Gombrowicz wielkim pisarzem był?

Polonistki od lat wbijają uczniom do głów tytułowy slogan. Jednak sam Witold Gombrowicz raczej nie byłby zadowolony z pozycji szkolnego klasyka. Aby zrozumieć dlaczego, warto zapoznać się bliżej z tą zupełnie nietuzinkową postacią polskiej literatury.

Co do stosunku Gombrowicza do umieszczenia jego książek w kanonie lektur możemy snuć tylko przypuszczenia, gdyż pisarz, niestety, nie dożył czasów, w których został w ten sposób doceniony. Jego życie obejmowało lata od 1904 do 1969 i podobnie jak cała ta epoka – pełne było zaskakujących zwrotów akcji oraz kontrastów.

Szlachcic, ale… tylko z urodzenia

Urodził się w ziemiańskim dworku na Sandomierszczyźnie, w rodzinie wywodzącej się z litewskiej szlachty. Gombrowicz jest więc kolejną ważną postacią polskiej literatury, której korzenie znajdują się na Litwie. Pomimo iż przez całe życie sprzeciwiał się temu, co ze szlacheckością nieodłącznie związane – a więc podległości jednych ludzi innym z racji urodzenia – to i tak wielu krytyków odbierało go jako zadufanego w sobie „jaśnie pana”, patrzącego na otoczenie z góry.

Wybuch II Wojny Światowej zbiegł się w czasie z pobytem Gombrowicza w odległej Argentynie, gdzie popłynął w ramach turystycznego rejsu. Czy była to ucieczka przed nadchodzącą wojną? Tchórzostwo? A może jedynie szczęśliwy zbieg okoliczności? W gronie badaczy życiorysu Witolda Gombrowicza wciąż toczą się o to spory – sam pisarz nie był konsekwentny w opisywaniu tego momentu w swojej biografii.

Los chciał, że Argentyna stała się dla Gombrowicza nie tylko chwilową, wojenną przystanią, ale nowym domem, w którym spędził blisko 24 lata. Początki były bardzo trudne: pisarz był w gruncie rzeczy bezdomnym, szwendał się z miejsca w miejsce, byle tylko przetrwać kolejną noc. Taki stan trwał właściwie przez cały okres wojny. Dopiero później – za sprawą swojej twórczości i nawiązanych na miejscu znajomości – Gombrowicz zaczął wtapiać się w życie Argentyny.

Za oceanem nigdy nie udało mu się jednak zyskać wielkiej sławy. Swojej pracy urzędnika bankowego szczerze nie znosił i podkreślał, że robi to wyłącznie dla pieniędzy. Gdy w 1963 roku pojawiła się propozycja powrotu do Europy, zdecydował się z niej skorzystać.

Schyłek życia w glorii

W Europie nastąpił kolejny zwrot w życiorysie pisarza – zyskał popularność, szacunek i łatkę „wielkiego literata”. Kilkakrotnie był nominowany do Nagrody Nobla; w 1968 przegrał co prawda jednym głosem, ale w październiku kolejnego roku miała ona zostać mu przyznana. Niestety, pisarz zmarł w lipcu 1969 roku, a regulamin Nobli nie przewiduje nagradzania pośmiertnego.

Los pozwolił Gombrowiczowi cieszyć się splendorem zaledwie kilka lat – zdążył jednak zamieszkać na Lazurowym Wybrzeżu, poprzyjmować liczne wizyty zafascynowanych nim artystów z całej Europy, a także ożenić się z zapatrzoną w niego, młodszą o… 31 lat doktorantką z Kanady, Ritą.

Pisarz-filozof

Na dorobek Gombrowicza składa się jeden zbiór opowiadań, pięć powieści, trzy dramaty i kilka dzieł o innej formie. Niemal wszystkie te pozycje określa się mianem klasyki polskiej literatury i choćby z tego względu zdecydowanie warto się z nimi zapoznać, ale – i tu bardzo ważna uwaga – nie należy nastawiać się na lekturę miłą, łatwą i przyjemną. Gombrowicz to pisarz trudny, który uwielbia bawić się i eksperymentować z językiem. Do tego treść jego utworów jest wielowarstwowa – nie zawsze to, co dzieje się na pierwszym planie, jest najważniejsze. Gdzieś z tyłu kryje się bowiem cała gombrowiczowska filozofia: jego sposób patrzenia na świat, który starał się przekazać czytelnikom. Kto jednak raz znajdzie klucz do Gombrowicza, ten będzie mógł w pełni delektować się jego dziełami.

Bez poznania gombrowiczowskiego sposobu patrzenia na świat trudniej jest zrozumieć całą istotę jego utworów. Oczywiście, zawsze można traktować każde z dzieł jako osobną, zamkniętą opowieść zrodzoną w głowie autora. Sam pisarz uwielbiał takie podejście do sztuki i na pewno kręciłby nosem na próby (takie jak moje) wyłożenia sensu jego dzieł. Można więc próbować czytać Gombrowicza indywidualnie, wedle własnej interpretacji, a można kierować się „kluczami” do jego twórczości opracowanymi przez ekspertów. Obie drogi są dobre, wybór zależy od każdego z nas.

