Holocaust na wybiegu

Biura podróży oferują atrakcyjne wycieczki do Oświęcimia, w Izraelu organizuje się konkurs piękności dla kobiet ocalałych z Zagłady, a w Internecie znaleźć można zdjęcie z podpisem „skacząc po martwych Żydach”. Pytanie, czy świat zapomniał o kategorii przyzwoitości, czy nabrała ona nowego znaczenia?

W programie tegorocznego Krakowskiego Festiwalu Filmowego uwagę zwracały filmy z Holocaustem w tle – nie tylko ze względu na wciąż nośną tematykę, ale przede wszystkim za sprawą osobliwych tytułów. Nieoczywiste, a może wręcz kontrowersyjne zestawienie słów „miss” i „Holocaust” czy poprzedzenie nazwy, w której występuje słowo „Holocaust”, hashtagiem to z pewnością dobre chwyty marketingowe, ale w tym przypadku też… tytuły dosyć trafne. Te dwa dokumenty opisują zjawiska, które mogą dziwić czy oburzać. A z pewnością zmuszają do zastanowienia nad tym, co przy mówieniu o Holocauście jest dozwolone i czy właściwie istnieje taka forma pamięci, która dozwolona nie jest.

Historia i sztuka w obliczu niewyrażalnego
Z Holocaustem problem ma właściwie każdy – kłopot sprawiają zarówno opis historyczny, jak i ujęcie artystyczne. Język historyczny jest językiem metafor. Niezrozumiałe wydarzenia z przeszłości tłumaczy się za pomocą analogii do zdarzeń, które mieszczą się w granicy pojmowania współczesnego człowieka. Tymczasem Zagłada w świecie pooświeceniowym uchodzi za zjawisko bezprecedensowe, a więc w odniesieniu do języka stosowanego przez historyków – niemożliwe do opisania.

Po dylematach historyków przychodzi czas na sztukę, w której obecność Holocaustu to nieustające pytania o formę, stosowność i kondycję człowieka w obliczu pamięci o przeszłości. Adorno już dawno pytał: czy po Auschwitz da się jeszcze pisać wiersze?, jednak głosy na ten temat się nie wyczerpują. Chyba częściej niż „czy” pojawia się pytanie „jak”. Wątpliwości wzbudził wydany po raz pierwszy w 1986 roku komiks Maus Arta Spiegelmana, w którym postacie Żydów noszą maski myszy, Niemców – kotów, a Polaków – świń. Jeszcze głośniej było o filmie Benigniego Życie jest piękne, przy którym kontrowersje dotyczą teatralnej konwencji i elementów komicznych. Do tej wyliczanki dosyć powszechnie znanych przykładów niejednoznacznej etycznie sztuki holocaustowej można dodać jeszcze chociażby Lego. Obóz koncentracyjny Libery czy Berka Żmijewskiego – film, na którym grupa dorosłych, nagich ludzi bawi się w berka w dawnej komorze gazowej obozu koncentracyjnego. Wszystkie te dzieła powstały przed rokiem 2000, ale w czasach nam najbliższych wciąż stanowią przedmiot sporu o stosowność. Świadczy o tym chociażby odbiór wystawy w MOCAK-u w 2015 roku, na której prezentowane były między innymi dwa ostatnie wymienione przeze mnie projekty. Oburzenie manifestowały niektóre środowiska żydowskie. Postulowano nawet zamknięcie wystawy.

Kontrowersje wyjaśnione
Artystów broni idea. Swoje działania, które czasem sprawiają wrażenie braku szacunku dla ofiar Zagłady, tłumaczą konkretnymi refleksjami na temat Holocaustu, które doprowadziły ich do stworzenia takiego, a nie innego projektu. Zbigniew Libera ideę stojącą za zbudowaniem obozu koncentracyjnego z klocków Lego tłumaczy następująco: Myśl, która doprowadziła mnie do zrobienia tej pracy, dotyczyła samej racjonalności, która jest podstawą systemu klocków Lego, a która wydała mi się przerażająca: nie można z tych klocków zbudować nic, na co nie pozwala precyzyjny, racjonalny system.

Natomiast zasadność wpisania historii o Zagładzie w konwencję komedii, tłumaczy Katarzyna Makaruk w eseju Czy możliwa jest komedia o Holocauście?. Po pierwsze, wybór formy tak kontrastującej z tematem ją uwypukla. Kinematografia zwykła łączyć Holocaust z konwencją dramatu, przez co odbiór uległ automatyzacji. Powtarzający się schemat uśpił czujność widza, zmniejszyła się jego refleksyjność. Zabieg ten uzmysławia, że forma nie jest przezroczysta – każdorazowo łączy się z jakimś znaczeniem. Poza tym telewizja i kino przyzwyczaiły widza do obrazów realistycznych czy nawet hiperrealistycznych, przez co jest on na realizm znieczulony. Ponownie, teatralna konwencja wytrąca widza z jego odbiorczej strefy komfortu i, paradoksalnie, zmusza do zestawienia tego co na ekranie, z prawdziwą przeszłością.

