Gość w dom, książka do szafy!

„Pokaż mi swoje książki, a powiem ci, kim jesteś” – większość z nas chciałaby móc pochwalić się, jak bardzo wysublimowane i wartościowe lektury zapełniają nasze półki, ale… No właśnie – czy nie zdarzają się w tej kolekcji takie elementy, którymi raczej nie chcecie epatować?

Istnieją książki, które pomimo swojej ogromnej popularności i zawrotnych wyników sprzedaży w księgarniach, nie cieszą się poważaniem w „środowisku”; pośród ludzi którzy niejedno arcydzieło i niejeden gniot wydawniczy już widzieli. Bibliotekarka obdarzyła cię krzywym uśmiechem i cichym chichotem, podając ci powieść, na którą czekałeś od miesiąca z wypiekami na twarzy? Może to jedna z pozycji z niepisanego „indeksu ksiąg zakazanych” prowadzonego przez bardziej zaawansowanych miłośników literatury.

Świetny przykład daje jeden z najpopularniejszych polskich seriali, gromadzący przed telewizorami miliony widzów – Ranczo. W jednym z odcinków ostatniej serii wychodzi na jaw, że

Lodzia Czerepach i Halina Kozioł zaczytują się w 50 twarzach Greya, za co ta ostatnia otrzymuje surową reprymendę od córki, przerażonej literackimi gustami matki. Bardzo wymowny dowód, że samo czytanie to nie sztuka – należy jeszcze wiedzieć, co czytać.

„Wstyd książki” to ciekawe zjawisko. Z jednej strony nie umiesz się oderwać od lektury, dopóki nie dobrniesz do ostatniej strony, z drugiej zaś wolisz się do niej nie przyznawać w gronie znajomych, żeby nie zostać pośmiewiskiem wieczoru. Jakie tytuły wywołują najbardziej skrajne emocje? No i skąd w ogóle wiadomo, która książka niesie głębokie przesłanie, a która gra tylko na pierwotnych instynktach?

Chenik napisał książkę.

S@motność w sieci była w 2001 roku jedną z bardziej oczekiwanych polskich premier od kilku lat. W końcu niecodziennie zdarza się, żeby doktor habilitowany chemii i doktor informatyki zajmujący się tworzeniem oprogramowania technicznego dla chemików napisał książkę o wirtualnej miłości. Janusz Wiśniewski zaoferował swoim czytelnikom połączenie wątku internetowego

był to 2001) z różnymi nowinkami technologicznymi i zaawansowanymi nieraz opisami naukowymi, dotyczącymi choćby ludzkiego DNA. Nowoczesne gadżety nie stanowią jedynie tła – zostają wprowadzone do akcji powieści jako integralne elementy, wokół których kręci się wiele zdarzeń z życia bohaterów.

Książka Wiśniewskiego szybko stała się bestsellerem – sprzedaż wyniosła ponad 350 000 egzemplarzy. W 2005 r., na fali entuzjazmu, TVP zdecydowała się na produkcję pełnometrażowej ekranizacji powieści. Sława S@motności w sieci dotarła nawet do Petersburga, gdzie teatralna adaptacja powieści przez ponad pięć lat nie schodziła z afiszy.

Jedno można powiedzieć na pewno – Wiśniewski spotkał się z potężnym odzewem czytelników oraz krytyków literackich. Opinie na temat książki pozostają podzielone do dziś – dla jednych stanowi głęboką historię z bolesnym, ale prawdziwym zakończeniem. Powieść doprowadzającą do łez wzruszenia i przedstawiającą w szczegółach specyfikę wirtualnego uczucia przed piętnastoma latami swoistego novum.

Jest to książka ogromnie emocjonalna. Poruszająca. Zawiera wiele wątków, ale każdy jest interesujący i umiejętnie wpleciony w akcję. Autor dobrze nakreślił postacie głównych bohaterów. Poznajemy ich osobowości, zainteresowania, myśli, marzenia, obawy. Mam wrażenie, że chłonęłam tę książkę wszystkimi zmysłami – między innymi taką recenzję znaleźć można w sieci.

Jest i druga strona medalu – najbardziej zagorzali krytycy wyrzucają Wiśniewskiemu stworzenie dziwadła, w którym nauka miesza się z techniką i miłością bez żadnego sensu, a obie główne postaci są nudne. On wyidealizowany, odrealniony, Ona natomiast tak dobrze schowana za swoimi mailami, że w sumie trudno powiedzieć o jej charakterze cokolwiek konkretnego. Czytelnicy dodatkowo za-

rzucają autorowi wyjątkowy nieład w treści, przez co trudno czasami zauważyć granice między retrospekcjami a bieżącymi wydarzeniami. Drażni też oklepany motyw uniknięcia śmierci w katastrofie lotniczej przez korki uliczne, w których utknął główny bohater, nie docierając na czas na swój lot. Jak podsumowuje jedna z czytelniczek: Jedna z najgorszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Autor powinien do dziś wstydzić się, przepraszać i udawać, że to nie on.

