Imagine

Narody, narody! Po diabła narody
Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
Historia nam daje dobitne dowody:
Pragniecie pokoju? – Usuńcie przeszkody –
– Narody, narody, narody!

Śpiewał Jacek Kaczmarski w utworze „Limeryki o narodach”. Czy na pewno usunięcie państw może dać tak wspaniałe rezultaty? A może to wszystko dzieje się już, bez naszej świadomości?

Aby móc rozmawiać o usunięciu podziałów państwowych, powinniśmy zdać sobie sprawę, czym jest państwo i jaką rolę odgrywa w dzisiejszym świecie. „Słownik Języka Polskiego” oferuje następującą definicję: Wewnętrznie zorganizowana społeczność zamieszkująca określone terytorium, mająca swój rząd, suwerenność i określone prawa.

Po co kiedyś, po co dziś?
Cele istnienia państwa zmieniały się przez wieki, zawsze jednak wiązały się z zamiarami politycznymi, projektowanymi przez struktury władzy. Obecnie funkcje państwa są kształtowane w dużej mierze przez proces globalizacji. Współczesne kraje dążą do: realizacji dobra wspólnego, zagwarantowania wolności i bezpieczeństwa jednostki, zapewnienia udziału w dystrybucji dóbr wytworzonych przez społeczeństwo oraz pełnej kontroli nad swoją obroną terytorialną.

W dzisiejszym świecie w większości krajów spotykamy model gospodarki wolnorynkowej. Zmniejsza ona w pewnym stopniu rolę struktur administracyjnych w rozwoju ekonomicznym państwa i zakłada istnienie wolnego rynku, czyli działającego bez ingerencji pierwiastka kontroli odgórnej. Mechanizm wolnych cen rynkowych podlega fluktuacjom zależnie od istniejącego popytu i podaży. Stan całkowitej wolności handlu i operacji giełdowych jest jednak wyłącznie wyidealizowanym modelem. W praktyce większość rządów, przynajmniej w naszym kręgu cywilizacyjnym, ingeruje w procesy rynkowe, starając się doprowadzić do możliwie równomiernego rozdziału dóbr.

Problem niedopasowania
Wszystkie powyższe procesy, w których państwo w jakimś stopniu partycypuje, tworzą system naczyń połączonych. Nie wydaje się jednak, aby struktury władzy narodowej miały bezpośredni wpływ na poziom cieczy w poszczególnych ramionach. Nie tylko ekonomia, ale również przejawiająca się w wielu dziedzinach życia społecznego globalizacja sprawia, że państwo coraz bardziej traci na znaczeniu. Właściwie wynika to z samej definicji tego procesu. Rola państwa się zmniejsza, gdyż jest za małe dla wielkich spraw ogólnoświatowych, a jednocześnie zbyt duże dla problemów lokalnych.

Być może koncepcja państwa światowego nie jest wcale tak odległa, jak mogłoby się wydawać. Już starożytni filozofowie głosili idee świata bez granic. Sofiści uważali, że człowiek wywodzi się z natury, gdzie wszyscy są sobie równi. Byli zdania, że to prawo dzieli ludzi, a nikt nie urodził się niewolnikiem. Ich ideałem był tolerancyjny, oświecony obywatel nieprzypisany do żadnego polis. Również Diogenes z Synopy czy Sokrates na pytania o ich kraj ojczysty oznajmiali, że są obywatelami świata. Początki nowożytnej filozofii przyniosły zaś koncepcję irenizmu, rozumianego jako postawy otwartości i szczerości w rozwiązywaniu konfliktów, co wiązało się jednocześnie ze sprzeciwem wobec jakichkolwiek prób rozstrzygania sporów za pomocą przemocy. Myśl tę zapoczątkował Erazm z Rotterdamu, zaś do jej kontynuatorów można zaliczyć takich myślicieli jak: Guillaume Dubois, Andrzej Frycz Modrzewski czy Immanuel Kant, którzy postulowali o świat bez wojen.

Państwo to… świat?
Na razie państwo światowe pozostaje jedynie w sferze naszych rozmyślań, jednak istnieją inne byty polityczne, które w przyszłości mogą rozwinąć się na taką skalę. Mam na myśli supermocarstwa. Politolodzy definiują to pojęcie w różny sposób: Witold Orłowski opisuje je jako państwo, którego siła wyraźnie dominuje nad siłami większości innych mocarstw świata, z kolei Alice Lyman Miller postrzega ten rodzaj państwa jako mające zdolność rozszerzania dominacji i wpływów na skalę ogólnoświatową na więcej niż jeden region na globie w danym czasie i może osiągnąć status globalnego hegemona. Obecnie bezsprzecznie za supermocarstwo uważane są Stany Zjednoczone, często do grona tego zalicza się też Chiny, Rosję, a także Unię Europejską.