Co z najmłodszym pokoleniem?
Nowy wymiar mówienia o stosowności w kontekście Holocaustu otwiera era smartfonów, Facebooka i Snapchata. Temat zyskał szerszy rozgłos w momencie powstania projektu Yolocaust. Pisarz Shahak Shapira, Izraelczyk zamieszkały w Niemczech, przerobił zdjęcia turystów odwiedzających Pomnik Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie, w miejsce monumentu wstawiając archiwalne zdjęcia z obozów koncentracyjnych. Na jego stronie internetowej czytamy, że większość osób, które znalazły się na zmienionych w ten sposób zdjęciach, wysłało maile z przeprosinami. List od chłopaka ze zdjęcia, pod którym oryginalnie został umieszczony podpis Jumping on dead Jews, został zacytowany w całości.

Podobny problem zdaje się podejmować wspominany we wstępie dokument #uploading_holocaust. Opowiada o młodych Izraelczykach, odbywających obowiązkową wycieczkę do Polski, podczas której odwiedzają obozy koncentracyjne i inne miejsca pamięci o Holocauście. Dzięki treści możemy obserwować zachowania młodzieży podczas wycieczki, poznać jej stosunek do Zagłady i stan wiedzy nastolatków na ten temat. Jednak w tym wypadku ważniejsza wydaje się przyjęta forma. Film został zmontowany z użyciem wyłącznie krótkich filmów znalezionych na Youtubie. Poprzez taki wybór twórcy stawiają pytanie o to, jak współczesna nam rzeczywistość i związany z nią styl życia sytuują się wobec Holocaustu i czy najnowsza kultura pozostawia przestrzeń na pamięć o tragicznych wydarzeniach przeszłości. A najnowsza kultura to też kultura Internetu, wraz ze wszystkimi jej zwyczajami, takimi jak publikowanie zdjęć, nagrań czy postów przy każdej możliwej okazji.

Holocaust niczym wyjątkowym
Widz zastanawia się, czy dzielenie się na portalach społecznościowych przeżyciem, jakim jest „wycieczka do Polski”, jest stosowne. Zwłaszcza że za pośrednictwem tych samych mediów publikuje się też materiały ze spotkań towarzyskich, imprez czy wyjść do restauracji. Czy nie jest to banalizacja i włączenie Holocaustu w poczet elementów, którymi żywi się kultura masowa? I czy równocześnie nie goi się przez to rana po Zagładzie, która nigdy nie powinna zostać zagojona?

Stosunek młodzieży do Holocaustu wskazywałby na to, że stał się on jednym z wielu tragicznych wydarzeń z przeszłości. Nie zajmuje specjalnego miejsca w pamięci, bo nie wydaje się już niczym wyjątkowym. To zresztą nie tylko problem młodzieży. Tego samego dowodzą oferty co niektórych biur podróży, w których można znaleźć na przykład kilkugodzinną łączoną wycieczkę do Auschwitz i Wieliczki. Taką właśnie ofertą zainspirował się Mirosław Bałka tworząc korytarz Auschwitzwieliczka. Chociaż miał to być przykład angażującej sztuki publicznej, zasłynął głównie za sprawą problemów z jego usytuowaniem i sprowokował dyskusje na temat wkomponowywania dzieł sztuki w przestrzeń miejską.

Problem turystyki w miejscach pamięci o Holocauście doczekał się osobnego dokumentu. W Austerlitz, również prezentowanym podczas tegorocznego KFF, reżyser przygląda się osobom odwiedzającym obozy koncentracyjne w Dachau i Sachsenhausen. Wśród osób przyglądających się miejscu w zadumie, nie brakuje i takich, którzy radośnie robią sobie pamiątkowe zdjęcia. Tytuł filmu może być mylący, jest to bowiem, jak tłumaczy reżyser, dosyć luźne nawiązanie do książki Austerlitz W.G. Sebalda, którą się inspirował.

Zwycięstwo nad Hitlerem
Jednak to, co na pierwszy rzut oka wygląda na ignorancję i zapomnienie, w niektórych wypadkach może okazać się też sposobem na oswojenie z traumą, czy nawet formą triumfu nad złem Zagłady. Ze skrajnie różnymi reakcjami spotkał się opublikowany w Internecie film Tańcząc w Auschwitz, który przedstawia rodzinę, w tym jedną osobę, która ocalała z Zagłady, tańczącą do I will survive Glorii Gaynor w obozie w Oświęcimiu. Autorzy filmiku tłumaczyli, że dla nich jest to wyraz zwycięstwa nad złem, nad Hitlerem – pokazanie, że naród żydowski przetrwał mimo przeciwności losu.

Osobliwą formą terapii jest zjawisko przedstawione we wspomnianym już dokumencie Miss Holocaust. W Izraelu ma bowiem miejsce konkurs piękności, w którym startują kobiety ocalałe z Zagłady. Jak tłumaczą, dla jednych z nich jest sposób radzenia sobie z dokuczliwymi, powracającymi wspomnieniami, dla innych jest to forma utrwalania pamięci o Holocauście – zwłaszcza wśród młodych pokoleń.

Z jednej strony mamy dzieła, które uświadamiają nam, że emocjonalny stosunek ludzi do Holocaustu powoli zanika. Przestaje to być wydarzenie budujące europejską tożsamość. Z drugiej – sam fakt powstawania tak licznych dzieł traktujących o Holocauście z najróżniejszych perspektyw dowodzi, że temat Zagłady się jeszcze nie wyczerpał. Rany nie zostały zagojone. I chyba tym lepiej dla nas. Jak pisze Frank Ankersmit w eseju Pamiętając Holocaust: czasami w życiu cywilizacji choroba jest lepsza niż zdrowie.


Dodaj komentarz