Gdzie jestem JA?

Czy w dalszym ciągu „tylko śmieci płyną z prądem”? To, że dostęp do rzeczy unikatowych jest znacznie trudniejszy niż do produktów popularnych, nie  oznacza, że należy pójść na łatwiznę. Czy ludzie dostrzegają coś poza dobrami materialnymi? Jak w świecie, w którym wszystko jest masowe, pozostać jedynym w swoim rodzaju? Czy da się jeszcze być oryginalnym? 

 

Gdzie to kupiłaś?

To pytanie często padające wśród pań w różnym wieku. Tak naprawdę wagę do ubioru czy gadżetów przykładamy jużd dziecka. Potrzeba dopasowania się do ogółu i świadomość, co jest popularne, a co nie, zaczyna się już w przedszkolu. Każde dziecko pragnie być lubiane. Niestety już małe dzieci  spędzają czas przeglądając się, grając w gry komputerowe lub bawiąc się gadżetami i przez to zwracają uwagę najpierw na dobra materialne, a dopiero później na twarz nowego kolegi czy koleżanki. Skutkuje to tym, że coraz częściej dzieci, które nawet w niewielkim stopniu różnią się od reszty pod względem wyglądu czy ilości zabawek, są przez rówieśników odrzucane. Jak widać stan posiadania w erze popkultury odgrywa rolę już od samego początku funkcjonowania w społeczeństwie.

 

Pop-sprzedaż

Powyższym mianem można określić masową produkcję i kupno. Potęga dużych koncernów i znanych marek wynika właśnie z popularności na rynku i umiejętnego marketingu, niekoniecznie z wysokiej jakości. Bo czy pierwsze wytwory firmy Apple były takie doskonałe? Sami przyznacie, że przy porównaniu cen do wydajności urządzeń tendencja była i jest nieproporcjonalna. Popularność została zbudowana na fali reklamy, innowacyjności i pochodzenia „zza oceanu”. W ten właśnie sposób sławę w Europie (szczególnie wschodniej) zyskała większość amerykańskich marek – kto nie zna wypowiadanego dziś ze śmiechem stwierdzenia: „był taki nowy, oryginalny, amerykański”. Wynika to prawdopodobnie z polskiej historii i opóźnienia w postępie cywilizacyjnym krajów Europy wschodniej w stosunku do krajów pozostających poza zasięgiem Żelaznej Kurtyny. To, co dziś jest już mniej zauważalne i stało się elementem kultury i obiektem żartów, nie tak dawno było miernikiem bogactwa i wyznacznikiem statusu społecznego. I niestety w dalszym ciągu w naszej świadomości stan posiadania popularnych czy „markowych” produktów odgrywa dużą rolę, co dla ludzi patrzących szerzej, zwracających uwagę na wartości inne niż pieniądz, bywa bardzo krzywdzące. Czasami inne podejście do konsumpcjonizmu skutkuje nawet wykluczeniem społecznym.

 

Dostęp ma znaczenie

Żyjemy w czasach ciągłego pośpiechu. Dodatkowo pragniemy akceptacji społeczeństwa. Dwie wyżej wymienione przyczyny skutkują rośnięciem w siłę zjawisk zwanych pop-kulturą oraz kultem popularności. Oryginalność czy ambicja to dzisiaj mało akceptowane cechy. Wyróżnienie się może spowodować wykluczenie z grupy- w takich wypadkach można usłyszeć „nie pasujesz do nas”.. Główną z przyczyn takiej a nie innej rzeczywistości może być lenistwo- po co szukać czegoś oryginalnego skoro można mieć to co mają „wszyscy”. A jeżeli nie , to na pewno Internet. Bo przecież, jak głosi często powtarzana fraza: „czego nie ma w Internecie, to nie istnieje”.  Przy dzisiejszym tempie życia najłatwiejszym rozwiązaniem jest zamówienie wszystkich niezbędnych artykułów pierwszej lub drugiej potrzeby bezpośrednio pod drzwi.

 

Siła reklamy i „postępu”

Powtarzając za starszymi ludźmi rozwój popkultury to wina „postępu”, a w praktyce wzrostu dostępności do wszelkich mediów- w tym przede wszystkim do Internetu. Rozrost możliwości informacyjnych daje pole do popisu specjalistom od public relations i przynosi zyski największym przedsiębiorstwom, producentom i usługodawcom. Najefektywniejszą formą reklamy jest zamieszczanie ofert w sieci i podejmowanie współpracy z celebrytami, blogerami, Youtuberami czy Instagramerami.
Dostarczanie paczek PR-owych influencerom – czyli ludziom zarabiającym na aktywności online czy udzielanie im zniżek personalnych lub tworzenie dedykowanych kodów zniżkowych, które pokazują, że zamawiającego na stronę przywiódł przekaz konkretnej osoby mającej kanał czy konto na portalu społecznościowym. W taki oto sposób promują się początkujące marki o niskim zasięgu, a wysokiej jakości materiałach. Ich odbiorcami z reguły stają się osoby młode, dobrze zaznajomione z światem wirtualnym. Tak właśnie powstają trendy młodzieżowe, a popkultura oddziałuje na sprzedaż, a w konsekwencji na mechanizmy gospodarcze.

