sami z siebie, to o polskiej pracowitości. Jednocześnie sam otwarcie przyznaje, że wcale się Brytyjczykom nie dziwi. Subtelnie próbuje mi przekazać, że przecież emigrują głównie ci o niższym statusie społecznym. Brytyjczycy dla chłopaka zawsze byli mili. Unikali rozmów o Polakach i innych imigrantach, a gdy już rozmawiali o jego emigracji, pytali o to, jak odnajduje się w brytyjskiej rzeczywistości. A odnajdywał się całkiem nieźle.

Z pierwszego dnia chłopak zapamiętał autostradę i wrażenie, że zaraz zderzy się z samochodem jadącym z naprzeciwka. W końcu jechali nie po tej stronie. Pamięta też niepewność, co będzie dalej, ale i dreszcz ekscytacji. Teraz czuje się zupełnie swobodnie w relacjach z miejscowymi. Mówi dużo o swojej fascynacji brytyjską kulturą. Nie bez znaczenia jest więc pewnie fakt, że jechał do kraju, który pokochał na długo przed emigracją. Dodaje, że ludzie starają się unikać kwestii stricte politycznych, a rozpoznawalność polskiej kultury i obyczajowości jest wśród nich bardzo słaba.

Bez barier?
Natalia streściła mi swoje emigranckie doświadczenia w trzech słowach: taka typowa codzienność. W Londynie mieszka od kilku lat i deklaruje, że nie czuje żadnych barier w relacjach z miejscowymi. No, może poza tymi językowymi, ale przez to przechodzi prawie każdy. Gdy zapytałam, czy coś zaskoczyło ją w podejściu Brytyjczyków do obcokrajowców, wspomniała o cierpliwości i wyrozumiałości do tych, którzy średnio radzą sobie z językiem.

Kamil pracował w Anglii krótko, ale jego wyjazd wypełniony jest po brzegi dobrymi wspomnieniami. Raz tylko zdarzyło mu się wstydzić za rodaka, który rzucił butelką o chodnik wprost pod policyjny radiowóz. Wyjeżdżał z nastawieniem, że będzie traktowany jak równy i intuicja go nie zawiodła. Sam też w taki sposób traktował Brytyjczyków i innych obcokrajowców, więc barier szczególnie nie odczuł.

Różnice są OK
Szok kulturowy przeżył każdy z nich. Daria do tej pory nie może zrozumieć, jak można bez skrępowania chodzić po ulicy w piżamie, a dla Igi zadziwiające było to, jak różne może być podejście do związków, rodziny i partnerów: – Było tak diametralnie inne od tego, co znałam wcześniej, że długi czas byłam zszokowana. Jedynymi religijnymi ludźmi, jakich spotkałam w Anglii, byli Pakistańczycy. Wszyscy młodzi ludzie w moim wieku to ateiści – wspomina.

Natalia wciąż nie może przyzwyczaić się do przechodzenia przez jezdnię w nieprzeznaczonych do tego miejscach. Ze swojego pierwszego dnia na obczyźnie zapamiętała przytłaczającą wielkością stolicę oraz różnorodność tłumu: – Każdy człowiek wydawał się inny, osoby wyróżniające się nie były żadnym „wow” jak w Polsce. Tutaj każdy żyje, jak chce, ubiera się jak chce, zachowuje się, jak chce – opowiada.

Mateusz nie rozumie, dlaczego na emigrację decydują się ludzie, którzy nie są skłonni do poznawania innych: – Wystarczy być osobą otwartą, nie w takim sensie „tolerancyjną”, jak to rozumie większość naszego społeczeństwa, tylko po prostu otwartą. Na nowe rzeczy, na nowe podejścia do życia. Inne niż nasze. Co nie znaczy, że ze wszystkim trzeba się zgadzać – mówi, i po chwili dodaje: – Jeśli one miałyby mi przeszkadzać, to bym nie wyjeżdżał z kraju. Bo po co miałbym wyjeżdżać?


Dodaj komentarz