Fandom – jedyny w swoim rodzaju magiczny świat

Bywają niezrozumiani i traktowani w kategoriach niegroźnych dziwaków czy wręcz „świrów” – miłośnicy fantastyki doczekali się w końcu książki na swój temat. Po raz pierwszy ci, których pasja polega na otaczaniu uwielbieniem innych, sami stali się przedmiotem analizy – a wszystko to za sprawą Historii fandomowych Tomasza Pindeli, które ukazały się nakładem wydawnictwa Czarne. 

Popkulturze zawdzięczamy zjawisko idola – bożyszcza tłumów porywającego serca tysięcy czy nawet milionów ludzi. Choć z pozoru rola fana wydaje się być wtórna i przedmiotowa względem obiektu jego uwielbienia, to jednak nie do końca tak jest. Niektórzy fani tworzą zwarte i rozbudowane środowiska, które wyrastają i rozkwitają wokół przedmiotu fascynacji. Owym przedmiotem czci nie zawsze jest konkretny artysta czy postać, czasem to po prostu cały nurt kultury czy gatunek; idealnym przykładem jest tu środowisko miłośników szerokorozumianej fantastyki – tzw. fandom.

Tomasz Pindel – autor książki – sam przyznaje, że nie należy do opisywanego przez siebie fandomu i jest po prostu przeciętnym czytelnikiem fantastyki. To daje mu świeże i pozaśrodowiskowe spojrzenie. Temat książki wybrał dlatego, że zainteresowało go pewne niezwykłe zjawisko społeczno-kulturowe. Bo nie da się ukryć, że społeczność miłośników fantastyki wyróżnia się na tle większości środowisk fanowskich i zdecydowanie rzuca się w oczy. Gdy tylko gdzieś w pobliżu nas odbywa się konwent (zlot członków fandomu), to choćby za sprawą barwnych przebrań wielu jego uczestników nie sposób tego faktu przeoczyć.

Charakterystyczną cechą fandomu jest wyjątkowa więź łącząca fanów i twórców. Autorzy książek (czy też filmów z nurtu fantastyki) mają często bliskie relacje z fanami swoich dzieł – do tego stopnia, że ci drudzy nierzadko posiadają wpływ na losy swoich bohaterów. A jeszcze częściej fani sami wcielają się w autorów – tworzą historie, w których opisują dalsze lub alternatywne losy swoich idoli.

Fantastyka w niefantastycznym PRL-u   

Środowisko miłośników szeroko rozumianej fantastyki (spór definicyjny o to, czym ona jest, toczy się po dziś dzień i również jest wzmiankowany na kartach książki) poczęło wykluwać się w Polsce w latach 70., by w okres rozwoju wkroczyć w kolejnej dekadzie. Każdy, kto zna historię Polski, wie, jak trudny był to czas.

W realiach polskiego fandomu tamtej epoki odnaleźć można wpływy ówczesnej sytuacji polityczno-społecznej: twórczość fantastyczna poczęła wówczas często spełniać rolę katalizatora negatywnych emocji i frustracji społecznych. Ucieczka w magiczny świat wyobraźni wydawała się być jednym z rozsądniejszych wyjść w szarzyźnie lat 80. Zdarzało się również, że autorzy fantastyki ukrywali w swoich dziełach odniesienia do codziennej rzeczywistości PRL. Wiele treści, których cenzura w normalnych okolicznościach nigdy by nie przepuściła, ukazywało się sprytnie zawoalowanych w fabułach osadzonych w baśniowych krainach.

Z fandomem przez historię

Pomimo to zdecydowana większość autorów fantastyki, jak i jej miłośników nie włączała się w latach 80. w działalność struktur opozycyjnych, pozostając przy swoim trzecim obiegu wydawniczym (drugi zarezerwowany był dla opozycji). Dlaczego tak się stało? Na to pytanie również stara się odpowiedzieć  autor, rozmawiając z licznymi uczestnikami fandomu tamtego okresu. Jak się okaże, wyjaśnienie tej wątpliwości wcale nie jest tak oczywiste.