Filozofia elit

Co właściwie miał w sobie Alchemik, że tuż po polskiej premierze w 1998 roku stał się jedną z najbardziej poczytnych pozycji w kraju? Kiedyś usłyszałem, bardzo trafną moim zdaniem, opinię, że tę książkę „można pokochać albo znienawidzić – nie ma stanów pośrednich”. Opowieść o młodym pasterzu, który po spotkaniu starca z gór andaluzyjskich postanawia pozostawić swoje owce i wyruszyć na pustynię w poszukiwaniu skarbu. W drodze, spotykając ludzi z różnych sfer, wykonujących różne zajęcia i żyjących według różnych zasad, uczy się prawdziwego życia. Jedni chwalą Coelha za bogaty, misterny język i mnogość alegorii oraz symboli, zastosowanych w powieści:

„Alchemik” nie przedstawia rzeczywistości wprost. Zachęca nas jednak do rozmyślań i refleksji nad własnym życiem, pozwala uświadomić sobie błędy, jakie popełniamy, a może nawet potrafi niekiedy dać nam dobrą radę. Wykorzystując topos wędrówki przez życie jako drogi do poznania świata i samego siebie, pokazuje nam, w jaki sposób los zsyła nam wskazówki i pokazuje drogi, którymi możemy podążyć lub je odrzucić – oto jedna z opinii.

Nie brakuje jednak osób, które styl Coelha wyśmiewają – za prostą, wręcz trywialną fabułę, nadmiar słów pisanych wielką literą, których znaczenie przez to spada, zamiast wzrastać. Autor prezentuje powszechnie znane prawdy, ubierając je tylko w nowe, łatwiej przyswajalne słowa i przykłady – tworząc łatwą do przyjęcia papkę słowną. Panuje powtarzany wielokrotnie pogląd, że Coelho zadowoli tylko osoby z niewyrobionym gustem literackim – a kto chciałby się do tego przyznać? W Polsce dzieła brazylijskiego pisarza szybko zaczęły się też kojarzyć ze wzniosłymi cytatami, używanymi chętnie przez przedstawicieli wyższych sfer – wielu czytelników uważa, że każda jego książka to zbiór mądrości, które wszyscy od dawna znają.

Pomimo tych i innych zarzutów Alchemik zrobił oszałamiającą karierę – w ciągu 18 lat sprzedano w Polsce ponad 700 000 egzemplarzy, natomiast na całym świecie około 65 milionów!

John Green – bożyszcze nastolatek?

Gdy w 2012 r. na półkach amerykańskich księgarni pojawiła się powieść Gwiazd naszych wina, wiadomo było, że zdobędzie rzesze czytelników. Jednak jej faktyczna popularność przerosła przewidywania – książka trafiła na pierwsze miejsce listy bestsellerów „New York Timesa” w roku swojej premiery. Gdy 6 grudnia 2013 r. do sprzedaży trafiła polska edycja, nabycie własnego egzemplarza graniczyło z cudem.

Historia Hazel (zmagającej się z nieuleczalnym nowotworem), Gusa (tracącego nogę w trakcie walki z rakiem) oraz miłości, która połączyła ich mimo wielu przeciwności, okazała się absolutnym hitem wydawniczym. Chociaż John Green stworzył powieść z założenia dla nastolatków, to zaczytywali się w niej i nadal zaczytują ludzie w każdym wieku. Nietrudno o opinie, że Green wykreował najciekawszy jak dotąd sposób przedstawienia miłości rosnącej wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Poza tym zakończenie nie jest cukierkowe; pozostawia czytelnika pełnego sprzecznych myśli i rozdartego wewnętrznie.

Tyle miłośnicy książki – nie brakuje jednak krytyków. Głównymi zarzutami wobec Greena są te, że jego opowieść jest zbyt ckliwa, wiele sytuacji niedopracowano, brakuje w nich szczegółów, które pozwalałyby uwierzyć czytelnikowi, że rzeczywiście mogą mieć miejsce. Niektórzy wskazują także na niekompletne portrety psychologiczne głównych postaci, przez co Hazel i Gus wydają się momentami nienaturalni, papierowi.

Drażniąca jest też powtarzalność książek Greena. Praktycznie każda zbudowana jest według schematu „wzrastające napięcie, przełom (najczęściej tragiczny), zakończenie lub kontynuacja akcji”. W Gwiazd naszych winie emocje dochodzą do szczytu, gdy Gus wyznaje ukochanej miłość, jednocześnie informując czytelnika o nawrocie nowotworu z nieuleczalnymi nawrotami. Podobnie było z debiutem pisarza z 2006 roku – w Poszukując Alaski śmierć jednej z głównych bohaterek w wypadku samochodowym stanowi oś konstrukcyjną dla całej fabuły; nawet upływ czasu jest liczony w odniesieniu do niej.

John Green ma w swoim dorobku już pięć powieści, zbiór opowiadań świątecznych i wiele mniejszych tekstów – praktycznie każda książka jego autorstwa zdobywała rzesze fanów, zachwyconych kolejnymi fabułami i nowymi bohaterami. Krytyków Green ma o wiele mniej niż Coelho czy Wiśniewski, jednak mimo to nietrudno znaleźć osobę, która spojrzy na ciebie krytycznie, gdy zaczniesz opowiadać o swoim zachwycie nad Hazel Grace Lancaster.

„Wstyd książki” to bardzo złożone zjawisko: może dotyczyć każdego tytułu, choć najczęściej odnosi się do tych najgłośniejszych. Nie ma przepisu na „idealną książkę, która u wszystkich wywoła podziw” – jeszcze nie powstało dzieło, które każdemu przypadłoby do gustu. Warto jednak cały czas poszukiwać. Klejnoty literatury nieraz są głęboko ukryte i mało znane – znikają pośród krzykliwych reklam najbardziej poczytnych tytułów, nie zawsze gwarantujących jakość. Swoje gusta czytelnicze lepiej zawczasu zaimpregnować na wpływ kampanii marketingowych.


Dodaj komentarz