Gdyby jednak takie hiperimperium miało istnieć, to na jakich zasadach by funkcjonowało? W modelowym ujęciu opisał to zagadnienie w swojej książce „Krótka historia przyszłości” szanowany francuski ekonomista Jacques Attali. Autor prognozuje, że rozpad państw rozpocznie się już około 2040 roku. Wskutek zastępowania pracy ludzkich rąk przez maszyny zacznie zanikać klasa robotnicza. Jednocześnie będziemy obserwować rozwój klasy średniej oraz powstawanie nowej grupy społecznej, tzw. klasy twórczej, która w dużej mierze będzie dyktować warunki rozwoju nowego społeczeństwa.

Attali spekuluje, że wielkie firmy poprzez reklamy będą kierować wyborami odbiorców, co przyczyni się do osłabienia państw. Przedsiębiorcy należący do klasy twórczej będą poruszali się po świecie w celu zdobywania jak największego dochodu. Państwa będą swego rodzaju centrami, w których uzyskają możliwość zatrzymania się na dłużej. Kraje będą obniżały podatki, aby przyciągnąć do siebie klasę twórczą, co pozbawi je najważniejszych dochodów. Usługi publiczne staną się płatne, co odbije się niekorzystnie na najbiedniejszych i przyczyni do pogłębiania różnic społecznych.

Świat pod kontrolą
Słowem klucz w przyszłości wg Attali będzie nadzór. Z usług prywatnych spółek zajmujących się bezpieczeństwem, konkurencyjnych względem państwowej policji, będą korzystały towarzystwa ubezpieczeniowe chcące dowiedzieć się jak najwięcej o swoich klientach. Będą one wyznaczały normy postępowania, a z pomocą organów hipernadzorczych zyskają możliwość dokładnego sprawdzania, czy klienci się z nich wywiązują. W ten sposób będą minimalizowały ponoszące przez siebie ryzyko.

Niektóre przedsiębiorstwa wyspecjalizują się w „rządzeniu”, aby pomagać agencjom ubezpieczeniowym. Ten rodzaj działalności stanie się kolejnym dochodowym sektorem gospodarki. Z czasem powstające grupy interesu zastąpią w skali świata narodowe organy regulujące. Te dwa typy instytucji staną się swego rodzaju władcami hiperimperium.

Istotna rola przypadnie też ciału koordynacyjnemu banków, złożonemu z przedstawicieli banków centralnych, które ustali koszyk głównych walut światowych. To wymusi na państwach przyjęcie narzuconych norm budżetowych, z czasem zaś doprowadzi do powstania wspólnej waluty światowej. Hiperimperium będzie usiłowało również kontrolować własność prywatną.

Do zobaczenia w nowym świecie
To wszystko brzmi całkiem realnie, prawda? Jednak istnieją czynniki, które w pewnym stopniu uniemożliwiają powstanie świata bez granic. Do najistotniejszych należy niejednolita struktura religijno-kulturalna społeczeństwa zamieszkującego naszą planetę, co skutkuje skłonnością do wojen i nieporozumień na tym tle. Jednak istnieje państwo, które zdołało z ludzi o dużych różnicach etnicznych, religijnych i światopoglądowych stworzyć bardzo dobrze prosperujący naród. Mam na myśli Stany Zjednoczone. Z całą pewnością nie było tak od razu pięknie, w zasadzie w dalszym ciągu występują tam problemy na tle zróżnicowania społecznego, ale postęp w tej dziedzinie i tak jest ogromny. Ze zbitki najróżniejszych imigrantów udało się utworzyć państwo pod sztandarem preambuły konstytucyjnej, mówiącej o sprawiedliwości, pokoju i wolności. A tego chyba pragną wszyscy…

Wersja „light”
Istnieje też inna koncepcja państwa przyszłości, z pewnością łatwiejsza do zaakceptowania niż wizja hiperimperium. Państwo minimalne, założenie teoretyczne autorstwa A. Smitha i D. Ricardo, posiada być może większą rację bytu niż hiperimperium. Według tych uznanych brytyjskich ekonomistów XVIII wieku, rola instytucji rządowych powinna być jak najmniejsza, a sytuacja kraju ma być regulowana przez rynek, a nie odgórne rozwiązania instytucjonalne. Państwo pełni wtedy jedynie funkcje stróża pasywnego: obserwuje zachodzące procesy, a uaktywnia się dopiero wtedy, kiedy działania jednostki zagrażają bytowi najsłabszych graczy. Takie państwo musiałoby się wyzbyć niektórych dawnych funkcji, choćby gospodarczo-organizatorskiej, socjalnej czy kulturalno-wychowawczej. Warto zadać sobie wówczas pytanie o sensowność ich dalszego istnienia.

Czas pokaże, która koncepcja się sprawdzi. Możliwe, że żadna, choć równie dobrze nastąpić może synteza elementów każdej z nich. Czy świat bez granic byłby naprawdę lepszy? Czy na pewno oznacza wyzwolenie, czy może zniewolenie?


Dodaj komentarz