W kolejnych częściach książki autor analizuje dalsze losy środowiska na tle burzliwych przemian dziejowych. Widzimy więc, jak układały się losy fandomu w dobie transformacji ustrojowej lat 90. i w nowym stuleciu, kiedy to prym zaczęło wieść tzw. pokolenie millenialsów oraz pojawiła się prawdziwa rewolucja z pogranicza technologii i więzi społecznych – Internet. Nie brakuje również odniesień do jakże ważnej postaci polskiej fantastyki, tj. Andrzeja Sapkowskiego – autora słynnego Wiedźmina.

Kąpiel Holmesa    

Poza świetnym językowym stylem książki (który można określić jako idealne połączenie języka potocznego z literaturą „z ambicjami”) na uwagę zasługuje również ogólna strona formalna publikacji. Znajdziemy tutaj odejście od standardowych rozdziałów na rzecz „faz”, uzupełnianych dodatkowo przez arcyciekawe części zwane „dygresjami”. Możemy się z nich na przykład dowiedzieć, co miała wspólnego kąpiel Sherlocka Holmesa w wodospadzie z rozwojem światowego ruchu fanowskiego w krajach anglosaskich. A to tylko jeden z wielu znajdujących się tam „smacznych kąsków”.

Podstawowa oś narracyjna książki rozpięta jest chronologicznie (mamy nawet podział całego dzieła na dwie główne „epoki” – przeszłość i współczesność). Autor przy pomocy wartkiej narracji przeprowadza nas przez dzieje polskiego fandomu, a całość dopełniona jest relacjami naocznych świadków i uczestników kształtowania się oraz działalności tego środowiska. Do tego pojawiają się bezpośrednie relacje narratora z udziału w wydarzeniach środowiskowych – m.in. ze słynnego już Pyrkonu. To nadaje książce klasyczne cechy reportażu.

Warta uznania jest również okładka książki – wyrazista i estetycznie dopracowana przyciąga uwagę potencjalnego czytelnika już na etapie jego spaceru księgarnianą alejką. To ważne zarówno z punktu widzenia marketingowego, jaki i po prostu estetycznego. Piękna okładka jest zawsze mocnym atutem książki – w tym wypadku jest to również zapowiedź równie wartościowego wnętrza publikacji.

Cosplay w natarciu   

Historie fandomowe to wciągająca książka reportażowa, która w fascynujący sposób ukazuje środowisko miłośników fantastyki. Autor potrafi zaciekawić snutą opowieścią nie tylko znawców tematu, lecz również osoby postronne, które – tak jak piszący te słowa – w swoim życiu niewiele miały styczności z fantasy, a nazwa cosplay, która oznacza hobby polegające na tworzeniu przebrań i wcielaniu się w postaci fikcyjne, bardziej kojarzy im się z brytyjskim zespołem rockowym niż z bywalcami konwentów.

Jednak również aktywni przedstawiciele środowiska fandomu (kiedyś i dziś) z pewnością przeczytają książkę o sobie z dużym zainteresowaniem; za sprawą ogromu pracy reporterskiej autora mają szansę odnaleźć tu nie tylko wspomnienia z przeszłości, ale także poznać wiele nieznanych ciekawostek z fandomowego świata.

Do tego wszystkiego książka ta jest soczyście i bardzo sprawnie napisana – nie pozostaje więc nic innego, jak brać ją do ręki i wniknąć w niezwykły, kolorowy świat, który dla wielu w Polsce pozostaje wciąż nieznaną krainą. Tymczasem to kraina zupełnie jak z… dobrego filmu fantasy. By do niej wkroczyć, nie trzeba wiele zachodu, ba!, nie trzeba nawet otwierać magicznych drzwi do Narni. Wystarczy ta książka…

Kamil Durajczyk


Dodaj komentarz