W samym sercu filozofii Witolda Gombrowicza znajduje się poczucie fałszywości świata ludzi – to właśnie jest jego słynne pojęcie formy. Każdy z nas jest formowany przez ludzi i my sami też formujemy innych. Na czym polega to zjawisko w praktyce? Najprostszy przykład to ukazanie, jak człowiek zachowuje się w stosunku do różnych osób: zupełnie odmiennie wygląda to w przypadku relacji z rodzicami, dziadkami, ukochaną/ukochanym czy też ze znajomymi, a jeszcze inaczej zachowujemy się w stosunku do nauczyciela, księdza, kloszarda, urzędnika, podwładnego w pracy itp. W tej wizji nigdy nie jesteśmy naprawdę sobą, zawsze gramy i udajemy.

To jednak nie wszystko. Gombrowicz zauważa także, że zafałszowane jest nasze wewnętrzne postrzeganie świata. Wystarczy, że tylko zobaczymy kogoś po raz pierwszy w życiu, a już nakładamy na niego formę – wpasowujemy tę osobę w pewien schemat, stereotyp, wyobrażenie, dorabiamy jej „gębę”. To podstawowy element codziennych relacji między ludźmi.

Zarazem Gombrowicz nie tworzy złudzeń, że taki stan rzeczy da się odwrócić. Mówi brutalnie: nie ma na to szans. Ludzie są skazani na wzajemne deformowanie się, gdyż po prostu nie wynaleziono innego sposobu na życie społeczne. Człowiek nie potrafi wyrazić samego siebie – swego prawdziwego „ja”. Przykrywa je więc przy pomocy owych ról, w które wchodzi w chwili, gdy podejmuje relacje z drugim człowiekiem.

Niech żyje niedojrzałość!

Bardzo ważna jest u Gombrowicza również kwestia niedojrzałości – jest jej zwolennikiem. Cóż to znaczy w praktyce? Pisarz zauważył, iż ludzie wypracowali kulturę, w której dojrzałość, sztywność i powaga są synonimami czegoś lepszego, dostojniejszego. Z kolei typowa dla młodych ludzi żywiołowość, spontaniczność, słowem: niedojrzałość, jest rugowana i traktowana jako coś gorszego. Tymczasem zdaniem Gombrowicza, to właśnie owa niedojrzałość jest bardziej naturalna i bliższa prawdziwemu „ja” człowieka. Stawia ją zdecydowanie wyżej niż wszelkie sztuczne napuszenie i nadęcie, w których człowiek „dojrzały” porusza się na co dzień.

Przeciw kanonom

Wydaje się, że taka pobieżna analiza filozofii Witolda Gombrowicza wystarczy, aby wprowadzić w jego twórczość. Teraz widać, dlaczego Gombrowicz nie mógłby być zadowolony ze swojego miejsca w kanonie lektur – to przecież jawne narzucanie innym tego, co słuszne i odgórne dorabianie mu „gęby” wielkiego i wspaniałego pisarza. Skoro już przyszło nam żyć w zafałszowanym świecie, to niech każdy z nas ma możliwość wolnego fałszowania i wyrabiania sobie opinii o innych. Pisarz zawsze stawiał na jednostkę i na jej indywidualne wybory. Używając słynnego hasła „Słowacki wielkim poetą był” Gombrowicz wyśmiewał szkolne próby wpajania nam, że niektóre postacie są genialne – to zdanie jest właśnie symbolem bezrefleksyjnego narzucania innym odgórnych przekonań. Być może jeszcze wtedy nie przypuszczał, że po latach sam padnie ofiarą podobnej praktyki.

Od czego zacząć?

Niech więc każdy sam zdecyduje, czy Gombrowicz wielkim pisarzem był. Takie sądy można jednak wydawać dopiero po konfrontacji z jego twórczością. Od czego zacząć? Osobiście radziłbym od dwóch, chronologicznie najwcześniejszych utworów – zbioru opowiadań Pamiętnik z okresu dojrzewania oraz słynnej Ferdydurke. Napisane są (jak na Gombrowicza) prostym językiem i zawierają całkiem ciekawe rozwiązania fabularne.

Z kolei dla tych, którzy zetknęli się już z Ferdydurke w liceum i chcieliby iść dalej, odkrywając kolejne dzieła Gombrowicza, mam następującą propozycję. Fani powieści niech sięgną po Trans-Atlantyk – to znakomity przykład gombrowiczowskiej zabawy z językiem. Autor robi tu z polszczyzną co chce, stawiając się w jednym rzędzie z największymi autorami ojczystego języka. Z kolei ci, którzy lubią utwory pisane w formie dramatu, mogą spróbować z Iwoną, księżniczką Burgunda. Ten utwór to dowód, że można skonstruować kultową opowieść z postacią głównej bohaterki, która nieustająco i konsekwentnie… milczy.

Na koniec jeszcze uwaga techniczna – nie należy brać zbyt mocno do siebie ostatnich dwóch wersów Ferdydurke (w trosce o element zaskoczenia, odstępuję od cytowania). Wbrew pozorom, to nie kpina autora z jego czytelników, ale powiedzonko ulubionej gosposi pracującej w domu rodzinnym pisarza. Kolejny dowód na to, że Gombrowicz uwielbiał sposób bycia ludzi traktowanych powszechnie jako prostych i niewykształconych. Słowem: niedojrzałych.

 

Fot. Adrian Grycuk (CC BY_SA 3.0) PL


Dodaj komentarz