Co z byciem sobą?

Przy wszystkich opisanych wyżej zjawiskach i mechanizmach trudno jest zachować odrębność. Produkty masowe są łatwo dostępne, a co za tym idzie tę samą rzecz posiada bardzo duża grupa ludzi. Szczególnie niekomfortowe jest to w przypadku ubrań, np. gdy spotkają się dwie osoby mające na sobie identyczne koszulki. Jednak dziś bardzo trudno uniknąć takich sytuacji. Wiadomo pierwszym czynnikiem powodującym takie zdarzenia jest cena. Im większy nakład i słabsza jakość, tym koszt zakupu spada. Dzisiaj, by kupić coś oryginalnego i jednocześnie dobrego jakościowo trzeba mieć duże szczęście na wyprzedażach bądź w lumpeksach lub zwyczajnie dużo gotówki..

Następną w kolejności przyczyną jest chęć wpasowania się w trendy i potrzeba dopasowania do społeczności nas otaczającej. Wbrew pozorom dużą wagę do wyglądu i posiadanych gadżetów przywiązują nie tylko dzieci i nastolatkowie. Zasada „jak cię widzą tak cię piszą” dalej jest bardzo powszechna. Kierując się nią dorośli potrafią zaciągać kredyty i popadać w długi, byleby tylko nadążać za modą i mieć jak najwięcej, jak najmodniejszych i najdroższych gadżetów, samochodów czy sprzętów. W taki oto sposób kreujemy swój  wizerunek w oczach innych  nie zauważając, jak głęboko popadamy w konsumpcjonizm i jak wiele gromadzimy rzeczy tak naprawdę nam niepotrzebnych.

Mało kto dziś ceni oryginalność, własne wartości i poczucie indywidualności. Wpadamy w tzw. „kult masy”. Coraz trudniej znaleźć coś nowego, niekopiowanego, rzadkiego. Trzeba się o to bardzo postarać, a czasami sporo też wydać. Bo jednym z niewielu sposobów na zachowanie odrębności są „prace wykonane ręcznie”, powszechnie znane jako handmade. Tu jednak zaczyna się dla wielu uwidaczniać bariera cenowa – znajdując rzeczy dobrze wykonane z wysokiej jakości materiałów musimy mieć świadomość czasu pracy rękodzielnika i kosztów, jakie poniósł gromadząc półprodukty potrzebne do uzyskania efektu jaki mamy przed oczami. Mało kto  nas niestety taką świadomość posiada. Bardzo często widząc wysoką cenę produktów ręcznie robionych odwracamy się na pięcie i podążamy w kierunku znacznie tańszej „chińszczyzny”. A to przecież kolejne powody popularności masówki: szeroka dostępność i niskie koszty produkcji daje niską cenę, za którą w większości przypadków podąża niska jakość. Jeśli zaś do tego dołączymy jeszcze zwykłe ludzkie zbieractwo – czyli przyzwyczajenie do tzw. ”chomikowania”, gromadzenia rzeczy  i chęć zyskania popularności to uzyskamy dzisiejszego przysłowiowego Kowalskiego – człowieka zapracowanego, goniącego za stanem posiadania, starającego się nie wyróżniać, wpasowywać w popkulturowe normy i wyglądać jak inni. Szkoda tylko, że właśnie tacy Kowalscy stanowią większość.

Kolejny typ to ludzie których na oryginalność po prostu stać. Bo przecież jeśli większość ubiera się w tanich, sieciowych sklepach odzieżowych, to wystarczą dwie rzeczy marek luksusowych takich jak np. Dior czy Prada i już będziemy się „wyróżniać”. Ciężko to jednak poczytać za zasługę lub jakikolwiek inny  pozytyw. Wymaga to tylko „grubego portfela”, a nie dania czegoś z siebie. Dość często takie osoby zaczynają się wywyższać i patrzeć z góry na innych. Lepszym sposobem, aby nie zlewać się z tłumem, jest tak zanikająca kreatywność. Bardzo niewielki procent społeczeństwa podejmuje wysiłek, aby stworzyć własne rozwiązania, poszukać głębiej i nie płynąć z prądem nowości i popularności. Takie osoby bywają jednak przez większość odrzucane bądź wytykane palcami – są przecież inne, nie pasują. Tylko za to można obwiniać większość – za tego typu zachowania. Nie każdy jest z natury kreatywny, a w dzisiejszym pędzącym nie wiadomo dokąd świecie, ciężko znaleźć czas na rzeczy trudniej dostępne, wymagające od nas więcej niż produkty pop-kultury.

Ewa Karpińska


Dodaj komentarz